SCENA VII
Szarmancki i Starościna
STAROŚCINA
Quel ton69! po cóż tak krzyczał sposobem nieznośnym?
SZARMANCKI
Nie wiem, skąd mu się wzięło być ze mną zazdrosnym.
STAROŚCINA
C’est assez drôle70 prawdziwie; to on kochać umie?
SZARMANCKI
A skąd znowu? on tego wcale nie rozumie.
Jego rzecz mowy pisać, prawo zacytować,
Lecz tej tkliwej czułości nie umie pojmować,
Tych rzutów serc do siebie, tego rozrzewnienia.
STAROŚCINA
Tych łez słodkich, tych nocy bezsennie trawienia.
SZARMANCKI
Bezsennie? on noc całą chrapie jak zabity.
STAROŚCINA
Ach! bo mu serca ogień nie pali ukryty,
Ni okrutne suwniry71!
płacze
SZARMANCKI
Te łzy, te rozpacze,
Porzuć proszę, bo ja się prawdziwie rozpłaczę.
STAROŚCINA
Comme vous êtes bon, honnête72, jak masz duszę tkliwę,
Ty jeden cieszyć możesz serca nieszczęśliwe.
SZARMANCKI
Wszystkiego mi się zwierzyć możesz poufale,
Z dawna widzę, że smutek, ciężkie jakież żale,
Struły życie waćpani: ustawnieś stroskana.
STAROŚCINA
Twarz waćpana otwarta, dyskrecja tak znana,
Ufność we mnie wzbudzają; wszystko mu odkryję.
Widzisz w jakich supirach73 i tęsknocie żyję:
Une perte cruelle74, o Boże! w kwiecie mej młodości,
Kochałam Szambelana, cud doskonałości,
Quelle figure et quels talents75, jak cudnie walcował,
Jakie fraki, halsztuki, ach! jak się fryzował!
Ja, co zawsze nad względy miłość mą przekładam,
Mimo rodziców, chciałam z nim uciec od madam,
Złączyć się z mym Idolem... Kiedy Parki76 srogie,
Przecięły nożyczkami dni jego tak drogie.
płacze
SZARMANCKI
O żale! o rozpacze! o dniu nader smutny!
STAROŚCINA
Nie wiesz jeszcze przez jaki przypadek okrutny;
wyjmuje z kieszeni pulares77 atłasowy, i z niego papiery
Oto wierszopis jeden, znany z swej czułości,
Podał go rymy swemi do nieśmiertelności.
Ja nie mam siły sama mówić o tej zgubie.
SZARMANCKI
Przeczytam, bo ja bardzo smutne wiersze lubię.
Szarmancki czyta
Elegia na śmierć Szambelana
„Płaczcie, małe amorki! płaczcie, Alciony78!
Szambelan już nie żyje, Szambelan zgubiony,
A z nim zginęły wdzięki, młodość i rozkosze.
Uciszcie się Zefiry!... Zgon jego ja głoszę.”
STAROŚCINA
Jak to czule pisano... O gorzkie wspomnienie!
SZARMANCKI
czyta dalej
„Febus79 dnia tego mgliste rzucając promienie,
Ojciec wiecznej światłości, czynów naszych świadek,
Zapłakany przeglądał nieszczęsny przypadek.”
STAROŚCINA
Ach czemuś go nie przestrzegł, mieszkający w niebie,
O ty nielitościwy! o okrutny Febie!
SZARMANCKI
czyta dalej
„Gdy Szambelan do butów srebrne przypiął kolce,
I przed ganek zajechać kazał kariolce,
Wskoczył na powóz świetny, i wprędce podane,
Chwycił jak od niechcenia lejce srebrem tkane;
I bicz angielski, giętki, długi, trzaskający.
Tak podobny do bogów, w powozie stojący,
Przelatywał ulice wśród przepysznych gmachów,
Sięgając prawie głową latarni i dachów.
Leciał: bystre bieguny nieścignione okiem,
Okrywały go gęstym kurzawy obłokiem:
Zbiegały się do okna panny i mężatki,
Widzieć ten cel swych życzeń, widzieć ten cud rzadki;
Szczęśliwa! którą spostrzegł i uchylił głowy.
