IX

1. Czwartego dnia miesiąca Panemos857 Wespazjan wyruszył do Ptolemaidy, a stąd pociągnął do Cezarei Nadmorskiej, największego miasta Judei, zamieszkałego prawie wyłącznie przez Greków. Obywatele powitali wodza i wojsko błogosławieństwami, okazując wielką przyjaźń, zarówno dlatego, że byli Rzymianom oddani, jak z powodu nienawiści, którą żywili względem pokonanych Żydów. Gromadnie też dopominali się, aby Józef został stracony. Ale Wespazjan pominął milczeniem żądanie bezmyślnego tłumu. Następnie dwie legie rozłożył na leże zimowe w Cezarei, do czego jego zdaniem miasto się nadawało, natomiast legię piętnastą odesłał do Scytopolis, aby Cezarei nie obarczać wszystkimi wojskami. Cezarea, położona w dolinie nad brzegiem morza, letnią porą cierpi od wielkich upałów, ale zimą panuje tu powietrze łagodne858.

2. Tymczasem różni wygnańcy ze zburzonych miast i wszelakiego rodzaju zbiegowie pozbawieni ojczystych siedzib zebrali się w liczbie niemałej w Joppie859, którą był Cestiusz spustoszył860, odbudowali ją i obrali sobie za oparcie do działań wojennych. Nie zapuszczali się w głąb kraju, niepokonanego przez wroga, ale za to wypłynęli na morze. Pobudowali sobie dużo okrętów pirackich i na całym szlaku wodnym między Fenicją, Syrią a Egiptem łupiąc, sprawili, że żaden żagiel tam nie mógł się pokazać. Zaledwie Wespazjan zasłyszał o takim ich postępowaniu, pchnął do Joppy piechotę i konnicę, które też nocą wtargnęły do niestrzeżonego grodu. Obywatele bowiem, zastraszeni wieścią o zbliżaniu się Rzymian, straciwszy wiarę w możliwość obrony, zbiegli na statki i spędzili noc na morzu w takiej odległości, aby nie mogła ich dosięgnąć żadna strzała.

3. Joppie natura nie dała przystani. Wybrzeże dzikie, strome, skaliste, tylko na obu krańcach miasta posiada nieduże wklęsłości. Ale i tu góra stromo się dźwiga, a skały idą aż w morze. Obecnie jeszcze pokazują tam ślady oków Andromedy, co dowodzi, jak starożytny jest ów mit861. Wiatr północny, uderzając o wybrzeże, sprawia, że morze wracające ku skałom, naprzeciwko brzegu położonym, wytwarza groźną falę, skutkiem czego żegluga bardziej tu niebezpieczna niż na pełnym morzu862. Tam też popłynęli zbiegowie z Joppy, kiedy rano zerwał się gwałtowny wiatr, zwany przez tamtejszych żeglarzy Czarnym Boreaszem863. Część statków rozbiła się, uderzając o siebie, część o skały. Tych, którzy lękając się skalistego wybrzeża i zgromadzonego tam nieprzyjaciela, na dążyli pełne morze, pokryły i zatopiły dźwigające się bałwany. Nigdzie nie było dla nich schronienia, nigdzie ratunku na fali. Z jednej strony wzdymało się przeciw nim grzmiące morze, z drugiej strony na wybrzeżu straż dzierżyli Rzymianie. Okropna wrzawa zabrzmiała nad odmętami, kiedy okręty uderzały o siebie, przeraźliwy rozlegał się trzask, kiedy się wzajem gniotły. Jednych z pokładu zmiatała fala, inni zapadali w głąb razem z okrętami. Jedni jak gdyby w ucieczce przed ziejącą paszczą morza, żelazem własnym życie sobie przecinali. Większość wszelako, miotana falami, została rzucona na skały i zabita, że wszędzie morze od krwi się czerwieniło, a całe wybrzeże zapełniło się zwłokami. Kto zaś zdołał życie wynieść na brzeg, to mu je tam Rzymianie odbierali. Morze wyrzuciło na ląd cztery tysiące dwieście ciał. Rzymianie, zająwszy miasto bez walki, zburzyli je.

