List C
Środa, jedenasta
Oceń moje nieszczęście: czułam śmiertelną niechęć do otworzenia listu; gdybym się nie lękała obrazić ciebie, byłam gotowa ci go odesłać. Coś mi mówiło, że ten list rozjątrzy mą męczarnię, a chciałam się oszczędzać. Ciągłe cierpienia fizyczne łamią moją duszę. Miałam znów gorączkę, nie zmrużyłam oka, nie mam już sił. Przez litość, przez miłosierdzie, nie dręcz już życia, które gaśnie i którego wszystkie chwile poświęcone są boleści i zgryzocie.
Nie oskarżam cię, nie wymagam nic, nic mi nie jesteś winien; w istocie bowiem nie miałam jednego drgnienia, jednego uczucia, na które bym się zgodziła, a kiedy miałam nieszczęście im ulec, wciąż nienawidziłam siłę czy słabość, która mnie ponosi. Widzisz tedy, że nie jesteś mi winien żadnej wdzięczności i że nie mam prawa czynić ci żadnej wymówki.
Bądź więc wolny, wróć do tego, co kochasz i co ci odpowiada więcej może, niż mniemasz; zostaw mnie mojej boleści, pozwól mi zająć się bez rozproszeń jedynym przedmiotem, który ubóstwiałam i którego wspomnienie droższe mi jest nad wszystko. Mój Boże, nie powinna bym go opłakiwać, powinnam była iść za nim! To ty każesz mi żyć i stajesz się sprawcą mąk istoty, którą boleść zżera i która resztkę sił obraca na wołanie śmierci.
Och! robisz dla mnie nadto i nie dosyć! Mówiłam ci przed tygodniem: czynisz mnie trudną, wymagającą; dając wszystko, chce się uzyskać coś bodaj. Ale jeszcze raz przebaczam ci i nie mam do ciebie nienawiści. Nie przez szlachetność przebaczam ci, nie przez dobroć nie nienawidzę cię: po prostu dusza moja jest znużona, umiera ze zmęczenia. Drogi mój, zostaw mnie, nie mów mi już, że mnie kochasz: ten balsam staje się trucizną, goisz i rozdzierasz na przemian mą ranę. Jak ty mnie dręczysz, jakże mi cięży życie, jak mimo to kocham ciebie i jak by mi ciężko było wnieść smutek w twą duszę! Och, zbyt jest podzielona, zbyt rozproszona, aby mogło w nią wniknąć prawdziwe szczęście. Pragniesz zatem widzieć mnie dziś wieczór. Więc dobrze, przyjdź. Poczciwy Condorcet został przy mnie, byłam nieżywa. Przetrzymałam twego posłańca, ponieważ Tenon80 mi przerwał. Znowu znalazł dziś gorączkę.
Do widzenia. Jest południe, pewno już cię nie ma w domu; i potem mnie łajesz, kiedy się lękam skutków twojego niedbalstwa i gorzej jeszcze.