II

1. Teraz Archelaos podążył nad morze z matką oraz przyjaciółmi, Poplasem, Ptolemeuszem i Mikołajem, zostawiając w Jerozolimie Filipa dla dozoru domu i państwa. Równocześnie z nim wybrała się także Salome z dziećmi, różni krewni i powinowaci446 króla, rzekomo celem popierania jego spraw tronowych, ale w rzeczywistości, aby go oskarżyć z powodu owych gwałtów w świątyni.

2. Przybywszy do Cezarei spotkali się tam z Sabinusem, prokuratorem447 Syrii, który dążył do Judei, aby wziąć pod swoją opiekę pozostałe po Herodzie skarby. Archelaos wysłał natychmiast Ptolemeusza do Warusa448 z prośbami, aby starał się nakłonić Sabinusa do zaniechania tego. Sabinus, ulegając Warusowi, obiecał, że warowni nie zajmie ani też skarbów ojcowskich przed Archelaosem nie zamknie, czekając w tym względzie na postanowienia Cezara. Zaledwie jednak Warus udał się do Antiochii, a Archelaos odpłynął do Rzymu, natychmiast ruszył na Jerozolimę, zajął pałac królewski i wezwawszy do siebie dowódców wszystkich twierdz, oświadczył im, iż musi sprawdzić zawartość skarbców królewskich, a warownie wziąć pod swoje rozkazy. Ale ci, wierni poleceniom Archelaosa, odpowiedzieli mu, że twierdz nie wydadzą, bo jeżeli są za nie odpowiedzialni wobec Archelaosa, to jeszcze bardziej przed Cezarem.

3. W owym czasie wybrał się w podróż także Antypas, aby wytoczyć swoje uroszczenia do tronu; mniemał bowiem, że nad wszelkie kodycyle449 większą wagę posiada sam testament, który go właśnie następcą Herodowym ustanawiał. Salome i wielu spomiędzy tych, którzy z Archelaosem płynęli, obiecywali go popierać. Oprócz matki towarzyszył mu Ptolemeusz, brat Mikołaja, człowiek, jak sądził, wielkiego w tej sprawie znaczenia, bo cieszył się ongi niezwykłym zaufaniem Heroda i należał do najbliższych jego powierników. Antypas wszelako najwięcej liczył na obrotność Ireneusza, retora450, i całą podróż głównie dzięki jego radom przedsięwziął, głuchy na głosy tych, którzy mu przekładali, aby ustąpił Archelaosowi jako starszemu i przez sam testament wyznaczonemu spadkobiercy tronu. W Rzymie wszelako cała rodzina wzięła jego stronę z nienawiści ku Archelaosowi. Właściwie każdy chciał, aby rządy sprawował jaki pełnomocnik rzymski i tylko w ostateczności decydowano się na Antypasa.

4. Te ich zamiary popierał listami swymi Sabinus, wynosząc przed Cezarem Antypasa, a poniżając Archelaosa. Salome i całe jej otoczenie złożyło Cezarowi na piśmie podobne zażalenia na Archelaosa. Ale i ten wypisał wszystkie swoje racje i wraz z pierścieniem Herodowym podał ów skrypt przez Ptolemeusza Cezarowi. Cezar rozważył obustronne wywody, zastanawiał się nad wielkością królestwa, nad jego dochodami, nad liczebnością wielkiej Heroda familii, przeczytał także, co w tej sprawie pisali do niego Warus i Sabinus, wreszcie wezwał na naradę najwyższych rzymskich dostojników, gdzie po raz pierwszy wystąpił adoptowany przez niego Gajusz451, syn Agrypy i Julii. Na tej naradzie pozwolono przemówić obu stronom.

