XVII

1. Lud, uspokojony tym przemówieniem, podążył z królem i Bereniką do świątyni, gdzie przystąpił do odbudowania zburzonych krużganków, natomiast starszyzna i członkowie rady rozeszli się po wsiach, żeby zebrać podatek. Niebawem też wpłynęło czterdzieści talentów, czyli tyle właśnie, ile zalegało. Tym sposobem Agryppa powstrzymał wybuch wojny, ale prócz tego chciał nakłonić lud do posłuszeństwa względem Florusa, dopóki Cezar nie przysłałby następcy. Jednakowoż lud obruszył się na to, obrzucił króla obelgami i zażądał od niego, aby natychmiast opuścił miasto; niektórzy posunęli się nawet tak daleko, że rzucali w niego kamieniami664. Wtedy król przekonał się, że tamy roznamiętnieniu powstańczemu położyć już niepodobna, a urażony z powodu zniewag, jakie mu wyrządzono, skierował starszyznę i czołowych obywateli do Florusa, aby spomiędzy nich wybrał ludzi do zbierania daniny w kraju, sam zaś wrócił do swego królestwa.

2. Tymczasem skupiła się pewna liczba tych, którzy najbardziej rwali się do wojny; ruszyli na warowną Masadę, opadli znienacka rzymską załogę, wycięli ją i ustanowili tam swoją straż. Równocześnie Eleazar, syn arcykapłana Ananiasza, bardzo śmiały młodzieniec, dowódca straży świątyni, zażądał od kapłanów, aby nie przyjmowali żadnych ofiar i darów od cudzoziemców. Oto był właściwy początek wojny przeciwko Rzymianom, chodziło bowiem o odrzucenie ofiar składanych za Rzymian i za Cezara. Chociaż arcykapłani i starszyzna gorąco prosili, aby tego nie czyniono, bo się to już niemal zwyczajem stało, oporni twardo stali przy swoim, wiedząc, że mają za sobą najtęższych ludzi spomiędzy zbuntowanego gminu, a prócz tego Eleazara i jego straż.

3. Zeszli się tedy arcykapłani, starszyzna i najwpływowsi spomiędzy faryzeuszów, aby wobec grożącego niebezpieczeństwa odbyć naradę. Postanowiono spróbować przemówić do powstańców i w tym celu zwołano zgromadzenie ludowe u spiżowych podwoi świątyni665, które wychodziły na wschód. Tam mówcy ich najpierw w sposób dosadny tłumaczyli, jak szaloną rzeczą jest wszczynać bunt i ojczyznę w taką pogrążać wojnę, następnie zaś wykazywali, że nie ma żadnych powodów do zbrojnego wystąpienia, a wreszcie dowodzili, że przodkowie darami cudzoziemców666 świątynię bardzo przyozdobili, że przyjmowali je667 chętnie od obcych, że nikomu nie zabraniali składać ofiar, bo byłoby to rzeczą bezbożną, przeciwnie, do dnia dzisiejszego każdy te dary przez nich w świątyni ustawione widzieć może. Powstańcy, chcąc zmienić stary obyczaj ojców, szukają tylko pozoru do walki z Rzymianami, a zupełnie tego nie biorą pod uwagę, że wskutek podobnego postanowienia miasto ich zostanie okrzyczane za bezbożne. Gdyby uknuto coś takiego przeciwko zwykłemu obywatelowi, powstańcy krzyknęliby niezawodnie, że zostało naruszone przykazanie miłości bliźniego. Ale że chodzi o Rzymian i Cezara, przeto postanowienie to wydaje się im zupełnie sprawiedliwe. Czy jednak odrzucenie ofiar cudzych nie grozi ludowi, że może sam własnych swoich nie będzie mógł składać? Czy czasem miasto ich nie zostanie wyjęte spod praw? Należy się tedy szybko rozmyślić i ofiary przywrócić, aby tę obelgę cudzym wyrządzoną naprawić, nim wieść o niej dojdzie do ich uszu.

