X
1. Wespazjan pociągnął dalej i między tym miastem a Tarycheą rozbił obóz, a ponieważ mniemał, że tu walka będzie bardziej uporczywa, przeto silnie się obwarował. Albowiem w Tarychei zebrało się było dużo wszelakich buntowników, pokładających nadzieje zarówno na sile twierdzy, jak i na korzyściach wypływających z sąsiedztwa z jeziorem, które ludzie tamtejsi zwą Gennezar. Miasto, podobnie jak Tyberiada, jest położone u podnóża góry. Józef silnie je obwarował ze wszystkich stron prócz od strony jeziora, choć nie tak silnie jak Tyberiadę, albowiem mury Tyberiady stanęły w początkach powstania, kiedy jeszcze było pod dostatkiem i pieniędzy, i ludzi, tymczasem Tarychei dostały się tylko resztki jego zabiegów868. Natomiast powstańcy rozporządzali tu znaczną ilością łodzi, na które w razie klęski lądowej mogli się chronić i ostatecznie toczyć dalej bój na wodach. Kiedy Rzymianie byli zajęci oszańcowaniem swego obozu, Jezus ze swymi ludźmi, niezastraszony ani znaczną przewagą Rzymian, ani ich bojową sprawnością, wykonał napad i przy pierwszym starciu rozpędził ludzi sypiących szańce, zniszczył część obozowych zabudowań i dopiero gdy ruszali na niego hoplici, cofnął się do swoich, żadnych strat nie poniósłszy. Rzymianie parli za nim i i zmusili ich do ucieczki na łodzie. Odpłynęli tedy na wody tak daleko, aby ich rzymskie strzały nie mogły dolatywać, a ustawiwszy łodzie w szyk bojowy, zapuścili kotwice i stąd chcieli toczyć bój ze stojącymi na lądzie Rzymianami. Tymczasem Wespazjan dowiedział się, że także na równinie przedmiejskiej zebrał się znaczny tłum powstańców, przeto posłał tam swego syna na czele sześciuset wyborowych jeźdźców.
2. Skoro Tytus spostrzegł, że nieprzyjaciel posiada siły znacznie przeważające, wysłał do ojca, aby go wsparł posiłkami. Zauważywszy jednak, że większa część jego jeźdźców rwie się do boju i że tylko niektórzy wyglądają na zatrwożonych, stanął tak, aby być przez wszystkich słyszany i przemówił do nich w te słowa: „Mężowie rzymscy! Zaraz na wstępie niechaj wam przypomnę, jakich ludzi jesteście potomkami, abyście wiedzieli, kim sami jesteście w porównaniu z tymi, z którymi macie bój stoczyć. Przed rzymskim ramieniem dotąd nie ostał się żaden naród na świecie. Żydzi, to im przyznać muszę, są dotychczas zwalczani, ale nie pobici. Źle tedy będzie, jeśli my, wieczni zwycięzcy, ustaniemy wobec nich, zwyciężanych. Ale, jak to dostrzegam z prawdziwym zadowoleniem, jesteście dobrej myśli. Mimo to martwi mnie, czy który z was wobec tak przeważającej liczby nieprzyjaciela w głębi duszy nie doznaje trwogi. Niechaj tedy każdy z was należycie rozważy, kim jest i z kim ma do czynienia. Żydzi są wprawdzie niezwykle odważni i odznaczają się pogardą śmierci869, ale walczą bezładnie, bez jakiejkolwiek znajomości sztuki wojennej, że raczej tłumem nazwać ich trzeba, a nie wojskiem. Jakże tu ich bezład zestawiać z naszym doświadczeniem bojowym i z naszą sprawnością? Dlatego to podczas pokoju ćwiczymy się we władaniu bronią, byśmy potem, gdy czas wojenny nastanie, stojąc wprost nieprzyjaciela, nie potrzebowali liczyć swych szeregów. Bo na cóż przydałoby się w takim razie to ustawiczne zaprawianie się do boju, gdybyśmy potem mogli mierzyć się jedynie z nieprzyjacielem