V
1. Świątynia, jak już wiadomo, stała na górze1111 silnie obwarowanej, której szczyt był pierwotnie tak ciasny, że wystarczał zaledwie na pomieszczenie samego Przybytku i ołtarza, dokoła zaś ziała głębia o ścianach spadzistych i stromych. Dopiero kiedy król Salomon po stronie wschodniej dźwignął mur, na nasypie ziemnym, który tam uczyniono, wzniesiono pierwszy krużganek; ale z innych stron świątynia nie miała jeszcze żadnej osłony. W ciągu następnych stuleci lud ciągle pracował około nasypów, a szczyt góry rozszerzał. Potem zburzono także mur wschodni i przyłączono tyle obszaru, ile go było potrzeba na całkowite obwiedzenie świątyni kolumnadami. Dopiero kiedy góra została dookoła otoczona potrójnym tarasem, ukończono dzieło, które przeszło wszelkie oczekiwania. W ciągu owych wieków poszedł na to cały skarbiec świątyni, do którego ku chwale Bożej napływały ofiary z najdalszych krańców świata. Wtedy też dopiero obwiedziono murami zarówno niższą część świątyni, jak i wyższą. Najniższa część stała na fundamentach murowanych wysokości trzystu łokci, a w niektórych miejscach jeszcze wyższych, która to podbudowa nie wszędzie była widoczna dla oka, bo tu i ówdzie wypełniała tylko szczeliny i wąwozy, aby doprowadzić powierzchnię do jednego poziomu z miastem. Użyte do tej podbudowy głazy miały po czterdzieści łokci1112. Że nie brakło ni środków, ni zapału w piersiach ludzkich, a także wytrwałości, roboty szły nad wyraz żwawo i oto z biegiem czasu dokonane zostało dzieło przechodzące najśmielsze nadzieje1113.
2. Godne też były budowle, które na tych fundamentach stanęły. Wszystkie krużganki były dwurzędowe, a ich kolumny, z jednej sztuki marmuru ciosane, miały wysokość dwudziestu łokci, dźwigając powałę z cedrowego drzewa ułożoną w tabliczki. Wspaniały budulec, prześliczne obrobienie i świetne dopasowanie całości, wszystko to, razem wzięte, dawało widok nadzwyczajny, choć żadne ozdoby pędzla czy dłuta nie pieściły oka. Szerokość krużganków wynosiła łokci trzydzieści, a cały ich obwód łącznie z Antonią wynosił niemal sześć stajań. Dziedziniec był na całej swojej przestrzeni wyłożony płytami różnorodnego kamienia, a część jego zewnętrzną od wewnętrznej1114 dzielił mur nader misternej roboty, wysokości trzech łokci. Na tym murze w pewnych odstępach stały tablice z obwieszczeniami1115 przepisów o oczyszczeniach, częścią ułożone w mowie greckiej, częścią w rzymskiej, głosząc mianowicie, że żaden cudzoziemiec nie ma prawa wstępu do Przybytku1116; albowiem dalsze części świątyni posiadały nazwę Świętego Przybytku. Stąd też wiodły w górę schody o czternastu stopniach. Cała przestrzeń Przybytku miała kształt czworokąta i była obwiedziona osobnym murem, którego wysokość wynosiła właściwie łokci czterdzieści, tylko że owe schody będące na zewnątrz zakrywały znaczną jego część, z drugiej zaś strony, że mur przylegał już do góry, przeto miał dla oka wysokość tylko dwudziestu pięciu łokci. Schody kończyły się na czternastym stopniu, a potem poczynała się przestrzeń wolna aż do muru na szerokość dziesięciu łokci. I znowu stąd wiodły schody o pięciu stopniach do bram, których było od północy i od południa osiem, czyli po cztery z każdej strony, oraz dwie bramy od wschodu; taka ich ilość była z tego względu konieczna, że kobiety przychodzące na modlitwę musiały zbierać się w osobnym miejscu i przeto wchodziły przez osobną bramę; brama ta umieszczona była w murze naprzeciw pierwszej bramy. Także od strony południa i od strony północy wiodły bramy do dziedzińca kobiet. Przez inne bramy nie wolno było kobietom wcale wchodzić ani się wychylać poza obręb swojego dziedzińca. Dostęp tu miały nie tylko niewiasty żydowskie, ale także cudzoziemki. Od strony zachodniej nie było żadnej bramy, mur tedy ciągnął się bez przerwy. Wewnątrz obwiedzenia Przybytku biegnące między bramami krużganki wiodły do skarbców; piękne ich kolumny szły tylko w jeden rząd, ale prócz wielkości pod każdym innym względem bynajmniej nie ustępowały kolumnom dolnego dziedzińca.
