List CXXXIV

Niedziela o ósmej, sierpień 1775

Drogi mój, to ja. Potrzebuję zająć przez minutę twą myśl, a ty nie poświęciłbyś mi jej z własnego popędu. Ile bilecików, ile osób żąda ciebie, czeka na ciebie! Chcę przebić się przez tłum, nie chcę się tłoczyć; czy mnie w nim zostawisz, drogi mój? Nie, wiesz dobrze, że ja nie jestem jak wszyscy; nienawidzę, kocham, sądzę cię na swój sposób. Twoje powodzenia, błędy, wady, zbrodnie, znam wszystko, nikt tego tak nie czuje jak ja, a mimo to kocham cię mniej, niż kochałam. Żal mi tego niekiedy; częściej martwię się, że kocham nadto. Drogi mój, chcę cię widzieć jutro: tyle chciałam ci donieść i to też, że mamy wiadomości od pana de Saint-Chamans, nie dobrze wprawdzie, ale lepsze to, niż nic nie mieć. Miły mój, chcę wiedzieć, jak się miewa twój palec; chcę wiedzieć, czy... zgadnij i odpowiedz.

Loża dla p. de Lavalette. A Pochwała Katinata? Nie chcesz tedy, abym widziała Hetmana99? Mój Boże, ileż ty przyjemności zabiłeś! Jeszcze trochę, a będziemy szczęśliwi jak umarli. Amen.

Mój przyjacielu, pragnęłabym, abyś pomyślał raz, ale między północą a siódmą rano, o najnieszczęśliwszej istocie, jaka żyje na świecie i która znajduje się w otchłani rozpaczy przez tego, kogo kocha.