List CLXIII
Niedziela, o szóstej
Wszystko, co zechcesz, ale przydomek niesprawiedliwa nie jest na miejscu. Nie uwierzę nigdy, aby było niesprawiedliwym żalić się, skoro ktoś otrzymał uderzenie maczugą, od którego umiera, nie wyzionąwszy ducha wprost pod ciosem. Tak samo nie uwierzę, aby było niesprawiedliwością czuć się zranionym i zelżonym, kiedy ktoś nam mówi, bez najmniejszej potrzeby, szczegóły i fakta upokarzające dla tego, do kogo je mówi, a które powinny być co najmniej kłopotliwe dla tego, kto ich udziela, gdyby posiadał trochę, nie mówię już serca, ale przyzwoitości i delikatności.
Po tym wyjaśnieniu nie powiadaj już, że jestem niesprawiedliwa, bo to nieprawda; powiedz, że jestem nieszczęśliwa, powiedz, że żyję i że umrę z bólu, który mi zadałeś. Oto prawda, a ujrzysz, że fakty nie omieszkały jej potwierdzić.
Co do momentu, który wybieram na swoje żale, nie wybieram go, ponieważ zawsze postanawiam nie pokazać ci, co mnie rani; to byłaby jedyna szlachetna i rozsądna droga, ale bywają chwile, iż cierpienie silniejsze jest ode mnie; jestem słaba, ulegam i łamię się pod brzemieniem. Wreszcie cóż ci powiem? Nie oskarżam cię, ale też nie usprawiedliwiam siebie, na honor bowiem, sumienie nic mi nie wyrzuca, przynajmniej odnośnie do ciebie; ale się czuję bardzo winna i okrutnie też ukarana.
Dziękuję za troskliwość, którą mi okazujesz; kaszlę bez pamięci, cierpiałam bardzo i czuję się śmiertelnie znużona dzisiejszym dniem. Jest u mnie ktoś, kto czeka, kto mówi, że piszę bardzo długo, a z pewnością do osoby, której mój list zrobi mniej przyjemności niż moja rozmowa zrobiłaby temu komuś. To wielka prawda, z pewnością, ale chciałam ci odpowiedzieć, mimo że mam niezbite dowody, że nigdy nie czytasz listu ode mnie w całości.