Już był biegu swojego dopełnił połowy,
Kiedy o ostry kamień koło rozpędzone,
Uderza, pęka, powóz schylony na stronę,
Wyrzuca Szambelana; pada i umiera...
Na próżno zbroczonego stangret z krwi obciera,
Już nie żył, taka była srogich bogów wola:
Amorki duszę jego w Elizejskie pola
Przeniósłszy, postawiły między Adonisem80,
Dydoną81, Eurydyką82 i pięknym Parysem83.
Równie świeży jak róża, żył tyle co ona,
O strato równie ciężka, jak nienagrodzona!
Nigdy więcej na świecie drugi nie powstanie,
Równie piękny młodzieniec jak ty, Szambelanie!
W cóż się teraz obrócą piękne twoje sprzączki,
Konie, fraki, łańcuszki i złote obrączki?
Ach, w cóż się twoja czuła kochanka obróci!
Smutek, żałość i rozpacz życia jej ukróci.
Fatalna kariolko, ja będę przeklinał,
Dzień nieszczęsny, gdzie Dangiel robić cię zaczynał.
Płaczcie, małe amorki, płaczcie, Alciony!
Szambelan już nie żyje, Szambelan zgubiony!» —
SZARMANCKI
z rozrzewnieniem
Ach, co za czułe wiersze! żal mi serce ściska,
I chociaż ten przypadek nie tyka mię z bliska,
Smutny będę przez tydzień.
STAROŚCINA
Ja zaś całe życie
W plętach84 i gorzkich żalach trawić będę skrycie.
O vous ombre cherie85!
płacze
SZARMANCKI
Czemuż nieba zagniewane,
Złączyć nie dozwoliły serca tak dobrane?
STAROŚCINA
Tą śmiercią omylona w najtkliwszym wyborze,
Le reste de mes jours86 chciałam przepędzić w klasztorze,
I zostać bernardynką. Rodziców rozkazy,
Nowe sercu mojemu przyczyniły razy,
Łącząc mię malgré moi87 z dziwacznym człowiekiem,
Co się nie zgadza ze mną ni gustem, ni wiekiem;
Który nawet wyrazów moich nie rozumie,
Co się attandryssować88 ni jęczeć nie umie:
I kiedy ja w najtkliwszem jestem rozkwileniu,
On przychodzi mi gadać o życie, jęczmieniu,
O fryjorze89 do Gdańska.
SZARMANCKI
A to rzecz nieznośna,
I cierpi na to dusza prawdziwie miłosna;
Delikatnej czułości waćpaniś jest wzorem,
Ach! czemuż Starościanka nie idzie jej torem?
STAROŚCINA
Jakże panna Teresa waćpana znajduje?
SZARMANCKI
Kocha mię, ale tego nie dość pokazuje.
Podkomorzyc90 ją także pono bałamuci.
STAROŚCINA
Bądź waćpan pewien, że się konkurencja skróci:
En vain91 Podkomorzyna krząta się i swata,
Córki naszej nie damy nigdy za sensata.
SZARMANCKI
Zamiast romansów, w których czułość i zabawa,
On by jej kazał czytać wolumina prawa.
STAROŚCINA
Zanudziłby ją na śmierć, tego nie ścierpimy,
I ja, i mąż mój nawet waćpana życzymy.
SZARMANCKI
klękając z zmyślonym zapałem
Wszechmocne nieba, coście dały jednę duszę,
Bym nieszczęsnej czułości ponosił katuszę,
Dajcie drugą bym znieść mógł rozkosz niepojętę!
STAROŚCINA
Ach! wszak to słowa z Nowej Heloizy92 wzięte!
Jak szczęśliwieś przytoczył. Takiego kochanka
En verité93 nie warta zimna Starościanka.
Mais bientôt94 ma tu nadejść mąż mój uprzykrzony,
Chcę z nim pomówić; waćpan bądź już zapewniony,
Że koniec położymy czułej jego męce,
Że Teresa już jego.
SZARMANCKI
W waćpani ja ręce,
Składam me losy, czucia i ogień ukryty.
Odchodzi