XLI

Kto na wileńskim zamku panuje?

Kto się na Krzywym weseli Grodzie?

Kto dnie i nocy hula, ucztuje?

To Olgierdowicz. We swoim rodzie

Jagiełło wybrał na Wilno pana.

Skirgiełł z wilczemi usiadł oczyma,

Wziął w rękę Litwę, na wodzach trzyma,

A co pociśnie w silnéj swéj dłoni,

To krew wyciska, łzy Litwa roni.

Skirgiełł na Wilnie — Witold poddany,

Witold lennikiem Olgierdowicza.

W Grodnie się rozsiadł, rwie swe kajdany,

W myślach swe wojsko zbiera, rozlicza.

A Skirgiełł w Wilnie, na Krzywym Grodzie,

Mnichów pozbierał z Kijewskiéj Rusi1019,

Siedzi przy piwie, siedzi przy miodzie,

Pije i bije, biedny lud dusi.

W zamkowych oknach dzień i noc blaski,

Słychać śpiewanie i słychać wrzaski,

Dzień i noc świeci łuna ucztowa1020;

A lud strwożony tuli się, chowa,

Mija Gród Krzywy, do domów zbiega,

I ledwie dzieckich1021 z dala postrzega,

Jak wróble, jastrząb’1022 gdy na nie bije,

W lasy i góry przed niemi kryje.

Skirgiełło w Litwie. Smutno w czużynie1023!

Na Rusi przywykł gościć, ucztować.

Ciasno mu tutaj w małéj drużynie —

Ni z kim się napić, ni z kim polować.

— Pojadę na Ruś — woła pijany —

Niech dziką Litwę licho zabierze!

Lud wymęczony, biedny, znękany!

Zjadła go wojna, zjadło przymierze.

Cisnę a cisnę, i nic wycisnąć,

Ni z niego siłą datku wydusić.

Nieraz krwi struga musi wytrysnąć,

Nim do poboru potrafisz zmusić. —

Woła, i rogi napełniać każe,

Mnichów zwołuje, zwołuje straże,

Sadza na ławy, przepija z niemi;

A gdy znękani żarty pańskiemi,

Słowo mu jakie rzekną nieskładnie,

Woła na ludzi, rękoma skinie —

Wiodą w podwórzec — głowa upadnie!

Skirgiełł się śmieje. — Znaj mnie, psi synie1024!

I pusto w grodzie, pusto po siołach,

W kraju, jak gdyby świeżo po wojnie.

W zamku wesoło, na krwawych czołach

Trunek rozlany zabłysnął hojnie.

Skirgiełł weseli1025, śpiewa, ucztuje,

Ale mu na Ruś tęskniéj co chwila;

I róg po rogu duszkiem wychyla,

W drogę się jechać, w Kijew1026 gotuje.

W Rusi i miody lepsze, i głowy,

Kraśniejsze dziéwki, druhy weselsze,

W Rusi bogatsze z ludu obłowy,

I Skirgiełłowe serce tam śmielsze.


Noc była ciemna, wicher wył z burzą,

Grzmiał Perkun w niebie i ziemia drżała,

W wileńskim zamku ognie się kurzą,

A w ogniach cała, w okrzykach cała

Góra Zamkowa w burzy szalała;

I słychać było biesiadne krzyki,

I widać było ognie płonące,

Z okien wylatał1027 głos jakiś dziki,

I dymy czarne, i skry błyszczące.

W niebie szalało, szalało w grodzie.

Na każdy piorun wykrzyk wtórował1028

Skirgiełł tam w zamku, przy starym miodzie,

Swych ulubieńców, gości przyjmował.

W świetlicy wielkiéj okna otwarte,

Drzwi wywalone, w środku ogniska;

Dokoła pijane1029 postacie sparte1030,

Do śpienionego1031 miód leją pyska.

Ogień im w oczy, ogień na suknie

Skacze iskrami, płomieniem pryska,

Oni nie widzą, oni nie słyszą!

Gdy niebios piorun po ziemi huknie,

Aż się krawędzie ziemi kołyszą.

Pijani wszyscy! Co w gardło wleją,

To z pieśnią nazad wyjdzie im z gardła;

Tarzają w ogniu, z piorunów śmieją;

Rozum utonął, bojaźń umarła;

Miód im pozostał, co w mozgach1032 światy

Jasne maluje, złotem, szkarłaty,

Co strach odebrał, rozum wygonił,

Ciało obnażył, dusze odsłonił.

W niedźwiedziéj skórze, w miękkiéj pościeli,

Skirgiełł się z swemi druhy weseli.

U jego boku dziéwka pijana,

Tuli się, śmiejąc, do swego pana.

Piersi jéj nagie, oko jéj łzawe,

Rozwite1033 płyną po ciele włosy,

Usta krwią prysną, zda się, tak krwawe!

Niepojętemi mówią cóś głosy.

Krew na podłodze i krew na ścianie!

Czyja krew? Xiążę1034! powiedz mi, panie!

Ojca to dziéwki, matki dziewczyny!

Przyszli wypraszać córkę niebogę,

On ich krwią obmył swe zaślubiny,

Krew prysła w ściany, zlała podłogę.

Potém płaczącéj miód w usta leli1035,

Póki pijana, póki szalona,

Nie padła na pół martwa w pościeli,

Nie przycisnęła pana do łona.

A teraz patrzy na krew rozlaną!

Teraz się śmieje z plam na podłodze!

Skirgiełł ku sobie ciśnie pijaną

I pieśni każe śpiewać niebodze.

Rzucił na druhów oczy krwawemi.

— O, jak pijani! — Klasnął na sługi —

Ogień podłożyć pod pijanemi!

Niech ich żółtemi podleje strugi.