5. Najpierw zabrał głos Antypater, syn Salome, najlepszy mówca z obozu przeciwnego Archelaosowi. Zaczął od tego, że jeśli Archelaos chce tu czczym słowem prosić Cezara o władzę, to chyba zamierza tylko ucho jego pogłaskać, bo jeżeli chodzi nie o słowa, ale o czyny, to właściwie dawno poczyna sobie jak król samowładny. Bynajmniej też nie czekał na zatwierdzenie Cezara, ale zaledwie ojciec oczy zamknął, podmówił pewnych ludzi, aby mu podali diadem, rozparł się na tronie, zarządził zmiany w wojsku, porozdawał zaszczyty, wszystko ludowi obiecał, co tylko lud chciał od króla otrzymać, otworzył więzienia i wypuścił największych zbrodniarzy, których ojciec tam pozamykał, a teraz przychodzi dopiero do właściwego źródła, prosząc o przyznanie mu pozorów tej władzy, którą już wcześniej zagarnął, czyniąc z Cezara rozdawcę jakichś czczych tytułów, a nie tytułów owych podstawy452. A jeżeli chodzi o ojca, to czyż Archelaos rzeczywiście tak bardzo obciążał serce swoje żałobą? Przez dzień wprawdzie uosobienie smutku, wieczorem ściągał z twarzy strapienie, upijał się w nocnych hulankach i dlatego tylko oburzony lud zerwał się przeciw niemu. I oto rzecz najważniejsza: ogromną liczbę ludu kładzie trupem w świątyni, ludu, który przybył spokojnie na święta, a oto legł w kałuży krwi obok własnych zwierząt zarzynanych na ofiarę. Istny wał poległych zaległ w świątyni, rzekłby kto, że jakiś wróg napadł znienacka miasto. Znał dobrze tę jego krwiożerczość zmarły ojciec, przeto pozbawił go wszelkich widoków co do następstwa; dopiero gdy bardziej podupadł na umyśle niż na ciele i nie był w stanie jasno rzeczy rozważać, w kodycylu testamentowym naznacza go, choć ten, którego wymienił w samym testamencie, kiedy był jeszcze zupełnie zdrów na ciele i na umyśle, najmniejszym naganom podlegać nie może. Ale chociażby się chciało uszanować wolę człowieka już ze śmiercią walczącego, czyż można wpuścić na tron takiego gwałtownika jak Archelaos, co to szydzi z wszelkiego prawa i ładu? Jeżeli człowiek ten pozwalał sobie teraz na takie rzeczy, to cóż dopiero potem będzie, skoro otrzyma sankcję od samego Cezara!

6. Te i tym podobne względy Antypater wytaczając na poparcie każdego twierdzenia, powoływał jako świadków licznych krewniaków swoich i wreszcie zakończył. Teraz powstał Mikołaj, rzecznik Archelaosa. Wykazał, dlaczego krwawe stłumienie rozruchu w świątyni było koniecznością nieuniknioną; to nie byli jedynie wrogowie władzy miejscowej, ale samego Cezara, który ich tu teraz ma rozsądzić. Co się zaś tyczy innych ustępów oskarżenia, to jeżeli Archelaos istotnie tak, jak mu zarzucają, postąpił, przypomnieć należy, iż mu to właśnie doradzali sami oskarżyciele. Niepodobna też lekko brać kodycylu testamentowego choćby tylko dlatego, że w nim Cezar jest ukazany jako ten, który w całej sprawie ma wypowiedzieć ostateczne słowo. A kto umiał być na tyle przezorny, iż odwołał się do najwszechwładniejszego pana, ten chyba miał dość rozumu, aby tylko takiego na następcę wybrać, którego zatwierdzenie żadnej nie mogłoby podlegać wątpliwości453 .

7. Gdy skończył, wtedy Archelaos w milczeniu przystąpił do Cezara i ukląkł przed nim. Ten wielkodusznie kazał mu wstać, oświadczył, iż uważa go za godnego następcę ojca, ale nie może jeszcze w tej chwili powziąć ostatecznego postanowienia. Rozwiązał tedy zgromadzenie, a sam, biorąc pod uwagę wszystko, co usłyszał, rozbierał w myślach, czy naznaczyć jednego z tych, których wymieniał testament, czy też kraj rozdzielić pomiędzy wszystkich członków rodziny; tylu ich bowiem było, a każdego należało w jakiś sposób zabezpieczyć.