Żaltisowa żona

Poszła Egłe162 z siostrami o wieczornéj porze

Kąpać się niedaleko od sioła w jeziorze.

Biegły w rozmowach wieczorne godziny,

Tyle tam siostry do mówienia miały.

Już Menes świecił, kiedy trzy dziewczyny

Do swoich koszul wracały.

Lecz Egłe, krzycząc, na drugie zawoła:

— Patrzajcie, siostry! dziwna rzecz się stała;

Koszula moja leżała na trawie,

Teraz wąż siedzi w rękawie.

Jak go wypędzić? co na siebie włożę?

Któż mi da radę? kto mi tu pomoże?

Starsza mówiła: — Kijem go zabiję. —

Młodsza mówiła: — Wystraszę kamieniem. —

Lecz wszystkie stały, wyciągały szyje,

I nic nie śmiejąc, patrzały ze drżeniem.

A wąż, co w rękawie siedział,

Tak, sycząc, Egle powiedział:

— Wyjdę sam, jeśli dasz słowo,

Że zostaniesz moją żoną. —

Przestraszona taką mową,

Egłe kryje twarz spłonioną.

— Ach! ach! czyż to być może?

Na cóż żartować ze mnie?

Wyjdź! tak zimno na dworze,

Wyjdź! niech koszulę włożę,

I nie męcz mnie daremnie. —

A wąż, potrząsając głową,

Powtarzał wciąż jednakowo:

— Daj mi słowo, daj mi słowo!! —

— Proś sobie ojca, matki.

Oni myślą o mężu.

Mnie czas wracać do chatki.

Wynijdź163 z rękawa, wężu! —

A wąż, potrząsając głową,

Mówił ciągle jednakowo:

— Daj mi słowo, daj mi słowo! —

Aż Egłe płakać zaczęła.

Starsza jéj szepce do ucha:

— Daj mi słowo, on usłucha.

Ty, byleś koszulę wzięła.

Cóż ci przyrzec mu zaszkodzi? —

Egłe się niby uśmiecha164,

— Będę twoją! — rzekła z cicha,

A wąż z rękawa wychodzi.

Ledwie wrócili do chaty,

Krzyk na siele165, krzyk na dwone:

— Jadą swaty! jadą swaty! —

Egłe kryje się w komorze.

Trzech wężów na necce jedzie

Z podniesioną w górę głową,

I jeden starszy na przedzie

Z taką występuje mową:

— Żaltis o swoję166 prosi narzeczoną.

Dała słowo, jest mu żoną.

Stu nas świadków to słyszało.

Pobłogosławcie rodzice

I oddajcie nam dziewicę,

Bo co się stało, to stało. —

A ojciec z matką płakali w komorze.

— Biedna Egłe dała słowo,

Ale czyliż to być może,

By była żoną wężową?

Nie! — I biegną do sąsiady.

— Ragutieno! daj nam rady,

Co począć z temi swatami? —

Stara w głowę się skrobała

I taką im radę dała.

— Byle co węża omami.

Zamiast córki, gęś im dajcie,

I co prędzéj wyprawiajcie. —

Jak kazała, tak zrobili.

Swaty w neckę gęś wsadzili,

Dziękowali i sykali,

Wsiedli i pojechali.

Jechali aż w koniec sioła,

I sioło przejechali,

I ciągnęliby daléj,

Aż kukułka im woła:

— Kuku! kuku! kuku!

Co to się wam stało?

Wzięliście gęś białą!

Kochanka wężowa

W komorze się chowa.

Boją się rodzice

Oddać wam dziewicę.

Lecz dłużéj nie schronią.

Wróćcie, swaty, po nią.

Kuku! kuku! kuku! —

Jak jechali, wrócili,

I stanęli przed chatą,

Z gniewem gęś wyrzucili.

— My jechali nie na to!

Ale po narzeczoną,

Po Żaltisową żonę.

Błogosławcie rodzice,

A oddajcie dziewicę. —

Znów rodzice w rospaczy167.

— Radź, sąsiadko, inaczéj. —

Ona w głowę się skrobie.

