XVI
1. Florus, pragnąc w dalszym ciągu rozdmuchiwać wojnę, oskarżył kłamliwie Żydów przed Cestiuszem, że się zbuntowali, że urządzili napad na wojsko rzymskie, jednym słowem, że popełnili to, co właściwie im wyrządzono. Starszyzna żydowska także nie milczała; łącznie z Bereniką wysłała pismo do Cestiusza, oskarżając Florusa o niegodną napaść na miasto. Cestiusz, otrzymawszy pisma obu stron, naradzał się ze swymi hegemonami, co począć. Były zdania, że Cestiusz powinien bezzwłocznie ruszyć z wojskiem na miasto i ukarać je, o ile się rzeczywiście buntuje, jeżeli zaś nie, wierność w nim silniej zaszczepić. On sam zaś mniemał, że lepiej będzie wpierw posłać kogoś na miejsce dla zbadania stanu rzeczy i otrzymania dokładnych wiadomości, jakie usposobienie panuje wśród Żydów. Wysłał też w tym celu trybuna Neapolitanusa, który pod Jamneą spotkał się z wracającym z Egiptu królem Agryppą i powiedział mu, dokąd jedzie i jakie mu poruczono zadanie.
2. Tam też przybyli z ramienia Żydów arcykapłani, starszyzna i rada, aby się królowi pokłonić. A pokłoniwszy się, zabiadali nad swoją niedolą i nad okrucieństwami popełnionymi przez Florusa. Agryppa, słuchając tych skarg, do głębi został wzburzony, ale jako zręczny taktyk począł grzmieć na Żydów, którym współczuł, najpierw dlatego, aby nieco ukrócić zapędy ich obrażonej dumy, a następnie dlatego, aby przez pozorne przypisanie im winy odwieść ich od zemsty. A że to byli ludzie wybitnego umysłu i ze względu na swe majątki czciciele pokoju, zrozumieli doskonale myśl wyrzutów, jakimi zostali zasypani. Ale na sześćdziesiąt stajań przed Jerozolimą spotkali lud, który tu wyległ, aby zanieść skargę Agryppie i Neapolitanusowi. Przed ludem szły żony pomordowanych wśród jęków i biadań, a wnet cały lud zapłakał wraz z nimi, błagając Agryppę o pomoc; Neapolitanusowi zaś opowiadano, jakie musieli znosić udręczenia ze strony Florusa. Gdy weszli do miasta, pokazywali spustoszony Rynek i zburzone domy. Prosili Agryppę, aby namówił Neapolitanusa do obejścia miasta całego aż do Siloe630 z jednym tylko sługą; przekona się, jak Żydzi pod każdym względem ulegli są Rzymianom i tylko burzy ich nieludzkie okrucieństwo Florusa. Neapolitanus obszedł rzeczywiście miasto, przekonał się osobiście o przychylnym usposobieniu ludności, a potem wstąpił do ich świątyni. Tam też kazał zwołać tłumy, chwalił ich za wierność względem Rzymian, gorąco ich wzywał, aby się zachowywali spokojnie, i uczciwszy bytnością swoją świątynię aż do miejsca dozwolonego, udał się w drogę powrotną do Cestiusza.