4. Obok mówców, którzy to głosili, stawiano kapłanów bardzo biegłych we wszystkim, co się do obyczajów ojczystych odnosiło. Oni też tłumaczyli ludowi, że przodkowie zawsze ofiary cudzoziemców chętnie przyjmowali. Ale nikt ich już nie słuchał, a rozbójnictwo668, które dla wywołania wojny głównie w to biło, wcale na zgromadzenie nie przyszło. Skoro starszyzna przekonała się, że już nie zdoła poskromić buntu, a czuła, że Rzymianie ją najpierw do odpowiedzialności pociągną, starała się wszelką winę z siebie zrzucić. Wysłano przeto dwie delegacje, jedną do Florusa, na czele której stał Szymon, syn Ananiasza, drugą zaś do Agryppy, w której znaleźli się ludzie wybitni i z królem spokrewnieni, jak Saul, Antypas i Kostobar. Delegaci mieli prosić Florusa i Agryppę, aby z wojskami przybyli do miasta i póki jeszcze czas bunt stłumili. Florus nie mógł był otrzymać przyjemniejszej dla siebie nowiny, a ponieważ wszystkich sposobów używał dla wywołania tej wojny, przeto głuchy był na prośby delegatów. Agryppa zaś, który był zatrwożony zarówno o los powstańców, jak i tych, przeciwko którym oni powstawali, chcąc Rzymianom zachować w wierności Żydów, a Żydom zachować świątynię i stolicę, sam przy tym dla siebie poczytując tę wojnę za bardzo niekorzystną, posłał na pomoc obywatelom dwa tysiące669 jeźdźców z ziem Auranitis, Batanea i Trachonitis pod naczelnym dowództwem hipparcha Dariusza i stratega Filipa, syna Jakima.

5. Tchnęło to odwagę w starszyznę, która też wraz z arcykapłanami i spokojną częścią ludności zajęła Górne Miasto. Powstańcy bowiem panowali już w Dolnym Mieście i w świątyni. Zaczął tedy padać z obustron nieustający grad pocisków, rzucano z procy kamienie, wypuszczano strzały. Co jakiś czas jedni albo drudzy wypadali ze swoich stanowisk, czyniąc wycieczki, przy czym powstańcy zawsze górowali śmiałością, a ludzie królewscy doświadczeniem wojennym. Ci ostatni przede wszystkim dokładali starań, aby zająć świątynię i wyprzeć z niej tych, co ją zbezcześcili, natomiast powstańcy pod wodzą Eleazara starali się prócz dzielnic, które już były w ich rękach, zająć Górne Miasto. I płynęła obficie przez dni siedem670 krew po obu stronach, a mimo to jedni drugich z zajętych stanowisk wyprzeć nie zdołali.

6. Szóstego dnia przypadło Święto Znoszenia Drewien671, kiedy to cały naród przybywa z paliwem przed ołtarz, aby tam ogień nigdy nie zagasł. Powstańcy nie dopuścili do tego przeciwników. A ponieważ wraz z bezbronnym ludem przekradło się do świątyni wielu sykariuszy, bo tak się nazywają owi złoczyńcy, co to zawsze w zanadrzu broń noszą, przeto ponowiono napady z wielką zuchwałością. Przewyższając ludzi królewskich liczebnością i śmiałym duchem, wyparli ich całkiem z Górnego Miasta. Napadłszy na dom arcykapłana Ananiasza oraz na pałace Agryppy i Bereniki, podłożyli pod nie ogień. Następnie podpalili archiwa672, aby czym prędzej zniszczyć wykazy dłużników i uniemożliwić ściąganie należności, skutkiem czego na ich stronę przeszedł zaraz tłum tych, którym to bardzo było na rękę, i oto w ten sposób podburzyli nieposiadających przeciwko posiadającym. A ponieważ strażnicy dokumentów zbiegli, przeto nikt im w nieceniu ognia nie przeszkadzał. Zniszczywszy w ten sposób główne ścięgno673 życia miejskiego, ruszyli na samych nieprzyjaciół. Niektórzy spomiędzy starszyzny i arcykapłanów ukryli się w podziemnych chodnikach, inni wraz z wojskiem królewskim zbiegli do górnego pałacu674, szybko za sobą zatarasowawszy bramy. Tu też znaleźli się arcykapłan Ananiasz, jego brat Ezechiasz i członkowie delegacji, którzy jeździli do Agryppy. Tamtym zaś na razie wystarczyło zwycięstwo i owe pożary, więc nieco spoczęli675.

