Pieśń weselna ziemi

Nie dziś to, ani wczora, w piérwszą wiosnę ziemi,

Kiedy była dziewicą, niebo ją kochało;

Słońce z xiężycem153 radami wspólnemi

Gwiazdy za orszak weselny jéj dało.

Kto na weselu koła tańcerzy154 powiedzie,

I kto im wieńce uplecie na czole?

Ty, słońce, pójdziesz z śpiewaki na przodzie155,

Promienie twe rozsypiesz po taneczném kole.

Kto przed dziewicą ślubną poniesie pochodnię,

Aby z nią do miłości mogła trafić kraju?

Srébrno-włosy xiężycu, świecący pogodnie!

Do zielonych lip Lajmy156 zaprowadzisz gaju.

A kto nam będzie śpiewał do tańca i skoków

Przez dziewięć dni wesela, w radośne157 godziny?

Ty, jutrzeńko158, co świecisz z porannych obłoków,

Ty rozbudzisz twą pieśnią lasy i doliny.

Któż nam przyszłość wywróży naszéj pannie młodéj?

Oto wieszcz występuje, zza chmury wypływa;

Stary prorok, kometa, idzie sinobrody,

Idzie, i tak się odzywa:

Dziś deszcze, jutro śniegi,

Na łąkach owce pasą się stadami,

Złoto i perły biją o jeziora brzegi,

Ale nie zawsze będzie pokój z nami.

Be złe przyjdzie od dzieci,

Bo bracia się pokłócą,

Dwa serca zerwie trzeci,

Ręce się popchną, serca się porzucą.

Ciemno będzie na niebie,

Xiężyc na pół się skryje.

Gwiazdy pójdą od siebie,

Ciemność ziemię obwije.

A matka rano wyjrzy na niebiosy,

Będzie płakała i czesała włosy,

A czarny obłok ramiona rozszérzy,

I z niego piorun ojcowski uderzy. —

Ledwie skończyła, a już nóci159 drugą:

— Słuchajcie, siostry, jutrzeńki wesela,

Słuchajcie, siostry, nieszczęścia jutrzeńki:

Na wesele jutrzeńki

Perkun jedzie przez wrota,

Dąb zielony druzgota160.

— I zbroczył mi sukienki!

Krew, co z dębu wytrysła,

Na wianeczek mój prysła. —

Trzy lata słońca dziécię

Chodziło i płakało,

Poschłe liście zbierało.

Pyta matki: — Gdzie w świecie

Znajdę wodę, by zmyła

Krew, co suknię zbroczyła? —

— Idź, córko moja miła!

Jezioro w cudzéj stronie,

A w niém dziewięć rzek tonie. —

— A gdzież będę suszyła,

Gdzie wywieszę wypraną,

By wiatr bielił zwalaną!? —

— Powiesisz ją w ogrodzie,

W którym dziewięć róż w kwiecie

Zobaczysz, moje dziécię! —

— Kiedyż włożę na siebie

W cudnéj wodzie zmoczoną,

Cudnym wiatrem suszoną? —

— W tym dniu, kiedy na niebie

Ukażą, dziécię moje,

Dziewięć słońc lica swoje. —

Jeszcze głos pieśni płynął po dolinie,

Jeszcze go prządki, dumając, słuchały,

Kiedy Sargietoj, załamując ręce,

Nić poplątaną z przestrachem wskazała.

Lecz Dejwas161 próżno chciały ją rozplątać,

Bo już Gadintoj, któréj Grajtas szeptał,

Taką powiastkę zaczynała prawić: