IV
1. Trzy mury broniły dostępu do Jerozolimy, z wyjątkiem miejsc, gdzie urwiste skały czyniły wszelki dostęp niemożliwym, albowiem tam stał jeden tylko mur. Miasto było zbudowane na dwóch sąsiadujących ze sobą wzgórzach, przedzielonych doliną, w którą spływały domy zbitymi szeregami. Wzgórze, na którym stało Miasto Górne1100, było znacznie wyższe i miało kształt podłużny. Król Dawid, ojciec Salomona, twórcy pierwszego Przybytku, rozpatrzywszy się w silnym położeniu tego wzgórza, nazwał je zamkiem1101, my zaś zowiemy je Rynkiem Górnym. Wzgórze sąsiednie, zwane Akra, na którym stało Dolne Miasto, ma łagodne spady na obie strony. Naprzeciw niego leżało wzgórze trzecie, pierwotnie od Akry niższe i oddzielone doliną. Wszelako Hasmonejczycy, doszedłszy do władzy, zasypali tę dolinę celem połączenia miasta z świątynią, a także przez rozkopy zmniejszyli wyniosłość Akry, aby nie górowała nad świątynią. Dolina Tyropojon1102, która, jako rzekłem, rozdziela wzgórza Dolnego i Górnego Miasta, sięga aż do Siloa; jest to źródło, z którego wyciekają bardzo obfite i bardzo smaczne wody. Oba wzgórza znikąd nie były dostępne, albowiem ściany ich dźwigały się stromo, a przepaściste wąwozy otaczały je dokoła.
2. Spomiędzy tych trzech murów najbardziej miasta bronił mur najstarszy, albowiem stał na zrębie wzgórza u samej przepaści. Ale Dawid, Salomon i po nich idący królowie starali się jeden przez drugiego, aby z natury warowne położenie jeszcze bardziej umocnić. Mur ten w stronie północnej poczynał się od wieży Hippikos, okrążał Ksystos, Radę i kończył się u zachodnich krużganków świątyni. W stronę zachodu zaś, znowu od wieży Hippikos poczynając, biegł około miejsca zwanego Bezu1103 do Bramy Esseńczyków, potem na południe do źródła Siloa, tu skręcał znowu na wschód około Sadzawki Salomona, stąd do Ofli1104 i wreszcie do wschodnich krużganków świątyni. Mur wtóry rozpoczynał się u bramy Genat, będącej jeszcze w murze pierwszym; okrążał całą dzielnicę północną i dobiegał tylko do twierdzy Antonia. Mur zaś trzeci także się rozpoczynał u wieży Hippikos, skąd najpierw w kierunku północnym biegł do wieży Psefinos, następnie rozciągając się naprzeciwko grobowców adiabeńskiej królowej Heleny, córki Izatesa1105, biegł do Jaskiń Królewskich1106, zakręcał około Wieży Narożnej przy Grobowcu Sukiennika1107 i w Dolinie Kedronu kończył się połączeniem ze starym murem. Tym trzecim murem Agryppa obwiódł nową dzielnicę miejską, przedtem całkiem niebronną, albowiem wskutek przyrostu ludności budowano się za murami. Kiedy już północny skłon góry, na której stała świątynia, wciągnięto w obręb miasta, należało iść dalej i obwieść murem także wzgórze czwarte, zwane Bezeta, położone naprzeciwko twierdzy Antonia, a oddzielone od niego głęboką fosą, którą wykopano dlatego, aby dolne obwarowania Antonii przez to nieco się wzniosły, a dostęp do nich nie był tak łatwy, bo o ile głębsza była fosa, o tyle wieże zyskiwały na wysokości. Nazwa Bezeta, nadana świeżo wzniesionej dzielnicy, znaczy Nowe Miasto1108. Ponieważ osiadłych tu obywateli także trzeba było zabezpieczyć, przeto rodzic obecnie żyjącego króla Agryppy, także Agryppa, zaczął wznosić mur, o którym mówiłem wyżej. Wszelako potem ogarnęły go obawy, że tęgie obwarowanie obudzi czujność Cezara Klaudiusza, że go posądzi o chęć buntu i oderwania się, przeto ledwie dźwignął fundamenty, przerwał budowę. Ale gdyby dzieło to zostało doprowadzone do końca, miasto byłoby nie do zdobycia. Albowiem mur ten układano z głazów olbrzymich, długości dwudziestu łokci, a szerokości dziesięciu łokci, takiego zaś muru nie byłyby skruszyły żadne tarany. Szerokość jego wynosiła dziesięć łokci, a wysokość była zamierzona znacznie śmielej, cóż, kiedy owa przeszkoda ostudziła zapał budowniczego. Później Żydzi pomimo usilnych starań podźwignęli ten mur tylko na wysokość dwudziestu łokci; ponieważ zaś przedpiersie miało dwa łokcie, a blanki trzy, przeto cały mur dźwigał się właściwie na wysokość dwudziestu pięciu łokci.
