List CLXII

Środa, jedenasta wieczór

Zastanawiałam się nad tym; jeżeli nie jesteś szczęśliwy, bardzo szczęśliwy, widocznie chyba szczęście nie istnieje, nie ma nic podobnego w naturze; jesteś bowiem najdokładniej, jakby umyślnie, stworzony, aby mieć wiele przyjemności, a mało cierpień. Wszystko ci się obraca na korzyść: twoje wady, przymioty, wrażliwość twoja, lekkość. Masz zachcenia, a nie masz namiętności; masz duszę, a nie masz charakteru. Słowem, zdaje się, że natura umyślnie wystudiowała najodpowiedniejsze kombinacje, aby cię uczynić szczęśliwym i uczynić cię miłym. Spytasz, z powodu czego to mówię? Ha! jeżeli się nie domyślisz, uważaj, że bredzę, a na sto razy trafisz dziewięćdziesiąt dziewięć.

Mój przyjacielu; nie spodziewałam się ciebie dziś wieczór; mimo to z trudem wydarłam się z domu o dziesiątej, aby spędzić godzinę z panem Anlezi u pana de Chamans, o którego byłam niespokojna.

Kiedy cię zobaczę? Ile cię zobaczę? Czy będziesz miał siłę odmawiać mi trzy dni z rzędu, ty, który jesteś tak łatwy ze wszystkimi! Pomyśl, że to są trzy dni wzięte z całego twego życia, ze związków, które będą trwały zawsze; moje zaś życie będzie takie krótkie, nasze więzy są tak nikłe! Och, Boże, myślałam, że już pękły! Trwałe, dobrze ugruntowane między nami jest tylko nieszczęście; podpisałeś jego wyrok kosztem własnej swobody i kosztem spokoju wszystkich dni, jakie mi zostały do życia.

Bądź zdrów. Powiedz sobie, że skoro mnie skazałeś, nic mi nie byłeś winien; bądź okrutny, jeżeli masz odwagę, bądź szlachetny, jeżeli możesz. Słowem, zadaj mi ostateczny cios, abym cię jeszcze błogosławiła i kochała.

Hrabia de Crillon chciał cię prosić na obiad w piątek lub w niedzielę; bawi na wsi do jutra.

Powiedz mi, obecnie, kiedy wszystkie twoje pragnienia, wszystkie upodobania są zaspokojone, do kogo mają należeć chwile, które ci zostały? Proszę cię jedynie, abyś ich nie wyrzucał przez okno.

Moje listy, nie zapominaj.

Nie dostałam papierów, których pani Geoffrin oczekuje z niecierpliwością; odeślij mi je zaraz, proszę o to.