7. Nazajutrz, to jest dnia piętnastego676 miesiąca Loos napadli na Antonię, przez dwa dni załogę oblegali, w końcu ją wysiekli, a twierdzę puścili z dymem677. Stąd ruszyli pod pałac, gdzie chronili się ludzie królewscy; podzieliwszy się na cztery gromady, starali się mur przebić. Ponieważ liczba oblegających była znaczna, przeto oblężeni nie ważyli się na żadne wycieczki, lecz rozstawieni po murach i wieżach miotali pociski i wielu z owych band pod murami trupem położyli. Dniem i nocą wrzał teraz bój bez przerwy, albowiem powstańcy mniemali, że oblężonych ogłodzą, ci zaś sądzili, że tamtym wyczerpią się siły.

8. Tymczasem niejaki Manahem678, syn Judy o przezwisku Galilejczyk, ów burzliwy679 wykładacz pisma, co to za czasów Kwiryniusza Żydom zarzucał, iż prócz władzy Boga uznają jeszcze władzę Rzymian680, udawszy się681 ze stronnikami do Masady682, wpadł był tam do zbrojowni króla Heroda, rozdzielił oręż nie tylko między swoich ludzi, ale także między innych jeszcze zbójów, i wraz z nimi, niby król otoczony strażą przyboczną, pociągnął do Jerozolimy, gdzie stanął na czele powstańców i objął kierownictwo nad dalszym oblężeniem. Brakło im wszelako machin, a niepodobna było bez osłony683 podkopać się pod mury, ponieważ pociski gęsto padały. Zaczęli tedy kopać chodnik z daleka, umacniając go drewnianym stemplowaniem, a gdy się w ten sposób podkopali pod jedną z wież, stemplowanie zapalili i z chodnika wyszli. Skoro podpory przepaliły się, wieża runęła, ale w głębi ukazał się drugi mur. Oblężeni bowiem, skoro tylko wieża chylić się poczynała, w lot zmiarkowali podstęp i dźwignęli nową osłonę. Przeciwnicy, pewni już wygranej, osłupieli. Zaraz też oblężeni posłali do Manahema i do naczelników powstania z żądaniem, aby im pozwolono opuścić pałac, na co ci się zgodzili, ale tylko w stosunku do ludzi królewskich i swoich rodaków. Rzymianie, pozostawszy w pałacu sami, zatrwożyli się684; walczyć z siłą tak przeważającą w żaden sposób nie mogli, prosić o układy wydało się im rzeczą niegodną, a zresztą nie mieli nawet pewności, czy dochowano by im wiary. Opuściwszy tedy swój obóz, jako że był łatwy do zdobycia, uciekli do wież królewskich685, a mianowicie Hippikos, Fazaela i Mariammy. Ludzie Manahema, wpadłszy do opuszczonego obozu, ubili wszystkich, którzy stamtąd uciec nie zdołali, a zrabowawszy, co się zrabować dało, podłożyli ogień. Stało się to dnia szóstego miesiąca Gorpiajos686.

