List CLIX

Piątek, wpół do dwunastej wieczór, listopad 1775

Nie ma pana de Guibert, ale też nie ma i listu od niego. Bardzo mi pusto. Drogi mój, kocham cię, bez wątpienia, tysiąc razy więcej niż Berenice kochała Tytusa, ale na nieszczęście nie mogę w ten sam sposób użyć swego czasu; niepodobna mi go strawić wyłącznie na czekaniu.

Tak na przykład nadzieja oglądania ciebie dziś wieczór kazała mi zrobić zawód jednemu z przyjaciół; martwiłam się tym, oczekując cię, i w tej chwili mnie to niepokoi, nawet bowiem przyjaciele odstręczają się nader rychło. Każdy ma tyle zatrudnień i rozrywek, że trzeba wielkiej dobroci, aby mnie poświęcać wieczory!

Będziesz miał złe mniemanie o mnie: nie byłabym ani niespokojna, ani zgryziona, gdybym naraziła na zawód kogoś, kto mnie kocha; osoba ta ma dla mnie ten stopień przywiązania, który umie przebaczać i nie bierze odmowy za niechęć. Ale pan d’Anlezi nie jest w tym położeniu; skoro sobie powie kilka razy: nie ma sposobu jej widzieć, pogodzi się z tym i zrezygnuje. A jakże mogłam go przyjąć, skoro oczekiwałam ciebie? Liczba 3 nie okazała się szczęśliwa nawet w Trójcy świętej: to za wiele albo za mało. Tak więc morał tego jest, abyś mi nie kazał dzielić swoich wątpliwości; dręczą mą duszę i uczyniłyby wieczory moje zbyt samotnymi.

Czy wiesz, że spędziłam trzy godziny bardzo niespokojna o stan pana de Saint-Germain? Mówiono, że jest z nim źle, że obawiają się zapalenia płuc; ta myśl przyprawiała mnie o drżenie. „Czy nad Francją wiszą same przekleństwa?” — mówiłam sobie. A potem ty, twoja przyszłość, wszystko to dręczyło mnie i — milczałam. Około siódmej oznajmiono mi ładną kobietę. Siadła koło mnie. „Ma pani może wiadomości o panu de Saint-Germain?” — „Owszem, mam, miałam o siódmej rano, były bardzo pomyślne; ale nakazałam w domu, aby mi przyniesiono tutaj biuletyn z godziny piątej, który mam dostać o ósmej”.

Piękna pani uspokoiła mnie zupełnie; nie potrzebowałam już jej listu, który wszelako przyszedł, jak zapowiedziała: datowany był z pokoju pana de Saint-Germain i tak uspokajający, że jestem pewna, iż mogłeś z nim pracować. Mój Boże, chciałabym tego, kiedy bowiem w istocie nie jest ktoś ministrem, mało jest rzeczy dających odszkodowanie za utratę wolności. Można uczynić to poświęcenie jedynie dla fortuny i miłości i, zaprawdę, słusznie: na myśl o łańcuchu, choćby złotym, wzdraga się moja dusza.

Dobranoc. Cierpiałam, znam już tylko cierpienie, a mimo to powiadasz, że trzeba kochać życie. To mi się nie wydaje bardzo konsekwentne.

Sobota, jedenasta rano

Otrzymałam twój list. Dziękuję, że mnie nie zostawiłeś długo w niepewności. Nie jestem jeszcze pewna twego powrotu... bardzo miękko mówisz, że odwiedzisz mnie dzisiaj. Na ogół bilecik trochę chłodny, ale jest objawem dobroci i pamięci: toteż powinnam być zeń rada.

Do widzenia, miły mój. Prześlę ten list do ciebie do domu, abyś go miał za powrotem. Mam nadzieję, że jeśli cię nie ujrzę dziś wieczór, będę miała wiadomość jutro wczesnym rankiem. Napisz zaraz po wstaniu lub nim się położysz.