List CXLIX
Czwartek, szósta wieczór, 26 października 1775
Będziesz miał słówko jutro rano. Otrzymałam twój list; to pierwszy jaki mnie doszedł nazajutrz po dacie wysłania. Zazwyczaj dostaję je dopiero na trzeci dzień; ale, jak powiadasz, trzeba się nagiąć do tego postępowania, ty bowiem go nie zmienisz. Ale też nie powinieneś się dziwić zbytnio, że w ustawnej niepewności tego, co robisz i gdzie się znajdujesz, nie można być zawsze równie punktualną. Pisałam do ciebie wczoraj, to znaczy we wtorek wieczór, przez kuriera pana Turgot; prosiłam pana de Vaines, aby ci przesłał list i zdaje się, że czytałeś go wówczas, kiedy pisałeś do mnie.
Mówisz mi to, co potrzebowałam usłyszeć; wytrwaj w tym dobrym usposobieniu. Zdaje mi się, że godność i rozsądek powinny cię w nim utrzymać. Bardzo to dobrze, jeżeli w istocie potrafisz nie być ambitnym, ależ nie trzeba bodaj sobie robić opinii człowieka ciskającego się i niespokojnego, który nie może znieść niczego, co jest ponad nim. Mój przyjacielu, trzeba, abyś był sobą, a wówczas będzie jak najlepiej. Zasypałam cię radami najbardziej pospolitymi, morałem najtrywialniejszym w świecie; ale bo też niekiedy trzeba cię sprowadzić na udeptaną drogę.
Boże, czyś ty oszalał, pytać nowin o mnie u hrabiego de Crillon? On będzie wiedział o mnie już tylko jedną rzecz: moją śmierć; wszystko inne jest dlań tak, jakby się działo w Chinach. Wie, że kocha żonę, czuje, że jest bogaty i oto, przysięgam ci, dwie strony jego egzystencji, z których wyrwie go zaiste aż życie wieczne.
Nie, nie miewam się dobrze, mam spazmatyczny kaszel, który nie zostawia mi ani chwili spoczynku.
Nie odpowiadam ci co do pana de Saint-Germain; mam go już wyżej głowy. Mój drogi, wszystko czego pragnę, to abyś sam nie stwarzał sobie przeszkód; to pewna, że to jest człowiek z wartością i niemałą. Ma dla ciebie przyjaźń: dlaczegóż chciałbyś, jak powiada pretensjonalnie p. de Saint-Marc, wsypać sto kijów swojej gwieździe? Bądź zdrów. Ale czy to szczera prawda, potrzebujesz, abym cię kochała? To nie dowodzi, abyś miał tkliwe serce, dowodzi tylko, że jesteś żarłoczny i nienasycony. Napiszę do ciebie kurierem pana Turgot; poślij po list do pana de Vaines jutro, w piątek, około szóstej. Ale, na miłość boską, ty napisz do mnie przed dziewiątą wieczór; poczta odchodzi o tej godzinie, a gdybyś wiedział, jak smutno jest otrzymać list w trzy dni od daty, wówczas gdy się jest o czternaście mil! To zwiastuje tyle obojętności, tyle niedbania.
Miałam dziś rano o dziewiątej list z wczoraj wieczór o tej samej godzinie, i tak co dzień. Daremnie byś mówił: pamięć, starania, dowodzą jednak czegoś. Pokój mój pełny jest ludzi, wśród nich nawet dwie osoby, które bardzo lubię.