3. Teraz lud obległ króla i arcykapłanów, domagając się, aby zostało wyprawione poselstwo do Nerona ze skargą na Florusa; bo jeżeli po takich rzeziach Żydzi zachowają milczenie, to właśnie będzie ich można posądzać, że się istotnie buntowali; jeżeli nie powiedzą, kto za miecz chwycił, sami o to zostaną oskarżeni. Można było od razu zmiarkować, że jeśli to poselstwo nie zostanie wysłane, lud uspokoić się nie da. Agryppa wiedział, że gdy przyłoży rękę do oskarżenia Florusa, narobi sobie nieprzyjaciół, ale również niczego dobrego nie spodziewał się dla siebie, jeżeli Żydzi zaplączą się w wojnę. Zwołał tedy lud na Ksystos631, gdzie z jednej strony wydźwignięty most ku świątyni, a z drugiej strony na krańcach Górnego Miasta wznosi się pałac Hasmonejczyków. Stanąwszy przed tym pałacem z siostrą Bereniką u boku, umyślnie tak, aby ją każdy mógł widzieć, przemówił do ludu w te słowa:
4. „Gdybym miał pewność, że wszyscy domagacie się wojny z Rzymianami, a nie był przekonany, iż lepsi i rozumniejsi spomiędzy was usilnie pokoju pragną, nie stawałbym przed wami i nie ważył się jakichś tam rad wam udzielać. Zbyteczną jest bowiem rzeczą mówić, co należy czynić, skoro już wszyscy słuchacze na rzecz złą się zgodzili. Ale ponieważ nie chodzi tu o garść młodzi, co to o klęskach wojennych wyobrażenia nie mają, ani też o tych, którzy się oszałamiają rojeniami wolności, czy też wreszcie o tych, którzy mniemają, że w czasie ogólnego zamętu będzie można słabszych bezkarnie łupić, przeto aby jednych doprowadzić do opamiętania i zmiany zdania, drugich zaś uchronić od nieszczęścia, w jakie ich chcą pchnąć nieliczni szaleńcy, uważałem za potrzebne was tu zebrać i przemówić do was, co i jak czynić należy. Niechaj mi jednak nikt nie przerywa, choćby usłyszał coś przykrego. Bo kto się już opowiedział za buntem, ten może i po moim przemówieniu przy swoim pozostać, ale jeżeli będziecie mi przeszkadzali, to słowa moje nie dojdą do tych, którzy by je istotnie słyszeć chcieli. Oto przekonałem się, że jedni zbyt przesadnie biadają na nadużycia prokuratorów, a drudzy zbyt barwnie przedstawiają słodycze niezależności. Nim ocenię siły wasze i siły waszych przeciwników, postaram się pierwej rozplątać węzeł powodów, jakie was pchają do wojny. Jeżeli wam chodzi tylko o to, aby się uwolnić od prześladowców, czemu wołacie: niepodległość?632 A jeżeli w ogóle zależności znosić nie umiecie, to co się tu skarżyć na prokuratorów! Chociaż byliby najbardziej umiarkowani, sama zależność jest już hańbą. Słuchajcie tylko uważnie każdego mego słowa, a przekonacie się, jak nikłe są powody do rozpoczęcia wojny. Więc przede wszystkim skargi na prokuratorów. Trudna rada, władzy trzeba słuchać, a nie drażnić jej. Jeżeli na jakiś drobny ucisk odpowiecie obelgami, sami tylko poniesiecie szkodę, bo gdy przedtem doskwierano wam z ukrycia, z pewną powściągliwością, potem będą jawnie dążyć do tego, aby was zniszczyć. Cierpliwość doprowadza do opamiętania smagającą rękę, a człowiek znieważony spokojem swoim rozbraja największego okrutnika. Przypuśćmy jednak, że rzymscy zarządcy są rzeczywiście źli nie do zniesienia; to przecież z tego jeszcze nie wynika, aby was krzywdzili wszyscy Rzymianie i Cezar, z którymi