3. Z owych bram dziewięć miało pokrycie ze złota i srebra, łącznie z ościeżnicami i nadprożami; jedna zaś, wiodąca do samego Przybytku, zrobiona była ze spiżu korynckiego1117, znacznie wartością swoją przewyższając tamte, które były posrebrzane lub pozłacane. Wierzeje bram miały po trzydzieści łokci wysokości i po piętnaście szerokości. Zaraz za bramami, już po drugiej ich stronie, stały podobne do wież przedsienia1118, których długość i szerokość wynosiła łokci trzydzieści, a wysokość łokci czterdzieści. Każde przedsienie opierało się na kolumnach, mających dwanaście łokci obwodu. Wszystkie bramy z wyjątkiem jednej były równej wielkości; ta jedna, która ponad bramą Koryncką wiodła z dziedzińca kobiet od wschodu i stała na wprost wejścia do samego Przybytku, znacznie inne przewyższała, gdyż wznosiła się w górę na pięćdziesiąt łokci, a szerokość jej wierzei wynosiła łokci czterdzieści; wierzeje też było nader ozdobne, pokryte grubymi, litymi blachami ze złota i srebra. Wszystkie te drogocenne pokrycia dziewięciu bram stanowiły dar Aleksandra1119, rodzica Tyberiusza. Z dziedzińca niewiast do tej większej bramy wiodło w górę stopni piętnaście, to jest o pięć stopni mniej niż do innych bram.
4. Ku samemu Przybytkowi, wydźwignięte mu pośrodku tego wszystkiego, wiodły schody o dwunastu stopniach. Strona licowa Przybytku stanowiła ścianę równie szeroką jak wysoką, to jest rozmiaru po sto łokci. Natomiast tylna fasada była o czterdzieści łokci węższa, albowiem skrzydła licowe wystawały na obie strony o łokci dwadzieścia. Główne wejście do Przybytku miało na wysokość łokci siedemdziesiąt, a na szerokość łokci dwadzieścia i pięć, żadnych też nie było tu wierzei, albowiem miało to być tak, jako jest odkryte, a nieogarnięte niebo. Ościeżnice tego wejścia całkiem były wyłożone złotem. Kto w głąb spojrzał, ten widział pierwszą, rozleglejszą część Przybytku1120. Wszystko tam świeciło od złota. Wnętrza Przybytku część pierwsza nie była zamknięta, ściany dźwigały się na wysokość dziewięćdziesięciu łokci, długość ich wynosiła pięćdziesiąt łokci, a szerokość dwadzieścia łokci. Wejście, jako rzekłem już, całkiem było obłożone złotem; także wyłożona złotem była przylegająca z obu stron ściana; nad wejściem1121 umieszczony był złoty krzew winny1122, z którego zwieszały się grona wielkości człowieka. Druga część Przybytku była niższa od pierwszej, a wiodły do niej złote podwoje1123 wysokości pięćdziesięciu pięciu łokci, szerokości zaś szesnastu łokci. Zakrywała je całkowicie zasłona babilońska, tkana barwnie z hiacyntu, bisioru1124, karmazynu i purpury, przedziwnej roboty, ujmująca oko różnorodnością dobranej materii. Miała ona wyobrażać cały świat. Karmazyn oznaczał ogień, bisior ziemię, hiacynt powietrze, a purpura morze, karmazyn i hiacynt barwą swoją, natomiast bisior i purpura z powodu swego pochodzenia, gdyż ziemia wydaje jedno, a morze drugie. Na zasłonie widniało wyobrażenie całego nieba, nie były tylko oddane obrazy zwierzyńca.
