XXVIII

Na twoję724 głowę, Kiejstucie,

Walą się chmury gromadą:

Oto się Wilno poddało,

Hanul Jagiełłę wprowadził!

Z Trok Witold, z matką i żoną,

Uciekać musi do Grodna.

Nié ma z kim stanąć w obronie.

Pije gorycz zwyciężony,

Klnąc dzień, gdy ojcu doradził,

By Jagiełłę swobodnego

W Witebsku z Krewem posadził;

Jagiełłę, co w jednéj chwili

Odzyskał wszystko stracone.

Już idzie w cudze dzielnice,

Po trockiéj hasa już ziemi.

Pamiętni swego przymierza,

Krzyżacy, Ruś, z nim są razem.

Trzech braci wojsko uderza,

Ogniem idąc i żelazem!

A Kiejstut? Kiejstut z Siewierza

Garść tylko wywiódł bezsilną.

O, jak powrócić mu pilno!

O, jak mu brwi się zmarszczyły,

Gdy o Widmundzie znać dano!

Kiedy go wieści goniły,

Że Witold musiał sromotnie

Z Trok ubiedz725 z matką do Grodna!

Ale nic nie rzekł, nie łajał,

Ani Jagiełłę przeklinał;

Konia ku Żmudzi skierował,

Oczy ku Żmudzi obrócił,

Wojsko się zbierać gotował.

Nigdy zło nie idzie jedno,

Zawsze się wlecze, jak chmury,

Kupą się ciągnie, gromadą.

I drugi goniec do Żmudzi

Leci z wieścią opłakaną:

Zięć z Mazowsza wyszedł zdradnie,

Całém Podlasiem już władnie726;

Zajęte włości Kiejstuta;

Mielnik, Kamieniec, Drohiczyn,

Suraż — zabrane, podbite;

Brześć tylko, gdzie jest Biruta,

Zięć niewierny poszanował;

Resztę zagarnął pod siebie.

Wieść ta nie przydała bolu727.

Kiejstut z wojskami już w polu.

— Na Jagiełłę naprzód! — woła —

Potem z zięciem obrachujem728. —

I pod Troki ciągnąć każe.

Witold przyleciał tam z Grodna,

Kiejstut nadbiega ze Żmudzi;

I Jagiełło z Krzyżowemi729,

Ze trzema braćmi swojemi,

Na odsiecz zamku pośpiesza.

Trzykroć zatętniała730 ziemia,

Trzykroć zaszumiały lasy,

A słońce wschodzące krwawo

Na trockie spójrzało731 pola,

W Trockiém zabłysło Jeziorze,

Jakby w krwi rozlanéj strudze.

Cicho w obozach; oczyma

Dwa wojska mierzą się wzajem;

Na dwóch pagórkach się kładły,

Z dwóch się patrzą wysokości,

I liczą ufce732, proporce,

Z siłami swemi rachują.

Na jedném wzgórzu Jagiełło,

Z mistrzem i bracią, w milczeniu

Stoi, i od Trok pogląda;

Na drugiém Kiejstut z Witoldem,

Sparci na mieczach i smutni,

W żelazne Krzyżaków zbroje,

Co świecą słońca odblaskiem,

Patrzą; i na Żmudź swą okiem,

Skórami i pałki zbrojną733,

Zwątpiały wzrok obracają.

— Słuchaj, Witoldzie! — rzekł stary

Nietrudno zgadnąć wygraną.

I nie wiém, czemu na trockie

Smutno poglądać mi wieże!

Patrz, chmura kruków tam wisi

I kracze, wzbiwszy nad mury.

Miałżebym nigdy już, nigdy,

Nie siąść przy trockiém ognisku?

I moje Bogi domowe

Pożegnać, rzucić na wieki!

Nie trudno zgadnąć wygraną —

Jagiełło silny Krzyżakiem;

Z nami tylko nasi staną,

Nieporządnym szykiem w boju;

I nie mają miecza, zbroi,

Twoi żołnierze i moi;

I trzech my nie mamy braci,

I ruskich wojsk my nie mamy.

Za wszystko męztwo734 zapłaci?

Czy jedném męztwem wygramy?

O, nie wiém, nie wiém ja, czemu

Oczu od zamku trockiego

Odwrócić chwili nie mogę!

A łzą mi oczy zachodzą!

A ręce drżą mi i serce!

I męztwo moje straciłem! —

— Ojcze mój! — Witold odrzeka —

Zawsze tak, chwila przed walką;

Lecz gdy się ruszą szeregi,

Ziemia zatętni, krzyk wzniesie,

Wówczas i serce zabije,

I męztwo dawne powróci.

Wszak Bogi za dobrą sprawą,

Bogi za zdrajcą nie będą.

Ofiarę spalim przed Khawą,

I niewolników dwónastu

Na dziękczynienie oddamy. —

— O, dałbym, synu, sam siebie,

Siebie Bogóm na ofiarę,

Bylebym głowę mógł starą

W ojczystych murach położyć!

Ale mnie tego nie dożyć!

Patrz! nad niemi sokoł735 biały,

A nad nami kruków stado!

Bogi znak przed bitwą dały;

Bogi przeciw nam, za zdradą! —

I ręce smutnie opuścił,

Usiadł na wzgórzu i patrzy,

Nie zwróci oka z zamczyska,

Dumą gdzieś leci daleko.