chcecie wojnę prowadzić. Jeżeli się zdarzy występny prokurator, to na owe występki swoje wcale przecież pełnomocnictwa nie otrzymał; siedząc na zachodzie, trudno wiedzieć, co się na wschodzie dzieje, a wieści od nas niełatwo tam dochodzą. Za winy jednego człowieka nie można wytaczać wojny ogółowi, który nawet nie będzie wiedział, o co wam chodziło. Wypadałoby się nad tym zastanowić, w jaki sposób dola wasza mogłaby ulec rychłej zmianie na lepsze. Żaden z prokuratorów nie jest tu przysyłany na zawsze, po ludziach gwałtownych mogą nastąpić bardziej umiarkowani; ale gdy wojna wybuchnie, ani jej przerwać, ani bez ciężkich strat zakończyć niepodobna. A co do niepodległości, to nie pora teraz jej się domagać; dawniej należało walczyć, aby jej nie utracić. Niewola jest ciężkim brzemieniem; rzecz tedy godziwa, że komu ona grozi, ten się chce bronić. Ale kto w nią już popadł, a chce się z niej wyłamywać, ten bynajmniej nie jest człowiekiem wolności, ale zuchwałym niewolnikiem. To wtedy, kiedy Pompejusz wkraczał do kraju naszego, należało wszystkie siły wytężyć, aby Rzymian nie wpuścić. Skoro przodkowie nasi i królowie, tak w porównaniu z wami zasobni w środki, w wojska, tak dzielni, a mimo to małej cząstce owej potęgi rzymskiej nie podołali, jakże to wy, urodzeni w niewoli, tak bezmiernie od nich słabsi, od nich, którzy ulec musieli, jakże to wy chcecie stawić czoło zbiorowej Rzymian potędze? Oto Ateńczycy, którzy dla zapewnienia Helladzie wolności rodzinne miasto z dymem puścili633, którzy pysznego Kserksesa634 ścigali, co to po lądach pływał, a po morzach suchą stopą chodził, pan wszystkich wód, którego wojsk Europa nie mogła pomieścić, oto owi Ateńczycy, którzy pod niepozorną Salaminą635 tak wielką potęgę złamali, z kolei Rzymianom ulegli, i miasto, które całą Helladą rządziło, teraz rozkazów z Italii słucha przychodzących. A Lacedemończycy po Termopilach636, po Platejach637, po Agesilaosie638, który im bramy Azji na oścież otworzył, również podpadli pod władzę tych samych panów; Macedończycy, co to wciąż jeszcze widzą Filipa, jak z Aleksandrem639 zakłada państwo wszechświatowe, nie innego doznali losu, ugiąwszy się przed tymi, którym szczęście przyświeca. Setki innych ludów, bardziej jeszcze wolność miłujących, podpadło pod ich władzę. Dla was jest tylko hańbą ulegać tym, których słucha cała ziemia. Gdzie wojsko? Gdzie broń, szaleńcy? Gdzie flota, którą otoczycie morza Rzymian? Gdzie środki na to przedsięwzięcie? Czyż mniemacie, że to sprawa z Arabami albo z Egiptem? Czy wy wiecie co to jest państwo rzymskie? Czy doprawdy nie posiadacie miary dla poznania swej bezsilności? Ileż to razy sąsiednie ludy stopę zwycięską wam na karku kładły, gdy tamci, przez nikogo niepowstrzymani, cały krąg zamieszkałego świata wzięli w posiadanie. Nie, dalej jeszcze władzę swą ponieśli. Nie wystarczał im cały Eufrat na wschodzie i Ister640 na północy, pustynia libijska od południa i Gadeira641 w stronie zachodu, ruszyli za Ocean nowych szukać światów i godła swoje zatknęli wśród nieznanych przedtem nikomu Brytanów. A wy? Czyście zamożniejsi od Galów, mężniejsi od Germanów, mędrsi od Greków, liczniejsi niż wszystkie ludy ziemi? Niewola gniecie, zabrzmi odpowiedź