III
1. W ciągu owego czasu powstańcy, którzy zajmowali świątynię, nie tylko dzień w dzień wiedli otwarte boje z żołnierzami strzegącymi rzymskich wałów, ale nawet dwudziestego siódmego wspomnianego miesiąca1267 chwycili się podstępu. Między belkowania dachu zachodniego krużganku nakładli suchego drzewa, zaprawili to asfaltem i smołą, a następnie, niby zmęczeni, cofnęli się. Zaraz też część rzymskich żołnierzy nieopatrznie rzuciła się za nimi i poczęła przy pomocy drabin piąć się na krużganek. Rozważniejsi natomiast zostali na miejscu, bo im ten odwrót Żydów wydał się podejrzany. Zaledwie nieprzyjaciel zapełnił dach krużganku, Żydzi podpalili budowlę na całej przestrzeni. Kiedy ze wszystkich stron nagle strzeliły płomienie, Rzymian na dole będących ogarnął strach, a tych, których owiały płomienie, rozpacz. Jedni rzucali się w przepaść do miasta, drudzy wprost na nieprzyjaciela, niektórzy skokiem próbowali ratować się do swoich, ale padali z potrzaskanymi członkami. Większości wszelako płomienie odcięły wszelki odwrót, że ten i ów, nie chcąc ginąć w żywym ogniu, żelazem sam sobie życie odbierał. Pożar szerzył się z niezmierną szybkością i niebawem ogarnął tych, którzy już inną zginęli śmiercią. Cezar był wprawdzie srodze oburzony na żołnierzy, że wdarli się na krużganek bez jego rozkazu; ale mimo to żal mu się zrobiło tych wojowników, tym bardziej że nikt im nie mógł pospieszyć z pomocą. Tedy jedyną pociechą dla umierających był żal tego, za którego duszę oddali. Widzieli bowiem, jak biegał, słyszeli, jak wołał, aby kto żyw ratował ich wedle możności. Te wołania wodza, ten jego żal, były dla każdego ginącego jako pogrzeb wspaniały; umierali tedy ochotnie. Niektórym zresztą udało się tym sposobem z pożogi uratować, że uszli na szeroki mur krużganku; ale tu otoczyli ich Żydzi, a choć czas jakiś mężnie stawiali opór, w końcu wszyscy zostali wysiekani,1268
2. a ostatni1269 padł młodzieniec imieniem Longus, którego dzielność rzuciła pewien blask na to posępne zdarzenie. Wprawdzie każdy, co tam padł, godzien był chlubnego wspomnienia, on jednak spomiędzy wszystkich najwięcej okazał męstwa. Żydzi, czy to z podziwu nad jego siłą, czy też że inaczej zabić go nie mogli, poczęli wołać, aby zszedł do nich w dół i poddał się; z drugiej strony jego starszy brat, imieniem Kornelius, zaklinał go na wszystko, aby się nie poddawał, co byłoby hańbą i dla jego pięknej sławy, i dla rzymskiego oręża. Młodzieniec poszedł za tym wołaniem braterskim, na oczach obu wojsk dobył miecza i zadał sobie cios śmiertelny. Spomiędzy ludzi objętych płomieniami jeden, imieniem Artorios1270, za pomocą takiego uratował się podstępu. Krzyknął donośnie w dół do towarzysza swego Luciusa, z którym jeden zajmował namiot: „Uczynię cię spadkobiercą całego mojego majątku, jeśli się zbliżysz i mnie w skoku pochwycisz1271!”. Ten też zaraz ochotnie nadbiegł, tamten skoczył w dół i wyszedł cało, ale Lucius, ciężarem spadającego ciała rzucony o głazy, na miejscu ducha wyzionął. Całe to zdarzenie na czas pewien znacznie osłabiło odwagę Rzymian, ale też dzięki temu byli odtąd bardziej przezorni, aż nauczyli się tropić chytre podstępy Żydów, od których wskutek nieznajomości zarówno miejsca, jak i charakteru swych przeciwników, niejedną szkodę ponieśli. Krużganek spłonął aż do wieży Jana1272, którą tenże w czasie walk z Szymonem kazał zbudować nad bramami wiodącymi do Ksystosu. Wszystko, czego ogień nie zniszczył, zburzyli Żydzi, pokrywając rumowiskami ciała poległych. Dnia następnego Rzymianie spalili krużganki od strony północnej aż do ich załomu w stronie wschodniej nad Doliną Kedronu, gdzie wielka ziała głębia1273. Oto jak wyglądało wtedy w najbliższej okolicy świątyni.
3. W mieście liczba tych, co ginęli z głodu, była nieprzebrana, a lud doszedł do nędzy ostatecznej. Jeżeli w jakimkolwiek domu znalazło się coś, co bodaj ułudę1274 tworzyło pokarmu, zaraz poczynały się bójki, a najserdeczniejsi przyjaciele szamotali się, wyrywając sobie z rąk mizerne okruchy dla podsycenia gasnącego życia. Nawet już tym nie ufano, którzy rzeczywiście z głodu umierali; rozbójnicy przetrząsali ich odzienie, bo może tylko śmierć udają, może w zanadrzu ukryli jakąś żywność. Z rozdziawionymi z głodu ustami przebiegali ulice jak wściekłe psy, dokądkolwiek przypadli, wyłamywali drzwi, zachowując się jak pijani, a że miotała nimi rozpacz, przeto do jednego i tego samego domu wpadali i dwa, i trzy razy. Nędza doprowadziła ich do tego, że pożerali wszystko, nawet rzeczy najwstrętniejsze, których nie tknęłoby bezrozumne bydlę. Zjedli pasy i sandały, potem odrywali skórę z tarcz i żuli. Dla niejednych stary ochłap ze śmietnika1275 stanowił posiłek. Za krztynę uzbieranych żył mięsnych płacono po cztery attyki. Ale cóż będę opisywał wszelki bezwstyd głodu wobec martwych przedmiotów? Opowiem raczej zdarzenie, o jakim nie słyszał żaden Grek, żaden cudzoziemiec, choć ręka drętwieje, gdy się takie potworności opisuje, choć oko, czytając, zapyta, czy to rzeczywiście prawda. Rad bym to nawet przemilczał, aby mnie po prostu ludzie nie posądzili kiedyś, że baję od rzeczy, wszelako zbyt licznych posiadam na to świadków wśród współczesnych. Zresztą uważałbym się za nieczułego syna ojczyzny mojej, gdybym nie znalazł słów dla wyrażenia tego, co w rzeczywistości przecierpiała.
