XXII

Na Troki posłaniec tajemnie wybiega,

Od Turzéj on Góry na Piaski gdzieś leci,

I kręci gęstwiną u Wilii538 brzega,

I zniknął w śnieżystéj daleko zamieci.

Brodę ma splątaną, wzrok ma obłąkany,

I włos rozczochrany, i suknię w nieładzie,

Konia prze ku Trokóm i leci zziajany.

Koń boki rozpiera, na zaspach się kładzie;

Wyciąga i leci, leci bez oddechu.

Lasami się pędzą. On podnosi głowę,

Oczyma je drogę, tak pragnie pośpiechu;

Przed nim śniegi białe i lasy sosnowe.

Ujrzał zamek Trocki, otrząsł z śniegu czoło,

Odetchnął swobodniéj, za siebie spoziera,

Śmielszy mierzy wzrokiem, zatoczył wokoło,

Już jezioro przebył, brama się otwiera;

Wbiegł i konia rzucił, ku świetlicy bieży,

Nie otrząsł obówia539, snieg540 leci z odzienia,

Pot mu ciecze z czoła, włos na głowie jeży;

On minął podwórzec, przeleciał przedsienia,

Na komnaty wchodzi, kędy Kiejstut stary,

Z Witoldem u ognia na kamieniach siedzą.

Poczuły obcego, wzniosły łeb ogary,

Cóś mruczą do siebie i wzrokiem go śledzą.

On upadł i czołem bije o podłogę;

— Kniaziu! — rzecze — z Wilna wieści ci przynoszę.

Serce pęka z bolu541, ledwie mówić mogę!

Wysłuchaj mnie, proszę, i ratuj nas, proszę!

Wojdyłło, o panie, spiski na was knuje,

Zniechęca Jagiełłę, do zdrady podmawia,

Wojdyłło się na was z Krzyżakiem spisuje542,

Na xiążęcą543 władzę parkany zastawia.

Wczoraj jeszcze sługą starszym był Wojdyłło,

Dziś on kniaź, o panie! ma udział i włości.

Lidy mu w dzierżawę mało jeszcze było,

Do nowéj on prawa łaski sobie rości:

On śmiał podnieść oczy na krew swego pana,

Marij Olgierdównéj544 u Jagiełły prosi.

Maria Olgierdówna jemu obiecana!

Niewolnik już hardą głowę nad nas wznosi.

Ratuj nas, o panie, stare sługi swoje!

Wczoraj dwóch z nas ścięto, za to, żeśmy czołem

Nie bili Wojdylle; Olgierdowe woje

Z bracią twoją, panie, ponękani społem.

Andrzéj Olgierdowicz przez niego na Rusi,

Narymundowicza545 moskiewski przyjmuje.

Co dzień się do wroga uciekać któś musi,

Co dzień pada głowa, on wyżéj wstępuje.

Ratuj nas i siebie, o Kiejstucie panie!

Oni się z Niemcami na ciebie zmawiają.

Wkrótce Gedymina wszystkiéj krwi nie stanie,

Niewolnicze ręce Litwą owładają.

Wczoraj, wobec dworu, Jagiełło rodzoną

Zaręczył swą Marię Wojdylle podłemu;

Za miesiąc Wojdyłło wezmie546 ją za żonę.

Scierpiszże547 to? Panie! — darujesz to jemu? —

Witold wre, słuchając, Kiejstut westchnął stary.

— Na tośmy548 — rzekł — przyszli pod młokosa władzą!

Źle, żem ci, Olgierdzie, dochowywał wiary.

Staremu mi umrzeć spokojnie nie dadzą.

Kiedyś sługa jeszcze zajedzie na Troki

I będzie we własnym urągać mi domu!

Ale nie doczeka! Dość starcu549 dwa kroki,

By zapobiedz550 hańbie i uniknąć sromu.

Idź, pozostań w Trokach, Olgierdowy sługo!

Tu ci niewolnicy urągać nie śmieją.

Niech Wojdyłło szali551; nie poszali długo:

Od Trok przeciwnemi wiatry mu zawieją. —

— Nie o nas tu, panie, nie o sługi chodzi —

Rzekł z pokłonem bojar. — Nie czas tobie zwlekać!

Między wami waśnie już Wojdyłło rodzi,

Z Krzyżaki się piszą552 — i chwili nie czekać!

Lada chwilę w Troki na ciebie napadną,

I nie sami, Niemiec na pomoc im stanie.

Wojdyłło cię podszedł; już umowę zdradną553

Podpisali w zamku. Myśl o sobie, panie! —

Kiejstut gniewem wielkim rozżarzył się srogo.

— Na Bogi! tyś skłamał! Jagiełło pamięta,

Żem brat ojca jego. Mnie napaść nie mogą.

Przyjaźń nasza stara, braterska i święta. —

— Na Perkuna brodę! Oto czapkę kładę,

I takem mą głowę położyć gotowy554,

Jeślim w ustach fałsz miał555, jeśli w sercu zdradę,

Jeślim klamliwemi łudził ciebie słowy! —

Kiejstut stanął dumny. — A więc dobrze — woła —

Na Bogi me wielkie, nie będą się cieszyć!