wasza. Czy nie dolega ona bardziej Hellenom, najszlachetniejszemu narodowi pod słońcem642, który, choć tak rozległe zamieszkał obszary, przecież się uchylił przed sześcioma rzymskimi rózgami643? A Macedończycy, bardziej chyba od was do dążeń niepodległościowych uprawnieni? A owe pięćset miast azjatyckich? Czyż nie podlegają bez wojskowego przymusu jednemu hegemonowi o rózgach konsularnych? Czyż mam wspominać Heniochów, Kolchów, Taurów644, ludy mieszkające dokoła Bosforu645, Euksynu646 i Maeotis647? Toż te ludy własnych nie miały własnych panów, a dziś na utrzymanie ich w karbach wystarcza trzy tysiące hoplitów. Głuche było ongi burzliwych fal pustkowie, a dziś czterdzieści okrętów rzymskich krąży po nich, ładu pilnując. Czyż Bitynia, Licja, Cylicja, Kapadocja, Pamfilia648 nie miałyby prawa rwać się do niezawisłości, a czyż nie składają daniny bez nacisku orężnego? Ba, nawet Trakowie649, przez których kraj pięć dni w poprzek trzeba jechać, a wzdłuż dni siedem, kraj dzikszy i niedostępniejszy niż wasz, bo umie nawet mrozami odstraszyć najeźdźcę, czy dla utrzymania go w uległości nie starczyło dwa tysiące jeźdźców rzymskich? A Ilirowie650, których ziemie rozciągają się aż do Dalmacji i wód Istru, czy nie przycichli zupełnie pod dozorem dwóch legii rzymskich, które im jeszcze pomagają w odpieraniu najazdów Daków? A Dalmatowie, którzy tak długo i tak zacięcie za wolność swoją walczyli i po każdej klęsce z nowymi do boju zrywali się siłami, jakże są teraz cisi pod opieką jednej legii? Czyż nie byłoby łatwiej Galom rwać się do powstania, których kraj przez przyrodę samą już jest do twierdzy podobny, bo od wschodu dźwignęły się Alpy, od południa Pireneje, a od zachodu rozlał się szeroko Ocean? W takiej zamknięci warowni, trzysta i pięć szczepów licząc, we wszelkie źródła bogactw w obrębie własnego kraju zaopatrzeni, a płodami swymi całą obdarzając ziemię, przecież zależność uznali od Rzymu, który ich dobytkiem ojczystym rozporządza się jak własnym. A nie dlatego to znoszą, iżby to byli tchórze lub wyrodki, bo przecież lat osiemdziesiąt za wolność krew przelewali, ale zatrwożyło ich to nadzwyczajne powodzenie Rzymian, które skuteczniej od miecza wszędzie im drogę torowało. Ulegają tedy sile tysiąca dwustu żołnierzy rzymskich, kiedy liczba ich miast jest większa od liczby ich stróżów. Iberom w wojnie o niepodległość ani złoto, które z ziemi swej dobywają, nie pomogło, ani ogromna od Rzymu odległość, czy to lądem, czy morzem, ani wojowniczość Luzytanów i Kantabrów651, ani wreszcie grzmiącą falą wzdęty Ocean, straszny nawet dla ludności miejscowej. Rzymianie rozpostarli swą władzę aż za Słupy Heraklesa652, ruszyli przez obłoki szczytami Pirenejów i zawładnęli tymi ludami, tak walecznymi i pracowitymi, dziś strzeżonymi przez jedną jedyną legię. Któż z was nie słyszał o licznym narodzie Germanów? Ich jeńców wojennych Rzymianie wszędzie trzymają, przeto nieraz prawdopodobnie podziwialiście wzrost ich i siłę. Zamieszkują bezmierne obszary, silni, a jeszcze więcej dumni, męstwo każe im gardzić śmiercią, srożsi od zwierząt najbardziej drapieżnych, a jednak Ren stał się granicą ich napadów, a przez osiem legii rzymskich poskromieni, wysługują się jako