List CLXXXVIII
Dziesiąta wieczór, poniedziałek, kwiecień 1776
Mój przyjacielu, widziałeś mnie bardzo słabą, bardzo nieszczęśliwą; zazwyczaj obecność twoja zawiesza me cierpienia i tamuje łzy: dzisiaj upadałam i nie wiem, czy dusza czy ciało bardziej mi dolega. To usposobienie jest tak głębokie, że odsunęłam przed chwilą pociechy przyjaźni, wolałam być sama, napisać do ciebie słówko i położyć się; przełożyłam to nad słodycz skarżenia się i świadomości, że ktoś podziela mą boleść.
Przypomniałam sobie, powiedziałeś mi, że rad zostajesz w domu we wtorki i czwartki. Dobroć kazała ci zapomnieć o tym, ale zwracam ci słowo. Mój przyjacielu, nigdy mniej nie pragnęłam, abyś czynił dla mnie poświęcenia: niestety! widzisz, czy jestem w stanie kosztować czegokolwiek! Krzyczę ci tylko: nie rozdzieraj mej rany! Oto, do czego ograniczają się wszystkie me pragnienia. Zdaje mi się, że gdybyś chciał, twoje jazdy do Wersalu byłyby mniej częste. Mój przyjacielu, jeżeli cię zobaczę jutro, przynieś mi resztę swej podróży, moje listy i niebieską broszurę. Jeżeli masz ją pod ręką, daj lokajczykowi.
Drogi mój, podtrzymuj mnie, ale nie cierp, to by bowiem stało się mą najdotkliwszą zgryzotą.
Powtarzam ci poczciwie, po prostu, nie odbieraj jutrzejszego wieczoru rodzinie.
Jutro jest Wtorek.