V. Ze statku na statek

Po śniadaniu, składającym się w połowie z potraw na zimno, a w połowie gorących, jednym słowem po wybornym śniadaniu na sposób angielski, spożytym w dining roomie10 Columbii, miss Campbell i bracia Melvill powrócili na pokład.

Helena nie mogła powstrzymać się od krzyku przerażenia, gdy nareszcie zajęli miejsce pod werandą:

— A mój horyzont? — zapytała.

Rzeczywiście od kilku chwil widnokrąg jakby zupełnie znikł. Statek, zwróciwszy się ku północy, płynął teraz cieśniną Kyles of Bute.

— To bardzo niedobrze, wuju Samie — rzekła miss Campbell mocno nadąsana.

— Ależ, moja droga córko...

— Będę o tym pamiętała, wuju Sibie...

Obaj bracia nie mogli zdobyć się na odpowiedź. Jednak nie można ich było winić, że Columbia, zmieniwszy kierunek, popłynęła ku północnemu zachodowi.

Rzeczywiście były dwie różne drogi prowadzące morzem z Glasgow do Oban.

Pierwsza, po której nie płynęła wcale Columbia, jest zbyt długa. Uczyniwszy przestanek w Rothesay, czarownej miejscowości na wyspie Bute, przyozdobionej starożytnym zamkiem z XI wieku, otoczonej na zachodzie głębokimi dolinami, które tym sposobem ochraniały ją od wichrów nadciągających z pełni morza, statek płynął w dół brzegów zatoki Clyde, potem wzdłuż wyspy, przesunął się obok wielkiej i małej Cumbrae i skierował się w prostym kierunku aż ku południowej części wyspy Arran, która całkowicie należy do księcia Hamilton, mianowicie od podstawy swych skał aż do cypla Goatfell wznoszącego się na 800 metrów nad poziom morza. Wówczas to sternik poruszył sterem, kompas skierowano ku zachodowi, powtórnie statek okrążył wyspę Arran, zwrócił się ku półwyspowi Kintyre, leżącego na zachodnim wybrzeżu, potem popłynął przejściem przy wysepce Gigha, wszedł Sound of Gigha, lawirując pomiędzy wyspami Islay i Jura, i dotarł do rozwartego wejścia Firth of Lorn, które zwęża się aż do zamknięcia nieco powyżej Oban.

Wreszcie, jeżeli miss Campbell miała słuszną przyczynę do narzekania, że Columbia nie popłynęła tą drogą, i bracia nie mniej żałowali tego.

Bo rzeczywiście, przepływając przy brzegu Islay, ujrzeliby ową sławną starożytną rezydencję MacDonaldów, którzy w początku XVII stulecia, zwyciężony i wypędzony, zmuszeni byli ustąpić miejsca Campbellom. Wobec tej miejscowości o tak doniosłym historycznym znaczeniu, bracia Melvill, nie wyłączając nawet pani Bess i Partridge’a, byliby jednozgodnie poczuli mocne bicie serca.

Co zaś do miss Campbell, widnokrąg, tak już opłakany, pojawiłby się później przed jej okiem. Rzeczywiście, od Arran aż do wzgórza Kintyre morze rozciąga się na południe; podobnie jak od Mull aż do szczytów Islay morze rozpościera się na zachód, ograniczone dopiero trzy tysiące mil dalej brzegami Ameryki.

Lecz ta droga jest długa i po części przykra, jeżeli nie niebezpieczna, bo trzeba zwracać uwagę na pasażerów, którzy doznają niezmiernej trwogi, gdy muszą przebywać okolice Hebrydów bardzo często nawiedzanych przez straszliwe burze.

Inżynierowie, a między nimi i Lesseps, postanowili przekształcić półwysep Kintyre w zupełną wyspę. Dzięki ich pracom w poprzek północnej części wykopany został Kanał Crinan, w skutek czego drogę skrócono o jakie dwieście mil i do przebycia jej wystarczają trzy lub cztery godziny.

