VI

1. Wywody te przekonały Idumejczyków. Najpierw tedy uwolnili z więzień około dwóch tysięcy obywateli, którzy natychmiast opuścili miasto i udali się do Szymona; o nim później będzie mowa. Następnie wyruszyli z Jerozolimy i wrócili do siebie. Ale odejście ich było dla obu stronnictw zdarzeniem nieoczekiwanym. Lud, który nie wiedział nic o tym, że Idumejczycy poczęli inaczej na całą sprawę się zapatrywać, zaraz nabrał odwagi, albowiem mniemał, że wraz z nimi wróg się oddalił. Gorliwcy zaś także natychmiast stali się rozzuchwaleni, bo opuścili ich już nie tyle sprzymierzeńcy, ile ludzie, których mierziły ich zbrodnie i którzy im zaczynali stawiać przeszkody. Toteż gorliwcy nie znali teraz w swej zaciekłości żadnego już hamulca, na wszystko się ważyli, a tak byli pochopni, że ledwie wylągł się w ich głowach jakiś zamysł, już go w czyn wprowadzali. Najbardziej się srożyli nad ludźmi dzielnymi i szlachetnymi, jednych tracąc z zawiści, drugich z obawy; dopiero wtedy poczuli się bezpiecznie, kiedy usunęli wszystkich wpływowych mężów. Prócz wielu innych zamordowali Guriona949, człowieka wielkiego poważania i wybitnego rodu, wielbiciela demokratycznych rządów, a tak jak on żaden Żyd nie był owiany duchem wolności. Zgubił go najpiękniejszy przymiot, jaki miał, wielka otwartość w mowie. Ani też rąk ich nie uszedł Peraita Niger950, który się był tak znakomicie wsławił w walce z Rzymianami. Gdy w głos krzyczał i blizny951 swoje pokazywał, środkiem miasta na kaźń powleczony został. Kiedy już był za bramą i ujrzał przed sobą śmierć niechybną, prosił, aby go bodaj pogrzebano. Ale ludzie ci przed uśmierceniem go właśnie oświadczyli mu z całą grozą, że wcale do ziemi, której tak pragnie, złożony nie zostanie. Niger, umierając, klął na ich głowy Rzymian, głód i mór, a przede wszystkim, żeby się wzajemnie pozabijali. Toteż Bóg w sprawiedliwości swojej zesłał to wszystko na tych nikczemników; albowiem niebawem już gorliwcy rzeczywiście pożarli się między sobą, a wzajemnego swego szaleństwa pokosztowali. Z chwilą, gdy padł Niger, już się nie potrzebowali więcej obawiać o swoje stanowisko. Teraz, szerząc mord między ludem, znajdowali pretekst do uśmiercenia każdej ofiary. Tych, którzy stawiali im jakiś opór, dawno zabito; brano z kolei ludzi całkiem spokojnych i wymyślano najdziwaczniejsze winy. Jeden, że się z nimi nie łączył, oskarżony został o wyniosłość. Drugi, który do nich szedł, ale miał na języku własne zdanie, został obwiniony o szyderstwo. Trzeci, całkiem już względem nich potulny, pociągnięty był o zdradę. Za największe i najmniejsze przewinienia jedna tylko istniała kara, to jest śmierć. A uszedł jej tylko albo prostak, albo biedak.