równej liczby, choć niewojennym? Rozważcie sobie, że w pełnym rynsztunku na źle uzbrojonych ruszacie, konno na pieszych, pod rozkazami dowódcy przeciw niekarnej gromadzie, że nasze zalety mnożą nasze zastępy, a wady nieprzyjaciela zastępy jego zmniejszają. Zresztą wygrana bynajmniej nie zależy od liczby ludzi, choćby uzdolnionych, ale jedynie od męstwa, choćby niewielu; bo wtedy i szyk łatwo jest sprawić, i wzajemnie się podeprzeć, gdy tymczasem wojska wielkie więcej same sobie przeszkód przyczyniają, niż im może przyczynić ich nieprzyjaciel. Żydów wiedzie do boju śmiałość, zuchwałość, rozpacz, co starczy, póki mają za sobą powodzenie, ale wszystko to gaśnie nagle, gdy pierwszy krok się nie powiedzie. Nam natomiast przyświeca męstwo, za nami stałość i ten rys duszy, dzięki któremu każdy rośnie w powodzeniu, a w przeciwnościach do końca wytrwa na stanowisku. Wy zresztą walczycie o rzecz większą niż Żydzi. Oni porywają się do boju za wolność i ojczyznę, my zaś dla sławy, nad którą nie ma nic piękniejszego; prócz tego musimy obalić mniemanie, które się pojawiło, jakobyśmy zawojowawszy całą ziemię, dopiero w Żydach napotkali równego sobie przeciwnika. A i to niechaj nam z myśli nie schodzi, że klęska jeszcze i dlatego grozić nam nie może, ponieważ przybywa nam na odsiecz znaczna siła i jest już blisko. Wszelako i bez niej możemy odnieść zwycięstwo, a byłoby pięknie wziąć górę przed nadejściem posiłków ojcowych, bo sława nasza, z nikim niedzielona, zajaśniałaby wspanialej. Sądzę, że tej godziny rozstrzygną się losy ojca, moje i wasze, ojca, czy stoi na dawnej wysokości bohatera, moje, czym jego syn, wasze, czyście żołnierze moi. On przywykł zwyciężać; pobity, nie mógłbym pokazać mu się na oczy. A czy wam nie byłoby wstyd dać się pobić, gdy wódz wasz pierwszy rzuci się do boju? Zaiste pierwszy ruszę, pierwszy popędzę na wroga. Nie walczcie jeno gorzej ode mnie i bądźcie pewni, że bóstwo mnie wspomaga; a także to pamiętajcie, że ten tylko coś wskóra, kto walczy!870”.
3. Tytus tymi słowami rzucił czar męstwa na swych wojowników, a gdy przed samym natarciem przypędził z pomocą Trajanus na czele czterechset jeźdźców, jęli pomrukiwać, że te posiłki chcą tylko podzielić się z nimi zwycięstwem. Wespazjan zresztą wysłał jeszcze Antoniusza Silona z dwoma tysiącami łuczników, aby zająwszy górę miastu przeciwległą, spędzali Żydów stojących na murach. Ci też stosownie do rozkazu wypłoszyli ich stamtąd, aby swoich nie wspomagali. Tytus pierwszy spiął rumaka i rzucił się na nieprzyjaciela, a za nim z okrzykiem bojowym ruszyła cała jazda, rozwijając się na równinie w szeroką linię, co im dawało pozór znacznie większych zastępów. Żydów stropiło gwałtowne natarcie, wszelako czas jakiś stawiali czoło, ale w końcu, skłuci włóczniami, obalani przez rozpędzone konie, jęli uciekać w stronę miasta. Tytus wpadał z tyłu na pierzchające gromady i siekł je; innych, którzy zbierali się w kupy, rozbijał; jeszcze innym zabiegał drogę i uderzał na nich od przodu. Zdarzało się, że uciekające gromady wpadały na siebie i skłębiały się, ułatwiając Tytusowi zadanie. Chciał on ich wszystkich odciąć od miasta i spędzić na równinę, ale stłoczeni Żydzi zdołali się jednak przedrzeć i schronić za mury.
