XII

1. Tytus przeto odbył z wodzami naradę. Gorętsi sądzili, że należy bezzwłocznie siłami wszystkimi uderzyć i starać się rozwalić mur, bo według ich mniemania dotąd walczono z Żydami właściwie tylko dorywczo, a skoro się uderzy na nich całym wojskiem, nie wytrzymają naporu i zginą od samego gradu strzał. Przezorniejsi radzili jednak znowu zabrać się do wznoszenia wałów; jeszcze bardziej spokojni nawet tego środka nie radzili się imać i tylko otoczyć szczelnie miasto ze wszystkich stron, całkiem przeciąć dowóz żywności, walk zaniechać, miasto zagłodzić. Żydzi chcą ginąć od miecza; sroższe im tedy zgotować cierpienie. Ale Cezarowi nie wydało się to rzeczą godziwą, z tak ogromnymi siłami bezczynnie wylegiwać się pod miastem; walczyć również nie ma co z ludźmi, którzy sami siebie tępią; niemniej trudno nowe zbudować wały, bo to i praca mozolna, i drzewa już brak; otoczyć miasto szczelnie wojskiem niepodobna, miasto jest na to zbyt wielkie, okolica wcale się do tego nie nadaje, powstańcy mogą zwartą siłą uderzyć na jedno miejsce. Gdyby się nawet strzegło wszystkich znanych przejść, Żydzi, przyparci koniecznością, rozmaite tajne drogi sobie wynajdą, i jeśli nimi żywność będzie dowożona, trzeba będzie miasto bardzo długo oblegać, zwłoka zaś zakończy dzieło mniej sławnym zwycięstwem. Powoli wszystkiego da się dokonać, ale by prócz tego zyskać sławę, trzeba działać pospieszniej. Aby tedy połączyć bezpieczeństwo z pośpiechem, należy całe miasto obwieść murem. Tylko w ten sposób przetnie się wszystkie drogi i dróżki. Więc albo Żydzi zostaną doprowadzeni do ostateczności i miasto poddadzą, albo też z powodu niedostatku tak osłabną, że zdobyć je będzie łatwo. A pomimo muru wojska także nie będą całkiem bezczynne, wezmą się prócz tego do sypania szańców, licząc na coraz słabszy opór. Gdyby kto mniemał, że dźwignięcie takiego muru jest dziełem zbyt wielkim i zbyt trudnym, niech baczy, że małe przedsięwzięcia nie są wcale godne Rzymian i że bez mozołu wielkiej rzeczy nikt nigdy nie dokonał1206.

2. Słowa te przekonały wodzów, a Tytus kazał natychmiast skierować wojska do robót. Cudowny zapał ogarnął żołnierzy. Budowę muru podzielono na części, a wtedy nie tylko poszczególne legie pracowały ze sobą na wyścigi, ale także kohorty, legionista chciał się odznaczyć wobec dekuriona, dekurion wobec centuriona, ten wobec trybuna, trybunowie starali się znowu zadowolić wodzów, a współzawodnictwo tych ostatnich nagradzał Cezar, bo każdego dnia po kilka razy objeżdżał roboty i pilnie wszystkiego doglądał. Mur wyprowadził z Obozowiska Asyryjczyków, gdzie sam obozował, powiódł go przez część niższą Nowego Miasta1207, stąd przez Kedron do Góry Oliwnej, następnie wokół tej góry na południe aż do Skały Gołębiej1208 oraz pobliskiego wzgórza, wznoszącego się nad doliną naprzeciwko źródła Siloa, potem w kierunku zachodnim, gdzie opadał w dolinę tego źródła, dalej szedł w górę koło grobowca arcykapłana Anana, obejmując wzgórze, na którym ongi obozował Pompejusz, zawracał na północ aż do wsi Erebinton1209, okrążał grobowiec Heroda i na wschodzie zamykał się znowu przy obozie Cezara. Cały jego obwód wynosił trzydzieści dziewięć stajań. Na zewnątrz wybudowano trzynaście strażnic1210, które razem wzięte miały dziesięć stajań obwodu. Całość została zbudowana w ciągu trzech dni, zatem w niezmiernie krótkim czasie dokonano dzieła, które w innych warunkach wymagałoby całych miesięcy. Cezar otoczywszy w ten sposób miasto i rozłożywszy wojsko po tych wartowniach, sam osobiście dla dozoru puścił się o pierwszych strażach nocnych na objazd, o wtórych strażach puścił się na objazd Aleksander1211, a o strażach trzecich wodzowie legii. Warty losowały między sobą, kto ma czuwać, a kto spać, a ci, na których wypadło, całą noc obchodzili przestrzeń pomiędzy poszczególnymi strażnicami.