Zetrę niewolnikóm dumne myśli z czoła,

I nie da się Kiejstut do boju uśpieszyć556. —

Rzekł, Witoldu557 szepce. Witold odpowiada:

— Nie wierz, ojcze, nie wierz! Sam k’niemu558 pojadę,

Zobaczę, czy w sercu Jagiełły jest zdrada,

I odkryję zmowę, dójdę559 ciemną zdradę.

— Konia! — woła — konia! i ludzi dziesięciu!

Na Wilno! — A bojar do nóg mu się kłoni.

— Panie! nie daj jechać swojemu dziecięciu!

Mało wam na Wilno w tysiąc jechać koni.

Na co w paszczę smoczą kłaść rękę samemu?

Na co przeciw srogiéj wybierać się burzy?

Nie daj, panie, jechać synowi twojemu!

Stary sługa złe wam nie na darmo wróży. —

— Nie bój się, bojarze! — Kiejstut mu odpowié —

Jagiełło z Witoldem w przyjaźni za młodu.

Przeciw mnie, nie jemu, on w tajemnéj zmowie.

Witold mu z całego najmilejszy rodu. —

Bojar głową trzęsie. Witold na koń skoczył,

Dosiada i pędzi na Wilno, stolicę.

Kiejstut głowę zwiesił, wzrok dumą560 zamroczył,

Sparł561 czoło na dłoni, zatapia w tęsknicę.

Godzina minęła, mrok zapada szary,

Śniegi kręcą białe po jeziora lodzie,

Jeszcze u ogniska siedzi Kiejstut stary:

Myśli o Jagielle, duma o swym rodzie;

A często za miecz się wyszczerbiony chwyta,

Często ucho w długie posyła milczenie,

Duszy swéj się radzi, serca swego pyta,

I tamuje dłoni niecierpliwe drżenie.

Powstał, bo u bramy obcy róg zadzwonił

Nie litewskim dźwiękiem, jakąś dziwną mową;

Kiejstut za odgłosem uszyma pogonił,

Niecierpliwe oko śle w bramę zamkową.

Na czarnym bachmacie562 samotrzeć563 wjechała,

W zbroi i przyłbicy, postać jakaś biała;

Któś konia rzuciwszy, szybko w zamek kroczy,

I już przed Kiejstutem. On ciekawe oczy

Wlepił na Krzyżaka, nie daje mu dłoni,

Odstąpił i patrzy. Hełm mu twarz zakrywa,

Żelazo nieznane lice wkoło słoni564,

I z piersi gość niemy głosu nie dobywa.

Długo tak zostali, mierząc się oczyma.

Krzyżak znak mu daje, by sługi odprawił;

Kiejstut ręką skinął, wzrok wlepiony trzyma;

Gość hełm zrzucił z czoła, na stole postawił.

— To ty! Augustynie! — Kiejstut się odzywa,

I ręce otworzył, wita go oczyma.

On paleć565 na ustach kładzie, głową kiwa,

I jeszcze się patrzy, czyli kogo nié ma?

— To ty! — Kiejstut woła — o! nie zapomniałem,

Że ty jeden z Niemców masz litewską duszę!

Jam cię dawniéj kochał, choć jeszcze nie znałem.

Z nienawiści twoich ciebie wyjąć muszę.

Tobiem566 ja dar winien najdroższéj swobody. —

— Cicho — komtur rzecze — cicho, kniaziu, panie!

Z nowemi przyszedłem przyjaźni dowody567.

Głowie twojéj grozi tajemne knowanie.

Tyś jest chrześcijan wrogiem. Nigdy Krzyżak ciebie

Nie zdradził. Krew własna gotuje ci zdradę,

Jagiełło nasz Zakon pociągnął do siebie,

Na Kiejstuta zgubę, na rodu zagładę.

Nad Świętém Jeziorem, w Daug568, pod twoim bokiem,

Zjeżdża mistrz z Jagiełłą, i na twoję głowę

Sprzysięgać się mają, krwi własnéj potokiem

Bratanek przymierze zapisuje nowe. —

— Prawdaż to?! — zawoła Kiejstut. — Dziś, komturze,

Z wieścią do mnie śpieszył wierny bojar stary;

Lecz nie chciałem wierzyć, by z téj strony burze

Wstać miały. Synowiec nie strzymał569 mi wiary! —

— Słuchaj — komtur rzecze — patrz na wiarę swoję!

Oto są owoce twéj i naszéj wiary:

Krewni na krew własną zaczajeni stoją,

Ja obcy sam z siebie nie szczędzę ofiary;

Ja Zakonu skarby w ręce ci przynoszę,

Od twéj głowy ciosy odwracam, o panie!

A w nagrodę, kniaziu, o jedno cię proszę:

Daj w twém sercu wierze Chrystusa mieszkanie.

Kiejstut zamilkł, tylko ciśnie dłoń komtura,

I milczy, a łza mu po jagodach570 ciecze;

On patrzy, ten milczy, i cisza ponura.

— Dzięki za troskliwą o mą głowę pieczę!

Dzięki ci! O wierze nie mówmy, mój bracie!

Zdejmij z serca wiarę, co z człeka zostanie?

Zedrzyj z niego skórę, choćbyś w złotéj szacie

Chodzić mu dozwolił, szata szatą, panie,

A zdartéj mu złoto nie zastąpi skóry!

Komtur dłoń wyciągnął, już żegna w milczeniu,

I nie rzekł ni słowa, wychodzi ponury,

Siadł na koń, w podwórcu zniknął w nocnym cieniu.