4. W ten sposób Joppe w ciągu krótkiego czasu została dwukrotnie wzięta przez Rzymian. Ażeby piraci nie mogli się tam znowu osiedlić, Wespazjan kazał na akropolisie zbudować obozowisko; zostawił też pewną ilość piechoty i konnicy. Piechota miała pozostawać na miejscu dla pilnowania obozowiska, konnica natomiast krążyć po okolicy, by plądrować i niszczyć dokoła wszystkie wsie i osady. Żołnierz pilnie stosował się do tego rozkazu i codziennie wypadał na różne strony, grabiąc i siejąc zniszczenie.

5. Kiedy wieść o klęsce, jaką poniosła Joppe, dobiegła do Jerozolimy, nikt nie chciał wierzyć, raz, że była tak wielka, potem, że między rozgłaszającymi nie było naocznego świadka. Ro istotnie żaden poseł ujść stamtąd nie zdołał, jeno biegła sama wieść i głosiła swoje, co zawsze czyni nad miarę przesadnie. Ale z wolna przez ludzi okolicznych przybywała prawda, aż stała się niewątpliwą, choć do zdarzeń rzeczywistych dołączano i to, co się wcale nie było działo. Między innymi opowiadano, że podczas zdobywania miasta zginął także Józef. Wieść ta napełniła Jerozolimę wielką żałobą. Kiedy po różnych domach każdy opłakiwał swego poległego, żal po wodzu był powszechny. Jedni łzy leli po przyjacielskich gospodarzach, drudzy po krewnych, tamci po druhach, ale po Józefie wszyscy, że przez trzydzieści dni nie ustawało w mieście zawodzenie, wielu też wynajmowało sobie fletnistów864, aby ich pieniom żałobnym grą na instrumencie wtórzyli.

6. Ale gdy z biegiem czasu ujawnił się istotny stan rzeczy, a także wiadome już były okoliczności towarzyszące wzięciu Jotapaty, gdy okazało się, że zgon Józefa jest wymysłem, że nie tylko żyje, ale że Rzymianie oraz wodzowie tak się z nim obchodzą, jak z żadnym jeńcem, gniew Żydów na żyjącego stał się tak wielki, jak wielka była przychylność, gdy go brali za poległego. Jedni krzyczeli, że z niego tchórz, inni, że zdrajca, całe miasto lżyło go i poniewierało jego imię. Ludzie ci, klęskami rozgoryczeni, wpadali w wielki gniew, gdy coś się działo nie po ich myśli. Nieszczęście, które zazwyczaj uczy rozsądku i ustrzegania się ciosów raz już otrzymanych, dla nich stawało się tylko bodźcem do szukania nowych ciosów. Koniec jednej klęski stawał się dla nich początkiem klęski wtórej865. Rozjątrzenie na Rzymian rosło, a teraz podniecała ich jeszcze myśl, że mszcząc się na Rzymianach, będą się zarazem mścili na Józefie. Takie to burzliwe czasy nastały wtedy w Jerozolimie.