4. Wszelako wewnątrz miasta natychmiast wybuchły spory. Ludność miejscowa ze względu na dobytek i swoją siedzibę od samego początku nie bardzo opowiadała się za wojną, a jeszcze mniej teraz, kiedy już nastąpiła pierwsza klęska. Natomiast liczni przybysze usilnie na nich nalegali, toteż powstało wielkie wzajemne na siebie rozjątrzenie, że podnieśli niesłychaną wrzawę, jak gdyby mieli z orężem w ręku zaraz rzucić się na siebie. Tytus, stojąc pod murem, posłyszawszy te wrzaski, zawołał: „Oto pora właściwa, towarzysze! Czemu zwlekamy, gdy sam Bóg oddaje Żydów w nasze ręce? Zwycięstwo leży przed wami, tylko je brać! Słyszycie wrzawę? Ci, co zaledwie z rąk naszych uszli, już spierają się między sobą. Miasto nasze, byleśmy uderzyli zaraz. Ale tu nie tylko pośpiech potrzebny, ale wysiłek i zapał. Kto się nie naraża, nic wielkiego nie zdziała. Nie tylko musimy uprzedzić pogodzenie się Żydów, które pod naporem konieczności przyjdzie rychło, ale także ubiec pojawienie się naszych posiłków, ażebyśmy, tak przeważające zastępy wroga pobiwszy, jeszcze i miasto sami zdobyli”.
5. To powiedziawszy, skoczył na konia, wjechał do jeziora i przez wodną przeszkodę pierwszy wtargnął do miasta, a za nim cała konnica. Żydów, którzy na murach stali i na to patrzyli, ogarnął wielki przestrach; ani walczyć nie śmieli, ani bronić się. Jezus ze swymi ludźmi uciekł za miasto, inni, rzuciwszy się do brzegu jeziora, wpadli pod konie pędzącego wroga. Wielu legło już na wsiadaniu do łodzi, innych rażono w chwili, kiedy zamierzali wpław gonić za tymi, co zdążyli odpłynąć. Rzeź sroga powstała w mieście, bo mordowano nie tylko przybyszów, co nie zdołali uciec i przeto bronili się, lecz także ludność miejscową, udziału niebiorącą w walce; liczyli na łaskę, nie chcieli wojny, więc się też nie bili. Dlatego Tytus, pokarawszy dostatecznie winnych, zmiłował się nad tamtymi i kazał dać spokój dalszej rzezi. Ludzie, którzy umknęli na wody, zauważywszy, że miasto zostało opanowane przez nieprzyjaciela, starali się od brzegów871 odjechać jak najdalej.
6. Tytus natychmiast wysłał jednego z jeźdźców do ojca z radosną wieścią o szczęśliwym dokonaniu dzieła. Tego, rzecz prosta, męstwo syna i odniesione zwycięstwo wielce ucieszyło, sądził bowiem, że dzięki tej bitwie wojna w znacznie mierze została wygrana. Sam też osobiście zaraz przybył na miejsce, polecił miasto otoczyć i strzec, aby nikt z niego nie uszedł; wszelkiego zbiega kazał bezzwłocznie zabijać *872 Nazajutrz udał się nad brzeg jeziora i zarządził zbijanie tratw w celu pościgu za zbiegami, co poszło dość szybko, bo nie brakło ni drzewa, ni cieśli.