niewolnicy, gdy cały lud ich ratuje się ucieczką. Obróćcie oczy na mury Brytanów, wy, którzy w murach jerozolimskich nadzieje pokładacie. Bronił Brytanów Ocean, mieszkali na wyspie, nie mniejszej od całej naszej krainy, a tymczasem Rzymianie podpłynęli ku nim na swoich okrętach, ujarzmili ich i oto teraz cztery legie strażują na ich wyspie. Czyż słów nie szkoda, jeśli nawet Partowie, ten niezwykle bitny naród, władca wielu ludów i takiego wojska, a posyła Rzymianom zakładników i oto na oczach wszystkich owe rody wschodu dla utrzymania pokoju płaszczą się niewolniczo w Italii. Prawie wszystkie ludy świata ukorzyły się przed potęgą Rzymian, a wy jedni chcecie się z nimi bronią mierzyć, niepomni losu Kartaginy653, której synowie wywodzili się od znakomitych Fenicjan, co to swego wielkiego Hannibala654 mieli, a w końcu padli, prawicą Scypiona655 zgnieceni. Ani Cyrenejczycy656, szczep lacedemoński, ani Marmarydzi, których siedziby sięgają aż w głąb pustyni, ani też owi już z imienia straszni Syrtowie, Nasamonowie, Maurowie657 i niezliczone chmary Numidów658, nikt z nich nie oparł się męstwu Rzymian. Podbili trzecią część świata659, którego ludów wyliczyć nawet nie można, od Atlantyku i Słupów Herkulesa aż do Morza Czerwonego i niezliczone koczowiska Etiopów660, skąd płynie zboże, którym przez osiem miesięcy roku Rzym się żywi, skąd płyną daniny na opędzenie wydatków państwa, płyną dobrowolnie, bez niczyich szemrań, bez uważania tego za poniżenie, choć tylko jedna legia straże tam swoje rozstawia. Ale po cóż do dalekich sięgać przykładów, by Rzymian władzę unaocznić, gdy już sam Egipt na świadka staje, co się rozłożył między Etiopią, Szczęśliwą Arabią661 i Indiami, liczący siedem i pół miliona ludności, i to bez Aleksandrii, jak to widzieć można z podatku pogłównego; mimo to nie wstydzi się podlegać Rzymowi. A jakimże środowiskiem buntu mogłaby zostać Aleksandria, tak wielka, ludna i tak bogata! Długość tego miasta wynosi stajań trzydzieści, a szerokość nie mniej jak dziesięć stajań; miesięczna jej danina większa jest niż wasza roczna, a oprócz tego posyła zboże Rzymianom na cztery pozostałe miesiące roku. Obwarowana potężnie, czy to dzięki nieprzebytym pustyniom, odcięta od świata morzem bez przystani, rzekami, bagnami. Nic to nie przeszkodziło szczęściu rzymskiemu i oto obecnie dwie legie w mieście tym załogą stojące trzymają na wodzy przestrzenny Egipt i możną Macedonię. Gdzież tedy na rozległej ziemi662 znajdziecie sprzymierzeńców do walki z nimi? A skoro wszędzie panują Rzymianie, może uniosły was nadzieje za Eufrat, może oczekujecie pomocy od współplemieńczych mieszkańców Adiabeny663? Ale oni najpierw dla tak bezrozumnego powodu w podobną wojnę wplątać się nie dadzą, a wreszcie, gdyby ich nawet takie ogarnęło oszołomienie, to Partowie im na to nie pozwolą. Bardzo im bowiem zależy na przymierzu z Rzymianami i uważaliby za naruszenie zgody, gdyby ktoś z ich środowiska na Rzymian się porwał. Pozostałaby chyba jedynie pomoc Boża. Ale Bóg po stronie Rzymian także stanął, bo bez jego pomocy nie byliby nigdy doszli do takiej potęgi. Uważajcie przy tym, jakie trudności napotkałoby prawidłowe dopełnianie obrządków; walcząc nawet ze słabszym wrogiem, zmuszeni