SCENA I

Teresa

sama

TERESA

Przybył na koniec: godzin już kilka upływa

Jak w radości, bojaźni, niepewna, troskliwa,

Gdy każdy z nim rozmawia i wita ochoczy,

Ja ledwie nań niepewne śmiem podnosić oczy;

Pytaniami ciekawych ustawnie dręczony,

Nie dał i jednej chwili swojej ulubionej.

To serce trosków38 pełne, i w ustawnem39 drżeniu,

Wśród tylu przeszkód, po tak długiem niewidzeniu,

Co go ustawnie dręczy, co cierpi, co czuje,

Na łono przyjaciela wylać potrzebuje;

Dochowałam ci wszystkich uczuć moich święcie!