VI

Już z ratusza bije trzecia,

Senne pola dreszcz obleciał,

Dzień się rodzi.

Brzask przez szarość się przedziera,

Owoc słońca krwi nabiera,

Zaszeptały wiewem brzozy,

W zagajniku ptaszek gwizdnął...

Do stolicy jadą wozy

Z zielenizną.

Jadą wozy, poskrzypują,

Ludzie drzemią, poziewują,

Brzozy błyszczą białą korą,

Wiatr przez owies przeszeleścił,

Jadą wozy wczesną porą

Do przedmieści.

Trąbi auto ciężarowe,

Wozy mija

I na długo kurz różowy

Z szosy wzbija.

Chłopki suche i dostojne

Idą szosą.

Idą boso i na sprzedaj

Masło niosą.

Zapiał kogut, za nim drugi,

Potem trzeci,

Na pastwiska bydło gnają

Małe dzieci.

Przetrąbiło drugie auto

Ciężarowe,

Chłop prowadzi kulejącą

Krowę.

Skrzypią wozy, przewalają się

Z boku na bok,

Ludzie w chatach przewracają się

Z boku na bok.

Chrapie w rowie, twarzą w trawę,

Ktoś pijany,

Na pastwisku podryguje

Koń spętany.

Na kościele niebijące

Wiszą dzwony,

Suche pęki ziół pod krzyżem

Ogrodzonym.

Jakiś duży wyszedł w gaciach

Przed zagrodę,

Mruży oczy i tarmosi

Ostrą brodę.

A tam dalej stoi szkoła

Murowana,

W szkole mapa, bardzo pięknie

Malowana.

Na ćwiczenia idą żołnierze

Z karabinami...

«...że na tobie giną, że na tobie giną

chłopcy malowani29»...

Skrzypią wozy, przewalają się,

Pozgrzytują...

«...W mieście tera rymbarbarum

Duża kupujom».

Skubią trawę białe kozy

Wymioniaste.

W sinym dymie, w złotym pyle

Dzień nad miastem.

Owoc pękł — i mokrym świtem

Oróżowił miejską ziemię.

Zawieszony pod sufitem

W żyrandolu tajniak drzemie.