3. Nad murami wznosiły się wieże czworograniaste, na dwadzieścia łokci wszerz i wzdłuż i tyleż łokci na wysokość. Był to mur lity, równie jak cała ściana obwarowania miejskiego; głazy były tak piękne i tak starannie ze sobą spojone, że cała robota w niczym nie ustępowała budowie Przybytku. Na tym zrębie wysokości dwudziestu łokci wznosiły się wspaniałe izby, a nad nimi poddasza ze zbiornikami deszczówki, do których wiodły kręte, lecz szerokie schody. Trzeci mur miał takich wież dziewięćdziesiąt, w odległości dwustu łokci jedna od drugiej. Nad murem środkowym wznosiło się wież czternaście, a nad starym sześćdziesiąt. Całe miasto miało obwodu trzydzieści trzy stajań. Jeżeli już mur trzeci budził słuszny podziw, to jeszcze bardziej chwytała oczy leżąca na jego północno-zachodnim załomie wieża Psefinos, w pobliżu której Tytus obozował. Dźwigała się na siedemdziesiąt łokci w górę, a kto stanął na niej o wschodzie słońca i spojrzał dokoła, ten sięgał wzrokiem aż hen do Arabii i do morza, szumiącego na krańcu ziemi hebrajskiej. Kształt tej wieży był ośmiokątny. Naprzeciwko niej stała wieża Hippikos, na starym murze jeszcze dwie inne, wszystkie przez króla Heroda zbudowane, a pod względem rozmiarów, oporności i piękna wieże całego świata nie mogły się z nimi mierzyć. Bo w budowę owych wież król tchnął nie tylko całą swoją wrodzoną wielkoduszność i troskliwość o miasto, ale także uczucia, jakie żywił dla przyjaciela, brata, żony, wedle ich imion nazywając owe wieże. Żonę niestety, jak to już powiedziałem, kazał w przystępie zazdrości miłosnej zabić, brata i przyjaciela utracił na wojnie, gdzie zginęli śmiercią bohaterów. Wieża Hippikos, także imię swoje przyjacielowi Heroda zawdzięczająca, była czworograniasta, na łokci dwadzieścia szeroka i długa, na trzydzieści zaś wysoka; mur jej był także wskroś lity. Na tym potężnym zrębie kamiennym znajdował się zbiornik deszczówki głębokości dwudziestu łokci, a nad tym wszystkim wznosiła się dwupiętrowa nadbudówka wysokości dwudziestu pięciu łokci, wiele wspaniałych izb mająca, na samej zaś górze były jeszcze wieżyczki dwułokciowe i trzyłokciowe przedpiersie, że wysokość całej wieży wynosiła niemal osiemdziesiąt łokci. Wieża druga, od imienia brata Fazaelową zwana, miała na długość, szerokość i wysokość po łokci czterdzieści na wskroś litej budowy. U zrębu jej biegł chodnik szerokości dziesięciu łokci, obwarowany przedpiersiami i blankami. Ze środka tych galerii dźwigała się wtóra wieża, wypełniona pięknymi komnatami, zaopatrzona w łaźnię, że całkiem miała wyglądała jak zamek królewski; szczyt jej blankami i wieżyczkami †1109 dokoła był ozdobiony. Cała jej wysokość wynosiła około dziewięćdziesięciu łokci, kształtem swoim przypominała zupełnie latarnię morską z wyspy Faros pod Aleksandrią, tylko była od niej znacznie większa. W owe czasy stała się tyrańską siedzibą Szymona. Wieża