bylibyście naruszać przykazania, a jedynie dochowanie ich zapewnia wam pomoc Boga, który by się od was wtedy na pewno odwrócił. Chcąc święcić dzień Pański i wstrzymywać się od wszelkiej pracy, łatwo zostaniecie pobici, tak jak przodkowie wasi ulegli Pompejuszowi, który w takie dni najbardziej się krzątał około robót oblężniczych, kiedy oblężeni świętowali. Ale jeżeli w czasie wojny będziecie naruszali przykazania, to zaiste nie wiem już, o co w ogóle walczyć zamierzacie, gdy jedynym waszym zadaniem jest strzec Zakonu. Jakże zdołacie wybłagać u Boga pomoc, skoro się w obowiązkach waszych względem niego zaniedbacie? Ktokolwiek rusza na wojnę, ten zawsze liczy albo na pomoc Boga, albo też na pomoc człowieka. Ale kto nie może się spodziewać pomocy ani z jednej, ani z drugiej strony, tego czeka po prostu pogrom. Lepiej zaraz własnymi rękami wymordujcie żony i dzieci, podłóżcie ogień pod to piękne miasto; powiedzą o was: szaleni, ale nie powiedzą: sromotnie pobici. Tak, przyjaciele, tak! Póki okręt w przystani, patrzeć trzeba po niebie, skąd burza nadciąga, bo kto się na oślep rzuca w odmęty, ten zginie. Ten też wzbudza litość, na kogo spadło nieszczęście, ale kto go sam szukał, nad tym wzruszają ramionami. Czyż może kto sądzi, że Rzymianie zakończą wojnę jakim układem, albo, gdy wygrają, łagodne rządy nad wami roztoczą? Nie, raczej jako przykład dla innych ludów w perzynę obrócą święte wasze miasto i naród wasz cały zatracą. Bo kto by nawet uszedł spod ich miecza, nigdzie nie znajdzie przytułku, bo albo wszyscy są już pod władzą Rzymian, albo też im to grozi. Nieszczęście zawiśnie nie tylko nad mieszkańcami Jeruzalem, ale i nad tymi wszystkimi, którzy w innych zamieszkali miastach. Nie ma bowiem ludu na ziemi, wśród którego nie byliby się Żydzi osadzili. Bunt wasz sprawi, że wszystkich ich nieprzyjaciele wasi będą mordowali i wskutek złej rady niewielu będą w każdym mieście spadały głowy Żydów. A zabójcy ich zostaną bezkarni. Gdyby zaś tego wam nie uczyniono, zastanówcie się, czy byłoby rzeczą godziwą podnosić broń na tak ludzkie plemię? Zmiłujcie się tedy, jeżeli nie nad żonami waszymi i dziećmi, to nad tą stolicą i nad tymi świętymi miejscami! Niechaj stoi ta świątynia, ten Przybytek, te krużganki, to Święte Świętych! Zwycięscy Rzymianie niczego nie oszczędzą, skoro za dotychczasową wyrozumiałość tak małą wdzięczność zbiorą. Niechaj mi świadkiem będzie wszystko, co czcią otaczacie, święci Aniołowie Pańscy i cała ojczyzna, że uczyniłem co mogłem, aby was ratować. Jeżeli postanowicie coś godziwego, będziecie wraz ze mną cieszyli się pokojem, ale jeżeli porwie was szał, rzucajcie się w otchłań zguby beze mnie!”
5. Po tych słowach zapłakał, zapłakała także jego siostra, a strumienie ich łez znacznie przygasiły roznamiętnienie Żydów. Krzyknęli głośno, że chcą wojny nie z Rzymianami, ale z Florusem, od którego tyle ucierpieli. Agryppa odpowiedział: „Sądząc z waszych czynów, już prowadzicie wojnę z Rzymianami. Nie zapłaciliście Cezarowi podatku i zburzyliście krużganki Antonii. Możecie tylko wtedy uniknąć zarzutu wszczęcia buntu, jeżeli je odbudujecie i podatek zapłacicie. Twierdza zaś do Florusa nie należy i nie jemu też ów podatek macie płacić”.