5. Przez te podwoje wstępowało się do niższej części Przybytku, którego wysokość wynosiła sześćdziesiąt łokci, tyleż długość, a szerokość łokci dwadzieścia. W swej sześćdziesięciołokciowej długości znowu na dwie podzielony był części, z tych część pierwsza1125, mająca długości czterdzieści łokci, zawierała trzy przedmioty przedziwne, a przesławne: świecznik, stół i kadzielnicę. Siedem lamp świecznika siedmioramiennego oznaczało siedem planet1126, dwanaścioro chlebów na stole miało przypominać koło zwierzyńcowe1127 i rok. Kadzielnica, do której sypano trzynaście rodzajów kadzidła, jakie daje pustynia, morze albo ląd zamieszkały, miała uzmysławiać, że wszystko pochodzi od Boga i dla niego tylko ma swój byt. Części najwewnętrzniejszej1128 Przybytku liczono rozmiaru łokci dwadzieścia, a odcinała ją wtóra zasłona. Zupełnie było w niej pusto1129. Niedostępna, nietknięta, niewidzialna, stanowiła miejsce, które zwano Święte Świętych. Po obu stronach niższej części Przybytku stały trzypiętrowe przybudówki o licznych pomieszczeniach, do których wejścia były też z obu stron. Że w części górnej takich przybudówek nie było, przeto tutaj, na wysokości czterdziestu łokci, była węższa; robota tej części wyższej także była prostsza aniżeli niższej. Dodawszy do owych łokci czterdziestu sześćdziesiąt łokci od samego poziomu, otrzymamy ogólnej wysokości łokci sto.
6. Całe zewnętrze świątnicy musiało zachwycać wszelakie oko i wszelaką duszę. Ściany, pokryte wszędzie ciężkimi złotymi płytami, o wschodzie słońca jaśniały żywym blaskiem ognia, rażąc oczy niby świecenie słońca. Gdy pielgrzym dążący do Jerozolimy spojrzał z daleka ku świątyni, zdawało mu się, że ma przed sobą górę pokrytą śniegiem; bo gdzie nie było blach, świeciła jasność kamienia. Cały Przybytek na swym wierzchu był najeżony złotymi strzałami1130, aby go ptactwo nie obsiadało i nie zapaskudzało. Głazy do budowy świątyni użyte miały niekiedy po czterdzieści pięć łokci długości, pięć wysokości, a sześć szerokości. Przed Przybytkiem stał ołtarz na piętnaście łokci wysoki, a na pięćdziesiąt łokci szeroki i długi, kształtu kwadratowego, z czterema narożnikami na podobieństwo rogów; od wschodu było do niego podejście o łagodnym wzniesieniu. Zbudowano go bez użycia żelaza1131 i żelazo w ogóle nigdy go nie miało dotknąć. Dokoła Przybytku i ołtarza szło kamienne obwiedzenie wysokości jednego łokcia, z pięknego kamienia pięknie odrobione, oddzielające kapłanów od ludu. Kto cierpiał na płynienie nasienia albo był chory na trąd, miał wzbroniony wstęp do miasta, a niewiasty w czasie swojej miesięcznej przypadłości miały wzbroniony wstęp do świątyni; one też, będąc nawet w stanie czystości, nie śmiały przestąpić ukazanych wyżej granic. Mężczyźni nie całkiem oczyszczeni wstępu do wewnętrznego dziedzińca świątyni nie mieli, choćby to byli kapłani.