trzecia, od imienia królowej zwana wieżą Mariammy, do wysokości dwudziestu łokci posiadała budowę całkiem litą; wszerz i wzdłuż liczono jej także po łokci dwadzieścia. Mieszkania znajdujące się nad tą podstawą były urządzone jeszcze kosztowniej i jeszcze wspanialej niż w innych wieżach, albowiem król mniemał, że wieżę poświęconą pamięci kobiety należy bardziej ozdobić niż wieże, którymi uczcił mężczyzn; natomiast te ostatnie były bardziej warowne. Wysokość całej wieży Mariammy wynosiła łokci dwadzieścia pięć.
4. Ta niezwykła wysokość wież wydawała się jeszcze większa wskutek położenia, bo stary mur, z którego się dźwigały, stał na wielce wyniosłym wzgórzu i stanowił niby jego koronę, wysokości trzydziestu łokci; tedy wieże, nad ową murowaną koronę wyniesione, zyskiwały rzeczywiście wygląd jeszcze potężniejszych. Rozmiar głazu użytego do ich budowy także budził podziw, bo nie był to jakiś zwykły kamień albo głaz skalny dający się podźwignąć na barkach jednego człowieka, ale bloki z białego ciosane marmuru, długości dwudziestu, szerokości dziesięciu, a wysokości pięciu łokci, spojone ze sobą tak misternie, że całość wydawała się raczej jednolitą górą, którą we właściwy kształt obciosali budowniczowie, do tego stopnia wszelkie spojenia nie były widoczne dla oka. Do tych trzech wież wysuniętych na północ przylegał od strony miasta pałac królewski, którego wspaniałości nie odda żadne ludzkie słowo; nie ma takiej budowli, która mogła się była równać z tym nadzwyczajnym pałacem. Otaczał go mur na trzydzieści łokci wysoki, z którego w równych odstępach dźwigały się wieże o izbach biesiadnych dla setek dostojnych gości. Kto opisze te różnorodne rzadkie kamienie, do budowy użyte, te powały1110 o belkowaniu rozmiarami i ozdobnością przechodzące wszystko, na co kiedykolwiek oko patrzyło, tę zawrotną liczbę komnat, te izby przeróżnego kształtu, z których każda miała całkowite dla siebie urządzenie, a sprzęty przeważnie ze złota i srebra uczynione! Całe szeregi kolumnad krzyżowały się ze sobą, biegnąc kołem, a w każdej wznosiły się filary innego pokroju. Pałac tonął w zieleni, a potem szły ogrody o wielkich, przecinających się wzajemnie alejach, obok których biegły kanały i stały fontanny, z których przez miedziane ozdoby wyciekały strumienie; nad sztucznie zatrzymanymi wodami stały liczne gołębniki dla ptactwa, które oswajano. Ale z ust ucieka wszelkie słowo, gdy się chce wypowiedzieć całą piękność i wspaniałość tego pałacu, i tylko serce boleśnie się ściska na wspomnienie, że wszystko to stało się pastwą płomieni przez rękę zbójecką wznieconych. Bo nie Rzymianie przynieśli tu spustoszenie, ale jak już było powiedziane, wewnętrzni kraju nieprzyjaciele, albowiem w początkach powstania wszczął się pożar w twierdzy Antonia, przerzucił się zaraz na pałac królewski, a prócz tego zniszczył jeszcze górne części trzech wież.