SCENA VI

Teresa, Szarmancki

SZARMANCKI

wpada, nie postrzegając Teresy

Latać godzin kilka,

I jednego nie ruszyć zająca ni wilka,

To ostatnie nieszczęście.

postrzegając Teresę

Niech pani daruje.

Że się przed nią w zbryzganym fraku prezentuję!

Wraz stąd lecę, i włożę ciemny wigoniowy:

Oczy jej już mi słodzą niepomyślne łowy,

Ale biedny kasztanek!

TERESA

I cóż mu się stało?

SZARMANCKI

Nieszczęście: wzdłuż i w poprzek zbiegłem knieję całą.

Lecę przez pole i już wypadam na drogę,

Gdy wtem utkwił w zagonie i wywichnął nogę.

TERESA

Żałość waćpana równie jest słuszna jak szczera.

SZARMANCKI

Od pierwszego go w Anglii kupiłem pikiera.

Był to pierwszy koń w świecie, co nie ma przykładów,

Wygrał jeden po drugim dwadzieścia zakładów:

Ach, gdybym tu już serca nie uwięził mego,

Wraz bym leciał do Anglii szukać podobnego!

TERESA

W tak chwalebnym zamyśle nie mogę zgadywać,

Kto by tutaj waćpana śmiał dziś zatrzymywać.

SZARMANCKI

Zezwolić na to byłabyś waćpanna skłonną?

widząc, że Teresa patrzy nań z podziwieniem33

Waćpanna dobrodziejka lubisz jeśdzić konno?

TERESA

Jeszczem nie próbowała.

SZARMANCKI

W Anglii wszystkie panny,

Czy to na polowanie, czy na spacer ranny,

Inaczej jak na koniu nie wyjadą prawie.

Ja sam teraz na wiosnę bawiąc się w Warszawie,

Kasztelance jednego z koni moich dałem.

Jak ma siadać, jak jeździć, sam pokazywałem;

Zrazu ledwie wyjechać śmiała na ulice.

Teraz, ot tak wysokie sadzi kobylice34,

Wjeżdża na wszystkie progi i na wszystkie ganki.

TERESA

Tak śmiałej powinszować można wychowanki.

SZARMANCKI

Gdyby pani ofiarą nie wzgardziła sługi,

Cała ma stajnia na jej byłaby usługi,

Chciej tylko rozkazywać i dawać mi prawa.

TERESA

Wdzięczna waćpanu jestem, lecz taka zabawa,

Chociaż nie jest naganną, jednak mię nie łudzi.

SZARMANCKI

Co za rozkosz, ach! byłbym najszczęśliwszy z ludzi,

Gdybym się mógł znajdować przy niej bez ustanku,

Gdybym obok niej jadąc jasnego poranku,

Gdzie gwar ptasząt przyjemny, gdzie źródeł mruczenie

Mógł jej najżywsze moje malować płomienie,

I łzy moje mieszając z rosą niebios wonną...

TERESA

Waćpan widzę koniecznie chcesz się kochać konno.

Inna ofiarę jego przyjąć będzie zdolną,

Ja odchodzę.

Odsuwa krosienka i chce odchodzić, Szarmancki ją zatrzymuje

SZARMANCKI

Życzeniom bądź moim powolną,

Chciej mię słuchać; na silne przysięgam jej wdzięki,

Że jeśli mi nie zechcesz ubliżyć twej ręki35,

Będzie mojem staraniem, byś przez to zamęście,

Znalazła, czegoś warta, znalazła twe szczęście.

W każdym razie uprzedzać będę twe życzenie,

I prawem będzie dla mnie każde twe skinienie;

Nie będzie ci zbywało na żadnej zabawie,

Zimę i lato siedzieć będziemy w Warszawie.

Będziesz zawsze opływać we wszystkie dostatki,

Dom modnie meblowany, wieczerze, obiadki,

Będziesz przyjmować gości i onych odwiedzać.

Karpantie z Szodoarem będą się wyprzedzać

Który pierwszy z Paryża nowość jej sprowadzi,

Brać będziesz co jej tylko chęć i gust doradzi;

Nareszcie: żebyś nawet w meblach była wzorem,

Sklep Hampla i Rezlera będzie ci otworem.

Jeśli ten dowód mojej miłości jest słaby...

TERESA

Przyznaję, że ma w sobie łudzące powaby,

Lecz ja spokojne życie nad przepych przekładam,

I w modach i Warszawie szczęścia nie zakładam.

Kłaniam waćpanu.

Odchodzi