4. Pewna niewiasta z Zajordania imieniem Maria, córka Eleazara, ze wsi Betezuba1276, co się wykłada Dom Hyzopu1277, znana z rodu i zamożności, razem z całym tłumem schroniła się do Jerozolimy i tu przechodziła wszystkie okropności oblężenia. Tyrani zrabowali jej cały dobytek, jaki z Perei przywiozła ze sobą do miasta, a ich stronnicy, codziennie do jej domu wpadając, zabrali jej ostatnie klejnoty i wszelką żywność. Rozjątrzona niewiasta niejednokrotnie przeklinała rabusiów i złorzeczyła im, aby ich na siebie podrażnić; ale gdy żaden nie chciał jej zabić czy to w gniewie, czy bodaj z litości, gdy dość już miała tego ustawicznego wyszukiwania żywności ciągle i ciągle dla innych, gdy wreszcie wszelkie dalsze szukanie byłoby już zupełnie bezowocne, gdy głód skręcał jej wnętrzności, a bardziej jeszcze od głodu nurtował ją gniew, idąc tylko za głosem głodu i gniewu, przestąpiła granicę zakreśloną naturze człowieka, a chwyciwszy swe dziecię, niemowlę przy piersi, rzekła: „Maleństwo1278 ty moje nieszczęsne! Wśród wojny, głodu i zamieszek dla kogóż będę cię chowała? Zagarnie nas Rzymianin, w niewolników pozamienia, o ile w ogóle pozostawi przy życiu. Ale nim przyjdzie niewola, już jest głód, a od głodu i Rzymian srożsi powstańcy. Stań mi się tedy karmą, buntownikom duchem zemsty, mitem dla żyjących, bo tego tylko jeszcze nie dostawało do wszystkich klęsk, jakie na Żydów spadły”. Rzekłszy to, zamordowała swe chłopię1279, upiekła, połowę spożyła, połowę nakrywszy, schowała. Ledwie się to stało, wpadli powstańcy przynęceni okropną wonią przypalonego tłuszczu; grozili, że ją natychmiast ubiją, jeśli im nie pokaże potrawy, którą tu przyrządzała. Tedy kobieta, odsłoniwszy szczątki swego dziecka, rzekła1280, że i dla nich piękny zostawiła udział1281. Zgroza zdjęła ich na ten widok, patrzyli z niemym przerażeniem. A ona do nich: „Dziecię1282 to moje rodzone i ja tej dokonałam zbrodni. Jedzcie, bo i ja jadłam. Niech serca wasze nie będą bardziej miękkie niż serce kobiety, bardziej czułe niż serce matki. A jeśli jesteście zbyt bogobojni i mierzi was moja ofiara, jak spożyłam jedną połowę, tak i drugą dla siebie zachowam”. Powstańcy wyszli bez jednego słowa, drżąc na całym ciele; było to jednak dla nich zbyt potworne, przeto radzi nieradzi zostawili matce tę potrawę. Wieść o strasznej zbrodni rozeszła się niebawem po całym mieście, a każdemu rzecz ta ciągle stała przed oczami, jak gdyby sam ją był popełnił. Kto łaknął, pragnął teraz gorąco śmierci, błogosławiąc los tych, co przed nim pomarli, że oczu ich i uszu nie doszły podobne potworności.
5. Zdarzenie to rychło stało się głośne i u Rzymian. Jedni wierzyć temu nie chcieli, drudzy otrząsali się ze współczucia, wielu jednak tym większą nienawiścią zapałało do żydowskiego narodu. Cezar z tego powodu usprawiedliwiał się wobec Boga, mówiąc1283: ofiarowano Żydom pokój, poszanowanie ich praw, przebaczenie wszystkiego, czego się tylko dopuścili; ale oni wybrali zamiast zgody bunt, zamiast pokoju wojnę i zamiast sytego dostatku głód; własnymi rękami podpalili świątynię, którą chcieliśmy im zachować, niechaj tedy na nich spadnie odpowiedzialność za tę ohydną ucztę. Gruzami walącego się miasta przydusić trzeba zbrodnię dzieciożerstwa, niechaj słońce więcej nie świeci nad miastem, gdzie matki własne pożerają dzieci. Podobnej potrawy godni raczej ojcowie, gdy po takich potwornościach jeszcze broni nie składają. Tak mówił, a coraz głębsze zyskiwał przeświadczenie, że ludzie ci doszli do granic ostatecznej rozpaczy; bo gdy już wszystko przecierpieli, co człowiek przecierpieć jest zdolny, trudno im będzie opamiętać się i stamtąd, dokąd oni zaszli, już się nie wraca1284.