7. Jezioro Gennezar873 bierze swą nazwę od ziemi przyległej. Szerokość jego wynosi stajań czterdzieści, a długość sto czterdzieści. Mimo tak znacznego obszaru jego wody są całkiem słodkie i bardzo smaczne. Nie posiadają bowiem owej gęstości wód jezior bagnistych, przeciwnie, są przezroczyste, gdyż ze wszystkich stron okala je piaszczysty brzeg. Są chłodne, że tylko je czerpać, przyjemniejsze niż wody rzek i źródeł, mimo to zimniejsze, co dziwi z tego względu, iż rozlewają się na takiej przestrzeni. Wody do wiadra zaczerpniętej nie należy przykrywać, a będzie zimna jak śnieg, toteż mieszkańcy letnią porą zawsze ją wystawiają nocą na otwarte powietrze. W głębi jeziora roi się od przeróżnych ryb, które wyglądem i smakiem wcale są niepodobne do ryb innych wód. Środkiem jeziora toczy się Jordan. Przypuszczalnym źródłem Jordanu jest Panejon, ale w rzeczywistości wody napływają tutaj drogą podziemną z Fiali874, która leży po drodze do Trachonitis, w odległości stu dwudziestu stajań od Cezarei, z drogi na prawo875, w nieznacznym oddaleniu. Ponieważ jezioro to ma kształt koła, przeto całkiem słusznie nazywają je Czaszą876. Woda zawsze wypełnia je po brzegi, nigdy nie opada ani się nie przelewa. Że Jordan stąd bierze swój początek, dowiódł tego Filip, tetrarcha Trachonitis; przedtem tego nie wiedziano. Plewy rzucone przez niego do Fiali wypłynęły w Panejonie, gdzie starożytni widzieli źródło rzeki. Naturalne piękno Panejonu zyskało jeszcze wiele dzięki temu, że Agryppa kochając się w przepychu, a posiadając znaczne skarby, bardzo tę miejscowość przyozdobił. U podnóża skały powstaje tu nadziemny bieg Jordanu, który następnie przecina bagna i moczary jeziora Semechonitis877, znowu potem toczy się sto dwadzieścia stajań, mija miasto Juliadę i wlewa się w sam środek jeziora Gennezar, skąd wypłynąwszy, wije się przez całą pustynię i wpada do jeziora Asfaltowego878.
8. Nad jeziorem Gennezar rozciąga się kraina dziwnej przyrody i dziwnego piękna. Na pulchnej ziemi krzewi się wszelaka roślina, toteż jej właściciele hodują tu przeróżne ich gatunki, czemu niezmiernie sprzyja znakomity klimat. Orzechy, wymagające najwięcej chłodu, rosną tu na równi z palmą, która dojrzewa tylko w sferze gorącej, a obok nich stoją figi i oliwki, którym znowu potrzebny jest klimat umiarkowany. Rzekłbyś że tutaj dumna natura nagromadziła swoje przeciwieństwa, aby wszystkie pory roku stanęły do szlachetnych zapasów ze sobą o władanie tą okolicą. Bo tu przez okrągły rok wszystko kwitnie. Najwspanialsze879 winogrona i figi dojrzewają dziesięć miesięcy z rzędu, a inne owoce bezustannie. Z pysznym klimatem łączy się nawodnienie przez doskonałe źródło, które ludność miejscowa zwie Kafarnaum880. Niektórzy brali je nawet za jedną z żył Nilu881, gdyż łowią tu rybę podobną do kruka morskiego882 z jeziora pod Aleksandrią. Oko lica ta, ciągnąca się nad brzegiem jeziora i wspólną z nim nazwę mająca, posiada na długość stajań trzydzieści a na szerokość dwadzieścia. Oto jaka jest przyroda owej ziemi.
9. Kiedy tratwy były już zbite, Wespazjan wsadził na nie tylu żołnierzy, ilu było potrzeba do zwalczenia powstańców, którzy umknęli na jezioro. Powstańcy tedy ani nie mogli uciec na ląd, ze wszystkich stron obstawiony przez wojska, ani też nie zdołali wytrzymać boju na wodach, albowiem szczupłe łodzie, na sposób piracki zbudowane, zbyt były nikłe w porównaniu z tratwami, a ich nieliczne załogi nie śmiały uderzyć na Rzymian, stojących tam w zbitych szeregach. Wreszcie jednak poczęli tu i ówdzie okrążać tratwy i podpływać, miotając z oddalenia kamienie na Rzymian, niekiedy nawet zaczepiając ich z bliska. Ale jedno i drugie raczej im samym szkodę