Ramię Oriona

Wielkie poruszenie na tych gładkich morzach,

kłębią się ciężkie, ciemne ciała ryb.

To duch awaryjnie ląduje na wodzie,

ślizga się, tnie toń, wytraca prędkość, czas.

Czas rozdzielić poły słonecznego płaszcza,

uwolnić wiatr —

i już.

Pył międzygwiazdowy na listkach pierwszych drzew.

Rozmodlony zając strząsa słoną rosę,

lgnie do ciepłej ziemi wsłuchany w jej musujące tętno.

Asymilacja i dysymilacja. CO2, H2O,

i światło, światło, światło,

przemiana materii w materię, wzrost i dojrzewanie

w płaskim dysku falującej Galaktyki.

Czarna śmierć pulsuje cicho pomiędzy gwiazdami,

„Koło biegunu krąży wiecznymi obwody1” —

płomienna Betelgeuse, Rigel, Bellatrix —

jadą Kosiarze na jesienne niebo, patrz!

Patrzymy. Masz we włosach mgłę i nitki pajęczyny,

niesiesz reklamówkę pełną zimnych gruszek.

Relentlessly craving2

B.G.

wierszu, wierszu bądź mocny

jak fala uderzeniowa, koncert A-moll Griega

zapuść korzenie, znajdź źródło, kwitnij, wydaj owoc

ożyj, wierszu, chcę twojej krwi

wierszu, wierszu bądź tak niebezpiecznie piękny

jak pijana kobieta na obrazie Muncha

liczą się tylko podstawowe barwy, żółty, czarny, czerwony

liczy się ogień

jest czas nadziei

i czas rozpaczy

liczy się ogień

jeśli nie masz ciała

nie znasz miłości

ani nie znasz śmierci

wierszu, wierszu bądź w słońcu

w oku świata

w przemianie chleba w ruch

w ustawicznym rozpadzie, który jest warunkiem wszelkiej syntezy

we krwi

ogniu

bądź

jest czas nadziei

i czas rozpaczy

liczy się ogień i lód

wierszu, wierszu bądź jak ciemna noc duszy