List CXXXV

Środa, o dziesiątej, sierpień 1775

To nie ambicja ani duma odtrąca twoje przebaczenie; to najbardziej tkliwe uczucie, które mnie upewnia, że nie mogłam cię obrazić. Pomyśl, iż gdybym — rzecz nie do pomyślenia — miała kiedy stracić szacunek dla ciebie, musiałabym wzgardzić sobą na zawsze. Licz tedy nie na swoje cnoty, nie na mą sprawiedliwość, ale na wszystkie rodzaje miłości, jakie istnieją. Gdybym cię nawet nienawidziła, szacowałabym cię jeszcze; słowem, nie waż się podawać w wątpliwość mego szacunku; to najsilniejsze z mych uczuć: stapia w sobie wszystkie i usprawiedliwiałoby je, gdyby były do usprawiedliwienia.

W chwili gdy mnie najbardziej zraniłeś, kiedy wyrzekałam się ciebie, ulegałam jeszcze temu uczuciu; ze wszystkich bowiem listów, jakie pisałam do ciebie, nie ma ani jednego, w którym moje nieszczęście, moje błędy, słabość, zbrodnia, wyraziłyby się, ogłosiły i oskarżały z większą prostotą i szczerością niż w liście, który przytaczasz. Jeżeli to nie jest wyznanie wiary mego szacunku, ufności i wiary w twą uczciwość, podyktuj mi inne, a podpiszę je własną krwią. Nie starałeś się mnie widzieć, ponieważ dzień ma tylko dwanaście godzin i ponieważ był szczelnie wypełniony sprawami i przyjemnościami, które są i powinny ci być droższe niż moje nieszczęście. Nie upominam się o nic, nie żądam niczego i powiadam sobie bez przerwy, że źródło mego szczęścia, słodyczy zgubiło się na zawsze; bądź zdrów.

Nie, nie pójdę na Hetmana; nie umiem już ocenić ani kosztować podobnych przyjemności; będę brała najżywszy udział w twoich tryumfach i będę z nich dumna.