2. Wszyscy dowódcy rzymscy poczytywali wybuchłe między Żydami niezgody za wielce dla siebie pomyślną oznakę, natychmiast też chcieli ruszać na miasto, nalegając na Wespazjana, że stanie się panem położenia, gdyż widocznie Opatrzność Boska trzyma ich stronę, skoro wróg sam w sobie się ściera; należy też szybko działać, bo niesnaski domowe albo same przeminą, albo też Żydów ogarnie opamiętanie. Wszelako Wespazjan odparł, że wcale nie zrozumieli, co dalej należy robić, i mylą się, jeżeli na niebezpieczeństwo nie bacząc, chcą niby w teatrze popisywać się rynsztunkiem i zręcznością, zamiast kroczyć drogą jasno określonej korzyści. Bo gdy teraz wyruszą na miasto, wróg się opamięta, pogodzi i siły, wcale jeszcze niestargane, przeciwko nim obróci. Jeśli zaś poczekają, siły te coraz bardziej będą się kurczyły, a rozterki przerzedzą szeregi Żydów. Lepszym wodzem od niego samego jest Bóg; on odda Żydów w ręce Rzymian, on im całkiem bezpieczne zgotuje zwycięstwo. A skoro wrogowie sami się między sobą zabijają, skoro na najsroższą cierpią dolegliwość, to jest na wojnę domową, niechajże Rzymianie spokojnie patrzą w stronę owego zamętu i niech nie wdają się w walkę z ludźmi, którzy sami szukają śmierci, w bezprzykładnym szaleństwie rzucając się jedni na drugich. Komu by zaś zwycięstwo nie miało smakować bez walki, niechaj zapamięta sobie, że cierpliwość pewniej do celu prowadzi niż miecz, że równie sławny jest ten, który błysnął świetnym czynem wojennym, jak ten, który osiągnął cel powściągliwością i rozwagą. Kiedy nieprzyjaciel trwoni siły, Rzymianie je właśnie gromadzą, wypoczywając po ciągłych trudach obozowych. Nie pora teraz na świetną wygraną. Przy tym Żydzi ani się nie zbroją, ani obwarowań nie czynią, ani posiłków nie zbierają; kto tedy radzi zwłokę, szkody żadnej nie poniesie, a wojna domowa z dnia na dzień bardziej Żydów wyniszcza, niż mogłyby to uczynić skuteczne napady wojsk rzymskich. Przezorność radzi, aby pozostawić swemu losowi tych, którzy sami siebie chcą zgubić; a także swej sławy wojennej nie należy ćmić napadem na lud osłabiony wewnętrznymi rozterkami, aby ich nie spotkał zarzut, że zwycięstwo zawdzięczają nie sobie, lecz niezgodzie, na jaką wróg cierpiał952.

3. Wszyscy dowódcy zgodzili się na ten wywód Wespazjana, niebawem zaś pokazało się, że rozumował jak prawdziwy wódz. Codziennie do nich przybywali ludzie, którzy zbiegali od gorliwców. Ucieczka nie była łatwa, wszędzie rozstawiano straże, a kogo tylko podejrzewano o chęć ujścia do Rzymian, ten szedł na śmierć. Kto jednak dawał pieniądze, tego puszczano, a ten tylko, kto nie dawał, był okrzyczany za zdrajcę; toteż zabijano jedynie ubogich, bogaci natomiast płacili i uciekali. Niebawem też po wszystkich drogach widniały kupy pomordowanych ciał, że wielu spomiędzy tych, którzy zamierzali uciekać, wolało już w ojczystym mieście oczekiwać śmierci; bo mogli przynajmniej liczyć na pogrzeb, bez którego śmierć wydawała się im o wiele straszniejsza. Wszelako okrucieństwo gwałtowników doszło do tego, że nie grzebali ani tych, których ubito na drogach, ani tych, których uśmiercono w samym mieście. A jak gdyby się sprzysięgli nie tylko przeciwko Zakonowi ojczystemu, ale i przeciwko prawom natury i do niesprawiedliwości popełnionych względem plemienia ludzkiego dorzucić jeszcze chcieli zniewagę względem Boga, dawali zwłokom gnić na słońcu. Kto pochował krewniaka, niby zbieg karany bywał śmiercią, a natychmiast sam pogrzebu został pozbawiony ten, kto drugiego pogrzebem chciał uczcić. Krótko mówiąc w owych dniach grozy żadnego z piękniejszych uczuć ludzkich tak nie starano się wytępić, jak miłosierdzia. Co powinno było budzić żywe współczucie, to nikczemników owych doprowadzało do wściekłości; zajadłość ich przenosiła się z żywych na umarłych i z umarłych na żywych. Wśród tych okropności żywi błogosławili los poległych, że nareszcie zdobyli sobie ciszę, a torturowani po więzieniach zazdrościli losu tym, co na polach leżeli niepogrzebani. Gwałciciele zdeptali prawa ludzkie, wyszydzili prawa boskie, a słowa proroków wyśmiali jako czczą gadaninę. A ci przepowiedzieli niejedną rzecz wzniosłą i niejedną ohydę, gorliwcy zaś, drwiąc z owych wieszczb, wszystko uczynili, aby złe wróżby proroków o upadku ojczyzny zostały wypełnione. Istniała bowiem stara przepowiednia mężów †953 że miasto pójdzie w ruinę i przenajświętsze miejsce954 prawem wojny ogniem zostanie strawione, gdy wybuchną wewnętrzne niezgody i dom Bogu poświęcony skalany zostanie ręką obywatelską955. Na dnie duszy gorliwców płonęła wiara w tę straszną przepowiednię, a mimo to sami się przyczynili do tego, aby się co do słowa spełniła.