SCENA SIÓDMA

Poprzedni i Artur i Ernest.

ARTUR

po lekkim ukłonie, wskazując na Andrea i Julię

To mi się nazywa matrymonialna idylla28! Wszyscy niech przykład biorą! Piękna, kochana ciociu, oto masz obiecane bilety.

JULIA

biorąc je

Dziękuję.

ERNEST

do Andrea, ciszej i z zaciekawieniem

Co się stało pani Julii?

ANDREA

sucho

Cóż miało się stać?

ERNEST

jak wyżej

Wygląda blada, pomieszana, łzy w oczach...

ANDREA

jak wyżej

Ależ nie kłopocz się tak bardzo o moją żonę, przecież ja tu jestem.

ERNEST

odchodzi na stronę z bolesnym uśmiechem

Aha, już widzę, skutkowało.

ARTUR

do Julii

Jakżeś ty szczęśliwa, moja droga ciociu! Nie tylko masz męża, który ci niczego nie odmawia, który cię ubóstwia, ale jeszcze i przyjaciela, który za ciebie w ogień skoczyć gotów.

ERNEST

Arturze, proszę cię...

ARTUR

z uśmiechem, ciągnąc dalej

Trzeba go było widzieć, jak się tam rzucał na górze, kiedy powtórzyłem mu nieuważnie jakieś niewinne słówko, zasłyszane na mieście... Mało brakowało, żeby mnie był za gardło ścisnął i zdławił jak kurczę.

ERNEST

Proszę cię, zaprzestań tych dowcipów, jeżeli nie chcesz mnie na dobre rozgniewać. A widzisz, że wcale nie mam ochoty na żarty.

obracając się do Andrea

Kochany przyjacielu, zastanowiłem się bliżej nad twoją propozycją i — nie gniewajcie się na mnie — ale nie czuję się zdolny do przyjęcia ofiarowanej mi posady...

ANDREA

Ale skądże ta nagła zmiana?

ERNEST

Rozważyłem rzecz gruntownie. Jestem człowiekiem niepraktycznym, poetą ... marzycielem... więc nie potrafię ślęczeć nad interesami. Potrzebuję, przeciwnie, w świat pojechać, uspokoić się trochę, wyburzyć... Teraz doprawdy jestem jeszcze do niczego.

do Alberta

Nieprawdaż, panie radco?

ALBERT

Zupełnie podzielam pańskie zdanie.

ANDREA

Cóż za jakieś awanturnicze historie! Podróżować, podróżować, łatwo powiedzieć, ale ja jako człowiek praktyczny pozwolę sobie zapytać: jak daleko myślisz zajechać, jakie masz środki, plany?

ERNEST

z pewnością siebie

Nie bójcie się, dam sobie radę. Czuję, że nie mogę tu dłużej pozostać, a ponieważ trzeba się rozstać, uczyńmy to jak najprędzej.

do Julii

Droga pani! Rozrywam łączący nas węzeł, nie z lekkim sercem bynajmniej, a jeśli z mej przyczyny doznałaś pani jakiejś przykrości, racz mi to przebaczyć. Nie zapomnę nigdy o twej dobroci dla mnie.

Ściska ją za rękę. Ona oddaje mu uścisk i odwraca się ze smutkiem.

ERNEST

do Andrea

No a pan... kochany przyjacielu, czy nie masz dla mnie żadnego spojrzenia ani uścisku ręki?... Czy naprawdę sądzisz, że cię obraziłem?

ANDREA

z gwałtownym porywem przyciskając go do piersi

Nie, nie, mój serdeczny przyjacielu! Nie, nie wierzę temu. Przebacz mi, jeżeli chociaż przez jedną chwilę... ale nie mówmy już o tym! Pozostaniesz u nas w imię świętej, starej przyjaźni i... na złość całemu światu! Nie wypuszczę cię już od siebie! Nie odmawiaj mi, twój ojciec przez moje usta ci to rozkazuje! Zostaniesz i wszystko będzie nadal po dawnemu, nieprawdaż mój drogi? Nieprawdaż, Julio? Słyszeliście to, panie bracie i pani bratowo, słyszałeś Arturze, ty, co tak chętnie powtarzasz, co paplają drudzy! A teraz idźcie i opowiedzcie to wszystko „dobrym ludziom”, i powiedzcie im, że jeśli są na świecie niskie obmowy, to istnieją również i takie szczyty uczucia i zaufania, do których podła zawiść nie dopełznie nigdy! A teraz do stołu! Erneście, podaj rękę mojej żonie. Arturze, pójdziesz z matką. A my, Albercie, razem!

do Ernesta i Julii, którzy stoją naprzeciw siebie zmieszani

No, na cóż czekacie? Chciałbym, aby ten dom miał w tej chwili kryształowe ściany, aby wszyscy widzieli, jak przyjmujemy oszczercze pociski. Niech licho porwie wszystkie gadania, a my... żyjmy dalej po bożemu!

Artur podaje ramię matce, Ernest Julii. W drzwiach Ernest i Julia, zatrzymują się, aby przepuścić tamte pary.

JULIA

Proszę cię, jestem gospodynią.

Teresa i Artur idą naprzód. Ernest i Julia idą za nimi z wolna i rozmawiają po cichu. Andrea, który podał rękę bratu, patrzy za nimi.

ALBERT

z gorzkim uśmiechem

Toś wszystko mądrze urządził! Patrz, jak ich głowy się zbliżają, jak sobie coś szepcą do ucha...

ANDREA

ponuro

Pewno, że sobie mają coś do powiedzenia... teraz.

Ernest i Julia przed wejściem do sali jadalnej, odwracają się jeszcze.

ALBERT

ironicznie

A teraz się za tobą oglądają...

ANDREA

jak wprzódy

W rzeczy samej... ale cóż stąd?

ALBERT

Aha, wreszcie ci się otwierają oczy? Zaczynasz brać rzeczy rozsądnie?...

ANDREA

zmienionym głosem, boleśnie

Ach, dajże mi pokój. Chcesz więc koniecznie, abym uwierzył twoim przywidzeniom? Głupia rzecz!

Wychodzą prędko. Zasłona opada.