przynosiło. Kamienie, uderzając w pierś dobrze opancerzoną, tylko wydawały ustawiczny dźwięk, odbijając się, tymczasem strzały Rzymian, które na tę odległość już dolatywały, trafiały skutecznie. A jeśli odważyli się podpłynąć jeszcze bliżej, zanim cokolwiek zdołali zdziałać, zostali pobici i wraz z łódkami zatopieni. Tych, co się chcieli przebić przemocą, przeszywały rzymskie włócznie; do innych łódek najezdnik wskakiwał i mieczem przeciwnika raził; jeszcze inne łodzie zostały otoczone przez tratwy i brano w niewolę załogę wraz z ich statkiem. Ktokolwiek, wpadłszy dowody, wypływał na powierzchnię, był przeszyty strzałą albo wiosłem w kark dostawał, kto zaś w przystępie rozpaczy ważył się gramolić na nieprzyjacielską tratwę, temu Rzymianie ucinali albo głowę, albo ręce. Tak wkoło dokonywał się mord na przeróżny sposób, a gdy resztka łodzi żydowskich rzuciła się do ucieczki, została otoczona i zmuszona do zawrócenia do brzegu. Ale i ci ludzie nie uszli śmierci, bo albo ubijano ich jeszcze na wodach, albo już na brzegu mieczem przeszywano. Całe jezioro zarumieniło się od krwi ludzkiej, wszędzie pływały trupy, nikogo bowiem nie oszczędzono. Dnia następnego powietrze zostało zarażone okropną wonią, a oczom przedstawiał się straszny widok. Całe wybrzeże pokryło się szczątkami łodzi i wzdętymi zwłokami, które rozkładając się w upale, zatruwały powietrze, napełniając Żydów boleścią, zwycięzców obrzydzeniem. Oto jak się zakończyła owa bitwa na jeziorze. Razem z tymi, którzy padli przy zdobywaniu miasta, legło ogółem sześć tysięcy siedemset ludzi883.
10. Po bitwie Wespazjan zasiadł w Tarychei na sąd, aby oddzielić spokojnych obywateli od obcych przybyszów, którzy, jak się stało oczywiste, wywołali cały ów zamęt. Wespazjan naradzał się też ze swymi wodzami, czy można by im darować życie. Ale wszyscy oświadczyli, że byłoby to rzeczą wielce niebezpieczną, bo jako ludzie bez ojczyzny nie będą zachowywać się spokojnie, tylko jeszcze wyciągną na wojnę tych, co im u siebie dadzą schronienie. Wespazjan także sądził, że niepodobna ich życiem obdarować, bo zaraz użyliby tej darowizny przeciwko tym, którzy im ją dali. Przeto zastanawiał się już tylko nad tym, w którym by miejscu ich zgładzić. Gdyby tego dokonał w Tarychei, mogliby się wzburzyć obywatele; nie znieśliby prawdopodobnie, aby na ich oczach mordowano tak znaczną liczbę ludzi błagających łaski; a także nie chciał użyć gwałtu względem tych, którzy mu się oddali bez zastrzeżeń. Ale zwyciężyło zdanie jego przyjaciół, twierdzących, że względem Żydów każdy środek jest godziwy i że należy iść za pożytkiem, a nie za słusznością, kiedy jednego z drugim nie można pogodzić. Wespazjan dał tedy owym ludziom względem łaski odpowiedź niewyraźną i pozwolił im odejść, ale jedynie drogą wiodącą do Tyberiady. Ludzie ci chętnie uwierzyli, w co im kazały wierzyć ich nadzieje. Zabrali tedy swój dobytek i ruszyli wskazaną drogą. Ale Rzymianie tymczasem obstawili cały szlak aż do Tyberiady, aby który nie zboczył, a następnie wparli ich do miasta. Wespazjan kazał ich zapędzić na stadion. Tu wszystkich starych i słabowitych w liczbie dwunastu tysięcy polecił zabić, z młodzieży najtęższej wybrał sześć tysięcy, aby ich posłać Neronowi na Istm884, resztę zaś w liczbie trzydziestu tysięcy czterechset sprzedał, prócz pewnej ilości, którą podarował Agryppie; albowiem z ludźmi, którzy pochodzili z jego kraju, pozwolił mu robić, co by tylko zechciał. Król także ich sprzedał. Ów tłum zaprzedany w niewolę pochodził z Gaulantis i Trachonitis, a składał się przeważnie z ludzi, którzy z powodu przestępstw popełnionych w czasie pokoju rzucili się w wir wojny *885 Ujęto ich ósmego dnia miesiąca Gorpiajos886.