Otóż tę drogę obrała Columbia udając się z Glasgow do Oban, przez cieśniny i kanały, mając za cały widok piaski, lasy i góry. Ze wszystkich pasażerów tylko jedna miss Campbell żałowała, że nie udano się tamtą drogą, lecz trzeba było ulec konieczności. Zresztą, czyż nie ujrzy horyzontu morskiego dalej nieco od Kanału Crinan, cokolwiek później, a zanim jeszcze słońce ostatnim promieniem muśnie fale wodne?

W chwili kiedy turyści, spóźniwszy się z przybyciem do sali jadalnej, weszli na pokład, Columbia przepływała przez zatokę Loch Riddan, około małej wysepki Ellengreig, ostatniej fortecy, w której chronił się książę Argyle, zanim jako bohater pokonany w walce o swobody polityczne i religijne Szkocji nie złożył głowy pod szkocką gilotyną w Edynburgu.

Potem statek zwrócił się ku południowi, przepłynął przez cieśninę Bute, pośród uroczej panoramy wysp piaszczystych i lesistych, których wyłaniające się zarysy osłania lekka mgła. Na koniec, minąwszy przylądek Ardlamont, okręt wrócił na kurs północny, pozostawiając po lewej wieś East Tarbert, przesunął się około przylądka Ardrishaig i dotarł około zamku Lochgilphead do wejścia do Kanału Crinan.

W tym miejscu trzeba było wysiąść z Columbii, zbyt wielkiej do żeglowania po kanale. Kanał ten, którego ściany podtrzymuje piętnaście śluz, na całej dziewięciomilowej długości pozwala przepływać tylko wąskim statkom niezbyt pogłębiającym się w wodzie.

Mały statek parowy Linnet czekał na podróżnych Columbii. Przesiadki dokonano w ciągu kilku minut. Każdy pomieścił się wygodnie na tarasie pod werandą statku, po czym Linnet szybko pomknął ku kanałowi, gdy tymczasem jakiś bagpiper11 grający na dudach, ubrany w strój narodowy, zaczął produkować się na swym instrumencie. Muzyka to bardzo smutna, której towarzyszą ponure dźwięki trzech basów, na sposób dawnych pieśni z minionych wieków. Przejażdżka kanałem jest nadzwyczaj przyjemna, płynie się bowiem już to pomiędzy wysokimi wzgórzami obrosłymi krzakami, już to dotyka równin, na których widnieją gaje lub szeroko ciągnące się pola. Statek często się zatrzymywał przed śluzami. Kiedy pracownicy otwierali śluzy, młode chłopcy i młode dziewczęta, miejscowi, nadbiegali, ofiarując turystom mleko prosto od krowy, mówiąc językiem gaelickim, którym niegdyś posługiwali się Celtowie, niezrozumiałym nawet dla Anglików.

W sześć godzin później — statek miał dwie godziny opóźnienia przy źle działającej śluzie — szeregi domów i folwarczków smutnego wyglądu oraz rozległe bagna, rozciągające się po prawej stronie kanału, pozostały w tyle. Linnet zatrzymał się niedaleko wsi Ballanoch. Po raz drugi należało się przesiąść. Pasażerowie Columbii stali się pasażerami Glengarry i udali się w kierunku północno-zachodnim, aby tym sposobem wydostać się z Zatoki Crinan i ominąć punkt, na którym wznosił się feudalny zamek Duntrune Castle.

Od chwili opuszczenia wyspy Bute horyzont wcale nie odsłonił się.

Można sobie wyobrazić niecierpliwość miss Campbell. Na tej przestrzeni ograniczonych dokoła wód, zdawało się, że to jeszcze Szkocja, że to okolice jezior, że to kraj Rob Roya. Wszędzie malownicze wyspy, wszędzie brzozy lekko poruszane wiatrem, kołyszące się niedbale.

Wreszcie Glengarry minął północną część wyspy Jura i pomiędzy tym miejscem a wyspą Scarba morze uwidoczniło się aż do tej linii, w której niby zlewa się z niebem.

— Otóż i upragniony horyzont, moja droga Heleno — rzekł brat Sam, wskazując ręką zachód.

— To nie nasza wina — dodał brat Sib — że te przeklęte wyspy założone przez starego Nicka, zaciemniały horyzont.

— Przebaczono wam obu, moi wujowie — odpowiedziała miss Campbell — ale niech się więcej nic podobnego nie wydarzy.