9. Nazajutrz wywleczono arcykapłana Ananiasza z wodociągu pałacu królewskiego i zabito wraz z bratem jego Ezechiaszem. Powstańcy pilnie strzegli wież, aby im który z żołnierzy nie zbiegł. Manahema tak rozdęła pycha z powodu zburzenia murów obronnych pałacu i zabicia arcykapłana Ananiasza, że jął sobie poczynać jak okrutnik; mniemając, że już się wyzbył wszelkiego współzawodnika we władzy, stał się tyranem nie do zniesienia. Skutkiem tego powstali przeciw niemu stronnicy Eleazara i powiedzieli sobie, że skoro wszczęli powstanie przeciw Rzymianom, aby zrzucić jarzmo niewoli, to co im teraz iść pod jarzmo inne, i to jeszcze swojaka, co im znosić tyrana, który choćby żadnego nie popełnił gwałtu, przecież ani się z nimi równać nie może. A gdyby nawet okazało się konieczne zdać władzę w ręce jednego człowieka, to raczej wybierać każdego innego byle nie jego. Zaraz też wspólnymi siłami ruszyli na niego do świątyni. Manahem szedł właśnie na modlitwę z wielką okazałością, przybrany w szatę królewską i otoczony zbrojnym orszakiem swych popleczników687. Skoro ludzie Eleazara napadli na niego, poparł ich cały tłum, rzucając kamieniami w wykładacza pisma688 w tym przekonaniu, że jeżeli Manahem padnie, to z jego śmiercią skończą się rozruchy. Manahem ze swymi ludźmi nie stawiał długo oporu; skoro ujrzano, że cały lud bierze udział w napadzie, każdy z jego popleczników chyłkiem ratował się ucieczką689. Każdego schwytanego zabijano na miejscu, a tych, co się pokryli, rychło wytropiono. Zaledwie nieliczna gromadka zdołała skrycie ujść do Masady. Między innymi uszedł także Eleazar, syn Jaira, krewniak Manahema, późniejszy tyran Masady690. Sam Manahem, który zbiegł na Oflę691 i tchórzliwie się tam ukrył, został niebawem wywleczony na światło i po okropnych mękach zamordowany, tak samo jego przywódcy, oraz istny kat jego tyraństwa, Absalom.

10. Lud, jak już wiadomo, przyłączył się do tej sprawy, bo żywił nadzieję, że dzięki temu nastanie koniec zamętu. Ale tamci, usuwając Manahema, bynajmniej wojny gasić nie chcieli. Chociaż lud bardzo na nich nalegał, aby odstąpili od oblegania żołnierzy rzymskich, tym gwałtowniej na nich napierali, aż nareszcie Rzymianie, którzy tam walczyli pod rozkazami Metiliusza, nie mogąc stawiać dłużej oporu, zwrócili się z prośbą do Eleazara, aby im tylko z życiem ujść pozwolił, a wydadzą broń i wszystko, co mają. Powstańcy łapczywie tego się chwycili i wysłali do nich Goriona, syna Nikomeda, Ananiasza, syna Saduka, i Judę, syna Jonatesa, aby stwierdzili układ podaniem ręki i przysięgą. Gdy się to stało, Metiliusz wyszedł ze swymi żołnierzami. Dopóki jeszcze byli uzbrojeni, powstańcy ani na nich nie napadali, ani też nie dali po sobie poznać, że knują zdradę. Ale gdy tamci stosownie do układu zdali miecze i tarcze, a nic nie podejrzewając, chcieli się oddalić, ludzie Eleazara opadli ich ze wszystkich stron i siekli, ci zaś ani się nie bronili, ani nie błagali, jeno do ostatniego tchu powoływali się na układ i na przysięgę. Powstańcy wymordowali okrutnie wszystkich, prócz jednego Metiliusza, bo o to prosił, a nawet zżydzić się aż do obrzezania692 obiecywał. Potęga rzymska przez tę stratę żadnego właściwie uszczerbku nie poniosła, ale dla Żydów był to niejako początek pogromu. Czuli doskonale, że teraz zaszły już zdarzenia, po których wojna z koniecznością nieubłaganą nastąpić musi i że tego nic już nie naprawi; czuli zarazem, że miasto zostało zhańbione zbrodniczym występkiem, za który dosięgnie ich kara Boża, jeżeli nawet nie zemsta Rzymian. Ogłosili tedy modły pokutne, w całym mieście zapanowało przygnębienie, a wszelki sprawiedliwy drżał, że będzie musiał cierpieć za winy drugich. Bo w dodatku rzeź owa haniebna miała miejsce w szabat693, kiedy to służbie bożej należy się oddawać, a zaniechać wszelkich czynności.