SCENA V
Podkomorzyna, Walery, Podkomorzy, Starosta
STAROSTA
A waćpaństwo tu macie colloquia138 osobne!
Może przeszkadzam?
PODKOMORZYNA
Owszem jesteśmy mu radzi.
STAROSTA
do Podkomorzyny
Kłóciłem się z mężulkiem, i cóż to poradzi?
PODKOMORZY
Ja się na mojem zdaniu nie zwykłem zasadzać,
Nawet o polityce nie chciałbym już gadać.
STAROSTA
Wszak co dziś przyszło z poczty, już zgadłem we wtorek.
Postrzegając Walerego
A jakże mi się miewa mój legislatorek139!
Cóż to waćpan przede mną ustawicznie zmykasz,
Przechadzasz się w zamysłach, od ludzi unikasz?
Może jeszcze i w domu komponujesz mowy;
Cóż tam, prędkoż będziemy mieli Sejm gotowy?
z zgrozą
Godziłoż się w tym rządzie o sukcesji140 gadać?
I gorszyć jeszcze naród, i w tem się go badać?
WALERY
Naród jest panem naszym, wie, co pożyteczne,
Co dla kraju szkodliwe, a co jest bezpieczne.
STAROSTA
Naród o takich rzeczach gadać nie powinien.
WALERY
Ale kiedy chce gadać, ja temu nie winien.
do matki
Smutne uczucia moją napełniają duszę,
Mój żal i moją rozpacz już mu odkryć muszę.
PODKOMORZYNA
Wstrzymaj się; moglibyśmy rzecz całą zepsować:
Trzeba go ułagodzić, z wolna postępować.
STAROSTA
Jakież on tajemnice waćpani odkrywa?
Radzę, niech się z materią taką nie odzywa,
Bo okrutnych przypadków ja sam świadkiem byłem.
Pamiętam gdy w Radomiu trybunał sądziłem,
Jeden panicz, chcąc z światłem swem się popisywać,
Przeciw wolnym elekcjom zaczął przebąkiwać.
Właśnie to było, gdyśmy od stołu wstawali,
Jakeśmy się na niego do szabel porwali,
Nas było wielu, ledwie został się przy duszy:
Wziął przez łeb krys141 z piętnaście, a obydwie uszy
Ledwie mu Żyd cyrulik jedwabiem pozszywał.
ze śmiechem
No, już się potem więcej nigdy nie odzywał.
PODKOMORZY
Prawda, że to był jeden sposób przekonania.
STAROSTA
Ale, jakże też można mieć tak dzikie zdania,
I przez sukcesją142 naród chcieć jarzmem uciskać?
W tym przypadku, pytam się, co kto może zyskać?
Król dziś umrze, nazajutrz syn po nim nastaje.
Wszystko się w spokojności jak wprzódy zostaje;
Wszyscy cicho i nikt się nikomu nie skłoni.
W elekcji każdy swego kandydata broni.
Wszyscy na koń wsiadają, i podług zwyczaju
Zaraz panowie partie143 formują po kraju;
Ten mówi do mnie z miną rubasznie przyjemną:
„Kochany panie Piotrze, proszę, bądź waść ze mną!
Między nami, tę wioskę weź niby w dzierżawę;”
Drugi, żebym był za nim, puszcza mi zastawę,
Ten daje sumę, i tak człek się zapomoże.
Prawda, z tego wszystkiego przyjść do czubów144 może,
I tak było po śmierci Augusta wtórego145,
Ci bili Sasów, owi bili Leszczyńskiego146,
Palili sobie wioski; no i cóż to szkodzi?
Obce wojsko, jak wkroczy, to wszystko pogodzi.
Potem amnestia, panom buławy, urzędy,
Szlachcie dadzą wójtostwa, obietnice, względy,
Nie byłoż to tak dobrze? i cóż waćpan na to?
PODKOMORZY
Mówić o tem byłoby czasu próżną stratą,
Niech naród decyduje w zjazdach sejmikowych;
My tu zaś raczej mówmy o sprawach domowych.
PODKOMORZYNA
O dzieci naszych szczęściu i postanowieniu.
Jeśli można krewnego wierzyć przyrzeczeniu,
Kiedyś staraniom naszym córkę swą powierzył,
Między oświadczeniami z któremiś się szerzył,
Powiedziałeś: że miałbyś za największe szczęście,
Ażebyś połączone przez wczesne zamęście,
Mógł oglądać te dzieci razem wychowane.
Dziś w słowie jego nową znajduję odmianę;
Nie szemrzę na nią, ani chciwa jestem zysku,
Lecz bym nie rada widzieć dzieci tych w ucisku:
Kochali się z dzieciństwa, jakże bez litości
Czynisz wbrew córki swojej woli i skłonności?
Przymusem niechętnemu chcesz jej oddać rękę,
I ojciec, własnej córce chcesz zadawać mękę.
STAROSTA
Co za męka! wszak pójdzie za człeka młodego,
Człeka, co jest swym panem, człeka majętnego.
Wszedłem dawniej z waćpaństwem w niejakieś umowy
Lecz nie na pismie; wszak to było tylko słowy147.
Naówczas ich fortuna w lepszym była stanie,
Dziś ją zmniejszyło sprawy ostatniej przegranie;
A jak się reszta między trzech synów podzieli,
Pytam się, państwo młodzi z czegóż by żyć mieli?
PODKOMORZY
Ani mnie waćpan wstydzisz, ani też zasmucasz,
Kiedy mierność majątku mojego wyrzucasz:
Mierny jest, lecz za męstwo przodkom mym nadany,
Nie wydarty, ani też podłością zebrany.
Z cnotą oddam go synom; córkim jego życzył,
Nie dlatego, żeby z nią syn mój krocie liczył,
Ale żem sądził, iż z nią szczęśliwym żyć będzie.
STAROSTA
U waćpana maksymy w najpierwszym są względzie;
Co u mnie, to pieniądze.
WALERY
Jeśli o to chodzi,
Ach! wiem, że się Teresa na to ze mną zgodzi:
Wyrzekam się majątku, lecz żądam osoby;
Miłość, cnotliwa miłość ta poda sposoby,
Że przy zgodzie, przy pracy, i przy rządzie dbałym
Będziemy szczęśliwymi, przestając na małym.
Racz się waćpan dobrodziej prośbom mym nakłonić;
Nie chciej, u nóg twych proszę, szczęścia mego bronić:
Poświęcę życie moje, by jej stać się godnym,
By ci dowieść, że synem nie będę odrodnym.
STAROSTA
Gdybym nawet innego nie miał przedsięwzięcia,
Jakżebym mógł wziąć człeka takiego za zięcia,
Co w zdaniach swoich ze mną ustawnie148 jest sprzeczny?
Dobrodzieju! niepokój miałbym w domu wieczny.
Rząd nasz dawny ustawnie chciałbyś przeistaczać,
Przykłady Rzymian, Greków, Anglików przytaczać;
Na starość chciałbyś może uczyć mię tej sztuki,
Jakże się ona zowie? tej mądrej nauki
Co to wy teraz wszyscy tak bardzo chwalicie,
Lo...gi...ki...: oj żeby tak które moje dziecię,
Umieć miało logikę, zadałbym ja jemu;
A potem ciężko chybić słowu raz danemu,
Dla Szarmanckiego córka moja przyrzeczona;
Otóż z resztą kompanii nadchodzi ma żona.