List CLXVI

Niedziela, siódma, grudzień 1775

Owszem, odpiszę słówko, ale tylko słówko; mam gości. Ty składasz wizyty, to bardzo zajmujące, trzeba przyznać. Ach, gdyby się kochało, jak by to wszystko było płaskie. Ale wszystko jest dobrze, kiedy wszystko jest źle.

Co się tyczy mieszkania, mam czas do namysłu jedynie do środy rano: toteż uprzejmość twoja i starania mają tylko ten termin.

Wychodzę jutro dopiero o dziewiątej wieczór, obiad jem w domu. Nie widziałam barona; zamiast tego spędziłam półtorej godziny u wezgłowia uroczej istoty; pomyśl, jaki urok musi mieć dla mnie, skoro sam na sam mi nie cięży. Musiałeś się przekonać, że niepodobieństwem mi jest kłamać. Co się tyczy zachowania czyjegoś sekretu, wydaje mi się niemożliwym czynić inaczej; wiem, że często w świecie chybia się moralności, ale to raczej przez nieuwagę albo z interesu; tutaj to by znaczyło robić źle bez żadnej korzyści. Dobranoc. W ostatnim tygodniu mogłam jeść obiad z tobą trzy razy; nie chciałeś. Mogłam cię widzieć co dzień; ambasador, pp. de Schomberg, d’Anlezi, etc. mieszkają równie daleko jak ty; ale nie mają tylu rzeczy ani osób na głowie; nie mają kajdan, które by sami wybrali, wskutek czego odkładają je często; zapewne mają słuszność, a ty ją masz także.

Pamiętajże wpisać wszystkich, którzy się zgłosili na wtorkową próbę; dodaj jeszcze baronostwo de Boeuil.

Och, Boże, nie zaprzątaj się już moim zdrowiem. Troskliwość twoja wzrusza mnie, ale lękam się, że ci przyniesie zgryzoty.