7. Kiedy się to działo, Agryppa zaprosił Wespazjana wraz z wojskiem do swego królestwa i podejmował ich z niezmierną wspaniałością, gdyż przy ich pomocy chciał podeprzeć swoją nieco zachwianą władzę. Wespazjan tedy ruszył z Cezarei Nadmorskiej do Cezarei Filipowej. Tu dał swoim wojskom dwudziestodniowy wypoczynek, sam zaś biesiadował i składał ofiary Bogu za odniesione zwycięstwa. Gdy mu jednak doniesiono, że Tyberiada się burzy i że Tarychea odpadła, które to miasta tworzą jedność z królestwem Agryppy, chcąc Żydów pokonać wszędzie, postanowił podjąć na nich wyprawę, aby przy tej sposobności odwdzięczyć się królowi za gościnę i znów owe miasta przymusić do uległości względem niego. Posłał tedy syna Tytusa do Cezarei, aby stojące tam wojsko przeprowadził do Scytopolis, miasta położonego w pobliżu Tyberiady, a zarazem największego w obwodzie dekapolitańskim. Następnie sam tam pociągnął i połączył wojska swoje z wojskiem syna. Ze Scytopolis wyruszył na czele dwóch legii i rozbił obóz o trzydzieści stajań od Tyberiady w miejscowości zwanej Ennabris866, umyślnie tak blisko, aby go powstańcy mogli widzieć. Z kolei wysłał dekuriona Walerianusa z pięćdziesięcioma jeźdźcami, kazał mu z obywatelami porozumieć się w sposób pokojowy i starać się nakłonić ich do uległości. Słyszał bowiem, że lud bynajmniej nie pragnie wojny i że powstanie rozdmuchały tylko nieliczne jednostki. Walerianus podjechał tedy pod mury, zsiadł z konia, co także uczynili jego ludzie, a to w tym celu, aby się nie wydawało, że miasto najeżdżają. Ale zanim mógł przemówić do obywateli, powstańcy z bronią w ręku wypadli na niego z wielką gwałtownością. Bandzie tej przewodził niejaki Jezus, syn Tufy867. Walerianus, który ze względu na rozkaz wodza naczelnego nie byłby się wdawał w bój z nimi nawet wtedy, gdyby miał po swej stronie przewagę liczebną, tym bardziej nie mógł czynić tego teraz, gdy rozporządzał tak szczupłą siłą; przy tym Żydzi byli doskonale uzbrojeni w porównaniu z jego jeźdźcami. Zresztą ich szalony napad przejął go lękiem. Uciekł tedy pieszo, nie zdążywszy dosiąść rumaka, a prócz niego porzuciło konie jeszcze pięciu jeźdźców, które powstańcy z wielką uciechą odprowadzili do miasta, jak gdyby je zdobyli nie podstępem, ale w otwartej bitwie.

8. Starszyzna miejska, przerażona tym zajściem, udała się natychmiast do rzymskiego obozu, a przejednawszy króla, padła na kolana przed Wespazjanem i prosiła go o miłościwy posłuch: niechaj nie wywiera pomsty na całym mieście za wybryk szczupłej garstki, niech miasto oszczędza i ukarze tylko buntowników, bo obywatele byli zawsze przyjaźnie dla Rzymian usposobieni, a jeśli dotąd nie wydali mu miasta, to jedynie dlatego, że powstańcy przeszkadzali. Wespazjan był wprawdzie srodze rozgniewany na całe miasto z powodu rabunku owych koni, ale uległ błaganiom obywateli, tym bardziej iż widział, jak Agryppa był zaniepokojony o ten gród. W ten sposób starszyzna wybłagała łaskę i uratowała ludność, a Jezus, zauważywszy, że się tu dłużej nie utrzyma, uszedł ze swymi ludźmi do Tarychei. Dnia następnego Wespazjan wysłał Trajanusa na czele oddziału konnicy, aby z góry spojrzał ku miastu i wymiarkował, czy ludność jest rzeczywiście pokojowo usposobiona. Ten przekonał się, że starszyzna mówiła prawdę. Tedy wódz podsunął się z wojskiem bliżej pod miasto. Obywatele odemknęli bramy, błogosławili go i nazywali swym zbawcą i dobroczyńcą. Ponieważ wojsko z powodu ciasnoty bram bardzo się tłoczyło przy wkraczaniu do miasta, Wespazjan kazał zburzyć kawałek muru wschodniego i w ten sposób rozszerzyć wejście. Ze względu na króla zakazał wojsku wszelkiego rabunku i gwałtu, a także nie zburzył murów twierdzy, bo mu Agryppa zaręczył, że obywatele będą się zachowywali spokojnie. W ten sposób uczynił podległym królowi miasto, które i tak dość ucierpiało z powodu owego buntu.