SCENA SZÓSTA

Julia, Ernest.

JULIA

stanowczo, ale nie głośno

Proszę pana o unikanie nadal tego domu.

Poruszenie Ernesta.

Rozkazuję to panu.

ERNEST

Więc mi pani zamykasz dom? I to z własnej, nieprzymuszonej woli?

Julia, nie patrząc na niego, robi gest potakujący.

ERNEST

A więc muszę być posłuszny! Dla innych byłbym mniej... wyrozumiały. Od pani znieść muszę wszystko, nawet tę ostatnią, śmiertelną obrazę.

JULIA

nadal odwrócona

Pojmujesz pan...

ERNEST

Pojmuję wszystko!

JULIA

nadal odwrócona, ze wzruszeniem

Bądź pan zdrów! I niech panu Bóg szczęści!

ERNEST

Żegnam!

Czeka przez chwilę. Odchodzi. Nagle zawraca i zbliża się do niej. Ona to widzi i zbliża się również, nadal odwrócona.

Gdybym mógł to zło, które pani mimowolnie wyrządziłem, całym moim życiem naprawić, przysięgam, Julio, nie cofnąłbym się przed tym zadaniem! Wszystkie ciernie pierzchnęłyby z twej drogi, bladość opuściłaby lica, oko nie błyszczałoby nigdy łzą rozpaczy!

JULIA

na stronie, odsuwając się od niego

Wielki Boże! Teresa mówiła prawdę. Zasłona nagle spada mi z oczu.

ERNEST

I nie masz pani dla mnie żadnego pożegnania?

JULIA

Żegnam pana! I przebaczam wszystko, coś pan uczynił!

ERNEST

Co ja uczyniłem?

JULIA

sucho

Tak.

ERNEST

I tym tonem mówisz do mnie — ty, pani?

JULIA

Nie słuchaj pan mego głosu, nie żądaj objaśnienia. Żegnam...

ERNEST

Czyż to być może? Pani nawet...

JULIA

zimno, wskazując na drzwi

To moje ostatnie słowo.

ERNEST

Wypędzasz mnie pani z domu?

JULIA

Mój mąż umiera tam... a ja — tu.

Słania się i opiera o krzesło.

ERNEST

podbiega ku niej

Julio!

JULIA

odzyskuje siły

Nie dotykaj mnie pan. Nie zbliżaj się do mnie!...

ERNEST

A więc do tego doszło! Pani mną pogardzasz! I nie masz dla mnie nawet taniego, banalnego frazesu na pocieszenie. Strącacie mnie w przepaść osamotnienia, a odmawiacie jedynej pociechy, która może mnie podtrzymać — waszego przebaczenia, waszego szacunku! Więc i w twoich oczach, pani, jestem łotrem bez czci i wiary, za jakiego mnie cały świat uważa! O świat cały mniejsza, ale ty, Julio, istoto najczystsza, dla której bym z radością przecierpiał gorsze jeszcze męki, byleby ci zapewnić spokój i szczęście! O! Tego już za wiele!

JULIA

Nie powinnam teraz mówić z panem. Później. Zostaw mnie, zlituj się! Myśl o nim!

Wskazuje na pokój, gdzie leży mąż.

ERNEST

O, czemuż nie jestem na jego miejscu! Śmiertelny cios w samo serce mniej by mnie zabolał niż twoja... pogarda.

JULIA

Przebacz pan, jeżeli pana obraziłam.

ERNEST

Przebaczam wszystko... ale zaklinam, powiedz mi, pani, czy wierzysz przynajmniej w czystość moich uczuć? Na klęczkach cię o to błagam... i żegnam.

Klęka przed Julią. W tej chwili drzwi od pokoju Andrea otwierają się i na progu ukazuje się Albert.

ALBERT

oburzony

Nędzni!

JULIA

odsuwa się szybko

Albert!