— Gęś, to trochę za mała,

Owca by oszukała.

Niech z owcą jadą sobie. —

Rodzice owcę dali.

Oni siedli, jechali,

Jechali w koniec sioła,

I sioło przejechali,

I ciągnęliby daléj,

Aż kukułka znów woła:

— Kuku! kuku! kuku!

Co to się im stało?

Wzięli owcę białą!

Kochanka wężowa

W komorze się chowa.

Nic chcieli rodzice

Oddać wam dziewicę.

Lecz już jéj nie schronią.

Wracajcie się po nią.

Kuku! kuku! kuku!

Znów powrócili swaty,

Pojechali do chaty,

Córki gwałtem żądają,

I siedzą i czekają.

A rodzice w rospaczy —

— Radź, sąsiadko, inaczéj. —

Ona w głowę się skrobie.

— Kiedy owca za mała,

Oszuka krowa biała.

Niechaj z nią jadą sobie. —

Rodzie krowę dali,

Oni siedli, jechali,

Jechali w koniec sioła,

I ciągnęliby daléj,

Aż Gieguze168 znów woła:

— Kuku! kuku! kuku!

A cóż się im stało?

Wzięli krowę białą!

Kochanka wężowa

W komorze się chowa.

Dłużéj jéj nie schronią.

Powracajcie po nią.

Kuku! kuku! kuku!

Z szumem, krzykiem i zwadą

Nazad swaty znów jadą,

Krowę białą odwożą

I rodzicóm169 tak grożą:

— Tak zwodzić się nie godzi!

Źle, kto Żaltisa zwodzi! —

Znów rodzice w rospaczy —

— Radź, sąsiadko, inaczéj. —

Ona w głowę się skrobie.

— Jak tu zrobić, poradzić?

Starszą córkę im wsadzić.

Z nią pojadą już sobie. —

Rodzice córkę dali.

Swaty siedli, jechali,

Jechali w koniec sioła,

I sioło przejechali,

I ciągnęliby daléj,

Aż Gieguze znów woła:

— Kuku! kuku! kuku!

Znów nas oszukano.

Starszą córkę dano.

Kochanka wężowa

W komorze się chowa.

Rodzice ją chronią.

Wróćcie jeszcze po nią.

Kuku! kuku! kuku! —

Z hałasem jadą swaty,

Powracają do chaty,

Starszą córkę rzucili

I rodzicóm grozili:

— Ej rodzice! rodzice!

Oddajcie nam dziewicę,

Bo jakeśmy wężami,

Źle daléj będzie z wami!

Ługi170 woda zapławi171,

Statek172 wilk wam podławi,

Chatę burza rozwali,

Zboże susza wypali.

Ej! oddajcie nam naszą! —

Gdy tak grożą i straszą,

Ojciec, matka płakali;

I długo jeszcze radzą:

Czy dadzą, czy nie dadzą?

Aż nareście173 oddali.

Swaty w neckę wsadzili,

Siedli i pojechali;

Ale już nie wrócili:

Bo kukułka spotkała

I tak do nich śpiewała:

— Kuku! kuku! kuku!

Śpieszcie, swaty, bo pora,

Śpieszcie się do jeziora.

Mąż wygląda z daleka.

Narzeczonéj swéj czeka.

Kuku! —

A Egłe we łzach cała

Na jezioro patrzała.

I już blizko174 topieli,

I już swaty stanęli.

A Żaltis na nią czeka;

Lecz nie wąż to szkaradny,

Ale młody i ładny

Bóg wód w ciele człowieka.

Kiedy Gadintoj od pracy odrywa,

Próżno Sargietoj przeszkadza jéj, prosi,

Próżno popsutą pokazuje przędzę.

Jak gdyby głuche, na powieść zdradliwą

I uszy mają i uwagę całą.

Ledwie skończyła, nim ręce podniosły,

Ona je znowu odrywać zaczyna.

— A wiécie — rzecze — co się potém stało?

Słuchajcie tylko, zaraz się dowiécie.

Wszak będzie jeszcze dość czasu do pracy —

Xiężyc wysoko, dzień jeszcze daleko.