7. Rodowici kapłani, którzy z powodu jakiegoś kalectwa nie mogli pełnić służby bożej, mieli wszelako wolny wstęp poza obwiedzenie razem z kapłanami, którzy cieleśnie byli bez zarzutu; a także otrzymywali przynależną im na podstawie kapłańskiego pochodzenia część ofiar; natomiast musieli wdziewać zwykłe obywatelskie szaty, albowiem szatę świętą mógł wkładać tylko kapłan pełniący służbę Bożą. Do ołtarza i Przybytku miał dostęp jedynie kapłan nieskalany, ubrany w bisior i, co było najważniejsze, jeżeli przedtem wina nie pił1132, który to przepis istniał ze względu na poszanowanie nabożeństwa, aby podczas służby Bożej nie popełniano pomyłek. Razem z kapłanem wchodził tam arcykapłan, ale nie zawsze, tylko w szabaty, na nowiu albo gdy się lud zbierał na święta doroczne lub narodowe. Arcykapłan na służbę Bożą przybierał się w ten sposób: przepasywał się najpierw przepasaniem, pokrywającym biodra aż do sromoty1133, następnie wdziewał lnianą koszulę, na to zaś szatę barwy hiacyntowej, obejmującą całe ciało i sięgającą do kostek, a obramowaną frędzlami; u frędzli wisiały na przemian złote dzwoneczki i granaty, dzwoneczki jako znak grzmotu, a granaty jako znak błyskawicy. Obwiązka, którą arcykapłan ową naramienną szatę na piersiach obwiązywał, była tkana barwnie w pięć wzorców ze złota, purpury, karmazynu, bisioru i hiacyntu, z których, jak rzekłem, tkane były zasłony świątyni. Na to wszystko wdziewał napierśnik, z tychże tkany materii, w którym jednak złoto przeważało. Napierśnik1134 ten miał całkiem kształt pancerza, a spięty był dwiema złotymi spinkami, w których były osadzone najpiękniejsze i największe kamienie sardonyksowe1135 z wyrytymi imionami pokoleń ludu. Z przodu wisiało kamieni dwanaście po trzy w czterech rzędach, a mianowicie sardyk, topaz, szmaragd, karbunkuł, jaspis, szafir, agat, ametyst, liguryt, onyks, beryl, chryzolit; na każdym kamieniu była wyryta nazwa jednego pokolenia. Na głowę kładł tiarę tkaną z bisioru i hiacyntu, ze złotą obwódką i widniejącym na niej świętym napisem, który się składał z czterech liter1136. Takiego ubioru1137 nie wkładał zawsze, nosząc zwykle znacznie skromniejszy, ale tylko wtedy, ilekroć miał przejść ów próg dla nikogo niedostępny. Działo się to raz na rok, w ów dzień1138, kiedy Żydzi ku czci Boga post zachowują. O mieście, świątyni, obyczajach i prawach na innym miejscu rozpiszę się obszerniej, gdyż o tym wszystkim niemało pozostaje do powiedzenia.
8. Twierdza Antonia leżała u zbiegu krużganków zewnętrznego dziedzińca, a mianowicie u zbiegu krużganku zachodniego i północnego. Zbudowano ją na spadzistej ze wszystkich stron skale, wysokiej na łokci pięćdziesiąt. Twierdza ta była dziełem króla Heroda i w tej budowli najbardziej się ujawniło jego zamiłowanie przepychu. Przede wszystkim należy powiedzieć, że skała od podnóża do szczytu była wyłożona gładkimi płytami kamiennymi, raz dlatego, że wyglądało to pięknie, a po wtóre, że każdy, kto chciałby po niej wejść lub zejść, ześlizgiwał się i spadał. Sama twierdza była jeszcze otoczona murem trzyłokciowym, ponad który dźwigała się w górę na wysokość czterdziestu łokci. Sale miała urządzone po królewsku; były tam komnaty różnego rodzaju i do różnych celów służące, przedsienia, łaźnie, obszerne pomieszczenia dla wojska, że twierdza pod względem wyposażenia wyglądała prawdziwie na miasto, a pod względem przepychu na siedzibę królewską. Całość miała kształt wieży, wszelako na czterech rogach stały osobne wieże, z których dwie liczyły po pięćdziesiąt łokci, a dwie, to jest południowa i wschodnia, po siedemdziesiąt łokci wysokości, że z ich szczytu można było objąć okiem całą świątynię. W miejscu zetknięcia się twierdzy z krużgankami świątyni było przejście dla straży; albowiem w twierdzy stała zawsze legia rzymska, a w czasie świąt w krużgankach rozstawiano straże celem pilnowania ludu, aby się nie porywał do buntu. Jeżeli świątynia była twierdzą panującą nad miastem, to Antonia twierdzą panującą nad świątynią, a załoga umieszczona w Antonii czuwała nad wszystkim. Prócz tego Górne Miasto posiadało osobną twierdzę, a był nią pałac Heroda. Wzgórze Bezata1139, oddzielone wąwozem od Antonii, było, jak rzekłem, najwyższym spomiędzy trzech wzgórzy, łączyło się też z częścią Nowego Miasta. Ono też jedno zasłaniało od północy widok na świątynię. Ponieważ zamierzam mówić niżej obszernie o mieście i jego murach, przeto na razie na tym poprzestaję.