3. Z chwilą, gdy miasto zostało istotnie ze wszystkich stron szczelnie zamknięte, znikła dla Żydów wszelka nadzieja ratunku, a głód, szerząc się coraz gwałtowniej, niszczył teraz lud całymi domami i rodzinami. Dachy były przepełnione przymierającymi niewiastami i dziećmi, na ulicach leżały trupy starców, chłopcy i młodzieńcy, opuchnięci z głodu, wałęsali się jak mary po rynkach, gdzie bądź padając z wycieńczenia. Nikt już nie miał sił, żeby grzebać swych bliskich; ci, co się jeszcze jako tako trzymali, stali bezradni wobec niesłychanej liczby zwłok lub też trwożliwie od nich stronili, aby nie patrzeć na to, co ich samych czekało. Niejeden, grzebiąc kogoś, sam padał na zwłoki i konał; byli i tacy, którzy dowlekali się do grobowisk1212, aby tam umrzeć. Żaden lament nie odezwał się tam nad umarłymi, żadna pieśń nie użaliła się nad ich losem, głód stępił w ludziach wszelkie uczucie, umierający patrzyli błędnymi1213 oczami i z otwartymi ustami na tych, którym śmierć już dała uciszenie, głusza panowała nad miastem, rzekłbyś Pusta Noc1214, noc śmierci. Ale wśród tej grozy jeszcze zdołali siać przerażenie owi rozbójnicy. Niby rabusie grobów wpadali do domów, obdzierali zwłoki, obnażali je i odchodzili z dzikim śmiechem, to znowu na ciałach umarłych próbowali ostrza swych mieczów, a nawet niekiedy, dla wypróbowania tego żelaza, takich żgali, co jeszcze dychali; ale jeśli kto ich błagał o ów cios miłosierdzia, to go właśnie z urągowiskiem mijali, aby konał w mękach śmierci głodowej. Każdy, umierając, obracał oczy raz ostatni na Przybytek, gdzie się ogniskowało życie powstańcze. Powstańcy kazali z początku grzebać umarłych na koszt publiczny, bo oddychać nie było można wśród trupiej woni, ale gdy liczba ich poczęła gwałtownie rosnąć, zrzucano zwłoki po prostu z muru w głąb wąwozów.

4. Kiedy Tytus tamtędy przejeżdżał i zobaczył dolinę przepełnioną trupami i rozciekłe gnojowisko ciał, jęknął, wzniósł ręce i Boga wezwał na świadka, że to nie jego dzieło. Tak wyglądało wówczas w mieście. Natomiast wśród Rzymian, których teraz powstańcy, głodem i znękaniem przyciśnięci, nie napadali, panowała swoboda myśli, dostatek był zboża i wszelkiej innej żywności, którą sprowadzano z Syrii i z sąsiednich eparchii. Dość też było takich legionistów, co stanąwszy w pobliżu muru, pokazywali oblężonym swoje sute kąski i bardziej jeszcze głód w nich podrażniali. Mimo to owa ostatnia nędza ani nawet nie nadkruszyła stałości powstańców; tedy Tytus, czując litość nad ową resztką przymierającego ludu, którą koniecznie chciał ratować, znowu kazał wznosić wały, choć już bardzo trudno było o budulec, albowiem na zbudowanie szańców poprzednich zużyto drzewa całej okolicy i teraz trzeba je było sprowadzać z odległości dziewięćdziesięciu stajań. Naprzeciwko Antonii zbudowano cztery nowe wały, znacznie od tam tych większe. Cezar objeżdżał legie, naglił żołnierzy, bo chciał pokazać rozbójnikom, że są już w jego rękach. Ale tych żadna skrucha nie ruszyła, brnęli dalej w swym bezeceństwie. Dusze ich nie patrzyły na to, co się dzieje z ciałem, ciała na sprawy duszy się nie oglądały, ciała i dusze stały się tym ludziom niby zagrabiona obczyzna. Żadne łagodniejsze uczucie nie miało przystępu do ich serca, stępieli dla wszelkiej boleści i jako psy szarpali między sobą trupa ludu1215, jeszcze półumarłych gromadami całymi wtrącając do więzienia.