XXXIII

Widziałeś kiedy, gdy bociany młode

Z gniazda się po raz pierwszy porywają,

I wkoło niego nieśmiałe latają;

A stary ojciec pogląda za niemi,

Oczyma dzieci przeprowadza swoje? —

Tak Mindows patrzy z nowogródzkiéj wieży

Na lud, co zewsząd w bój z wrogami bieży.

Jeszcze on nie wdział szłyka, i do boku

Miecza Ryngolda nie przypasał jeszcze, —

Czeka i patrzy, a serce mu w piersi

Skacze, jak ptaszę, co ze szpon sokoła.

Długo dręczone, wyrwać się podoła.

Nie ten już Mindows, który u ogniska

Lat tyle milcząc ponury przesiedział;

Barki schylone wzniósł, jak się po burzy

Chylony wiatrem dąb znowu odgina,

I czoło podniósł, i rozjaśnił oczy,

Wesół, nadziei wzrokiem wkoło toczy,

A kędy pójrzy628, gdzie myślą pobieży,

Widzi tłum zbrojny i chumry rycerzy.

Naówczas serce harde piersi wzdyma,

Ręką po oręż do boku się ima,

I woła starych wróżbitów, kapłanów,

Stokroć zagląda w wróżby, pyta losów,

Słucha wyroczni niepojętych głosów.

Nie jedne piersi jeńców już rozbito,

A krew z nich strugą płynęła szczęśliwą!

Codziennie posły od Trojnata biegą,

Nowiny niosąc od kraju wesołe;

Wszędy za wiarę i Bogi lud wstaje,

I płyną tłumy, i ciągną się zgraje,

Wyją jak wilcy629 głodni pośród nocy,

Krzycząc, aby ich na Niemca prowadzić.

Od morza brzegów tajne Kurów posły,

Poddaństwa znamię, wieść buntu przyniosły

Z na śmierć gotowych Podlasia Jaćwieży.

Zarosły Junda do Mindowsa bieży;

Ze Żmudzi sławnéj czcią dla starych Bogów,

Tłum się już straszny przyciągnął dla wrogów,

I podle zamku położył obozem.

Wre całe państwo, wrą Prusy rwąc więzy,

Które im Zakon na szyję narzucił —

Prusak do dawnych Bogów już powrócił,

I stare z Litwą braterstwo odnowił —

Szaleje Mindows z wielkiego wesela;

Na zamku wojną zajęte, co żyje.

Poseł za posłem, szpieg za szpiegiem goni —

Tam lecą dzieccy, tam zbrojne orszaki.

Dzień i noc tętni podwórzec zamkowy;

Kunigas do snu nie położy głowy,

Nie spoczął chwili, sam lud swój zwołuje.

Zachęca, karmi, uzbraja i poi

Miody staremi i młodą nadzieją.

A Marti płacze w niewieściéj komnacie;

Jéj nie tak łatwo nową wiarę rzucić:

Ona do serca kobiéty przystała,

Z krwią się jéj, myślą, uczuciem zmięszała630.

Na próżno Mindows śle jéj wejdalotów,

Ona odpycha litewskich kapłanów,

Ona krzyż cisnąc na piersi zbolałéj,

Modli się jemu. — Małych dzieci dwoje

Uczy tajemnie chrześcijańskiéj631 modlitwy;

Sercem przeczuwa ona złe dla Litwy.

Ona wie, że Bóg chrześcjan wielkim Bogiem,

A Zakon Jego tajemnic tłómaczem632.

Na te do wojny zgotowane tłumy

Patrzy, jak na śmierć idących, wyklętych.

I widzi we snach — po litewskiéj ziemi

Krew, która płynie rzeki czerwonemi

Widzi mogiły trupów, co się wznoszą

Jak sine góry w cztéry strony świata,

I ogień widzi, co na wiatru skrzydłach

Z płomiennym mieczem leci rozjuszony —

A po nim — głucho w Litwie spustoszonéj

Do matki z dziećmi u piersi małemi

Wróg na mogiłach płaczące — pościnał.

I stada kruków, jedyni dziedzice,

Krzyczą z sowami w szérokiéj pustyni.

Tak Marti marzy, łzami dzieci głowy

Zlewa, i łzy swe oddechem gorącym

Wysusza, cisnąc do piersi swéj synów —

A Mindows z łez się urąga i strachu.

I tysiąc przekleństw usty zwalanemi

Rzuca na wiarę wyznawaną wczora.

Na próżno u nóg jego Marti leży

I błaga męża słowy, co kamienie,

Co by wzruszyły zwierzę rozjuszone —

On szydzi ostrzéj, najgrawa633 się srożéj,

W kościele uczty Raguta odprawia,

A krzyże dzikim koniom do ogonów

Powiązać kazał, w lasy puścić z niemi.

Tak Mindows srogi mści się na téj wierze

Upokorzenia swojego, niewoli

I hańby, która dotąd jeszcze boli —