Zobaczym, jak się będą w płomieniu

Wić podpaleni. Czy ich wytrzeźwi? —

Posłuszna służba xięcia skinieniu,

Lecą pachołcy ku ognióm rzeźwi.

I płoną szaty, płonie świetlica!

Pęki podnoszą! Pan klaszcze w dłonie.

— O jakże pięknie drużyna płonie!

Jak im w płomieniach pięknie, do lica1036!

Pogasić ogień! dosyć płomieni!

Niech moja przyjdzie tu niedźwiedzica.

A okna zaprzeć i drzwi od sieni.

Zobaczym, jak ich czule uściska! —

Wnet z hucznym śmiechem rozewrą wrota.

Leci zgłodniała pańska służebna,

Wzniosła1037 na łapy, oczyma błyska,

I na pijanych, wpółmartwych, miota1038.

— Odważnaś! Meszko1039! Byłaś potrzebna!

Ślicznie-bo moje spełniasz życzenie!

Rwij cielska podłe, nie żałuj strawy! —

W komnacie przestrach, głuche milczenie,

A potém krzyki, potém bój krwawy.

Wzniesie się człowiek, pada rozbity.

Z krwawéj mu czaszki źwierz1040 mózg dobywa,

I ssie, cóś mrucząc; a Skirgiełł spity

Zabawce z łoża w dłoń przyklaskiwa1041.

— Precz mi z trupami! precz mi z niedźwiedziem!

Dawajcie rogi! znowu pić będziem!

Druhy tu do mnie! Bestje1042! na nogi!

Co? już padliście? nie podniesiecie1043?

Oknem ich, jak psów, rzucić na śmiecie!

Przypędzić z domów, wołać z ulicy!

Nowi przybędą wnet biesiadnicy.

I precz z tą dziewką! wygnać za wrota!

Przywieść mi inną, młódszą1044, weselszą!

Tą jakiś zły duch po łożu miota.

Dajcie mi młódszą, piękniejszą, śmielszą,

Co się nie zlęknie ognia, źwierzęcia,

Miodu, i swego pana xiążęcia! —


— Kto? do stu czartów! — Skirgiełł zaryczał,

Kiedy we wrotach rogi usłyszy. —

Jaki to tam pies tak zaskowyczał?

Kto śmié w noc poźną1045 drwić z mojéj ciszy,

Kiedym przykazał, by z Litwą całą

Wilno usnęło, kamieniem spało,

I tchnąć nie śmiało, i drgnąć nie śmiało? —

Wzniósł się na łoże, a w drzwiach ukaże

Witold. I słudzy padli na twarze.

On pięść złożywszy, zęby zacisnął,

I klątwą dziką w oczy mu prysnął.

— Słudzy ci czołem, ty bij mnie1046, sługo! —

— Ja! tobie? Xiążę! poczekasz długo,

Nim Kiejstutowicz czołem uderzy!

Nikomu jeszcze nie biłem czołem! —

— To mnie uderzysz, lenniku hardy!

Wiész, że xiążęcą czapkę ja wziąłem,

W ręce xiążęcy miecz wziąłem twardy. —

— O! wiém! lecz widzę na twojém czole

Miód, nie koronę; a w twojéj dłoni

Róg, co podżega cię na swawole,

Z głowy ci resztę rozumu goni1047. —

Skirgiełł się porwał, chciał rogiem rzucić,

Ale bezsilny padł na podłogę.

— Po co przyszedłeś? pokój mi kłócić1048!

Idź w swoję1049 drogę! idź w swoję drogę!

Albo cię każę ściąć tu przed sobą! —

— Mnie ściąć? Bezsilne, rozpustne źwierzę1050!

Ja bym ulęknąć miał się przed tobą? —

Rzekł, i z uśmiechem za brodę bierze,

Spójrzał1051 mu w oczy, głową potrząsa.

Skirgiełł za rękę szarpie i kąsa.

— Patrzcie, o, patrzcie! Pan to tutejszy!

Oto Jagiełło dał Litwie pana!

Biedny mój kraju! Pan twój dzisiejszy

I drewnianego niewart bałwana1052.

Niechby Jagiełło widział cię, xiążę,

W błocie i we krwi obluzganego,

I namiestnika ujrzał swojego,

Jak z podłym1053 gminem rozpustny wiąże,

Jak wieprzem w błocie podły się tarza,

I na swych braci w szale odgraża!

Litwo! o Litwo! biednaś ty ziemia!

Na takich panów ręceś popadła!

Twoje się stare słońce zaciemia1054,

Piękna twarz twoja zżółkła, pobladła! —

Puścił pjanego1055 Skirgiełły brodę.

Ten pieni1056 z gniewu, w gniewie bełkocze:

— Na pień lennika! na pień wywiodę!

Serce mu wyjem, krew mu wytoczę! —

Witold ramiony1057 ruszył z pogardą.

Na próżno Skirgiełł ciągnął się, wrzasnął,

Chce go pochwycić. On popchnął hardo,

I drzwi za sobą, śmiejąc1058, zatrzasnął.

Jedzie i duma, śpieszy do Grodna,

W Podlasie bieży, zbiera swe woje.

— Na Bogi! Litwa lepszego godna!

Skirgiełło! w ręce popadła twoje!

Niedługo będzie królować źwierzę,

Przyjdzie silniejszy, swoje zabierze. —

Mówił, lecz napaść sił miał za mało.

Walczy sam z sobą, choć wre w nim męztwo1059.

Rozum wątpliwe wskazał zwycięztwo1060;

Każe mu czekać — czekać przystało.

Skirgiełł niedługo w Litwie pobędzie,

Na Połock rusza — czas Witoldowi;

Pójdzie na Wilno, w Wilnie usiędzie,

A wówczas biada Polski królowi!