List XL

Czwartek, jedenasta wieczór

Nie miałam wiadomości od ciebie; nie spodziewałam się ich zgoła, a mimo to czekałam. Och, Boże, jak ty możesz mówić, że boleść nie mieszka już w mojej duszy? Umierałam wczoraj z bólu; miałam atak rozpaczy, który wtrącił mnie w konwulsje trwające cztery godziny. Drogi mój, chcesz wiedzieć całą prawdę? otóż, kiedy cię widzę, kocham cię do szaleństwa, do tego stopnia, iż jestem przeświadczona, że nigdy lepiej nie kochałam; ale trzeba mi ciebie, aby cię kochać: cała reszta życia upływa na wspominkach, żalach i opłakiwaniu. Owszem, jedź, powiedz mi, że kochasz inną; pragnę, chcę tego. Cierpienie moje jest tak głębokie, tak rozdzierające, że ulgi na nie spodziewam się już tylko w śmierci: ulga, którą ty mi przynosisz, działa jak opium; usypia moje cierpienia, ale ich nie leczy; przeciwnie, czuję się tym słabsza i tym wrażliwsza. Masz słuszność, nie jestem już zdolna kochać, umiem już tylko cierpieć. Miałam nadzieję w tobie, oddałam się jej, sądziłam, że rozkosz kochania ciebie uśmierzy moje nieszczęście. Niestety! próżno przed nim uchodzę, woła mnie bez przerwy, ciągnie mnie, ukazuje tylko jeden środek. Nie mów mi o rozrywkach, towarzystwie, jest mi ono już tylko nieznośnym przymusem. Gdybym mogła skłonić pana d’Alembert, aby mnie opuścił, nie widywałabym nikogo. W jaki sposób może pan mniemać, iż gra inteligencji silniej zdolna jest do mnie przemówić niż urok, niż pociechy przyjaźni? Mam przyjaciół najgodniejszych, tkliwych, zacnych: każdy, na swój sposób i wedle swego tonu, chciałby wniknąć do mej duszy; wzrusza mnie tyle dobroci, ale nie broni mi czuć się nieszczęśliwą. Ty jeden, drogi, możesz mi dać nie szczęście, ale rozkosz. Cóż za złowroga trucizna, rozkosz! każe mi trwać przy życiu, wołając równocześnie śmierci. Ale czemu zależało ci trochę na tym, abym pokochała? Nie potrzebowałeś tego; wiedziałeś dobrze, że nie możesz mi odwzajemnić; czyżbyś sobie uczynił zabawkę z mej rozpaczy? Wypełń tedy mą duszę albo nie dręcz jej już; spraw, bym cię kochała zawsze lub abym cię nie była kochała nigdy; słowem, zrób to, co niemożliwe, ukój mnie albo umieram. Ale, mój przyjacielu:

w zapomnienia czeluści głębokiej

Tej strasznej tajemnicy niech utoną mroki.

A w tej chwili oto, co czynisz? Wnosisz zamęt w duszę, którą czas ukoił: rzucasz mnie na pastwę boleści, a zarazem każesz pani de M[ontsauge] lękać się, że cię straciła. Czyż nie można by ci powiedzieć:

Znajdź sekrety, by łamać i udręczać dusze.

Ha! gdybyś miał tkliwe serce i gdybyś miał czas posłuchać głosu cnoty, trzeba by z tobą współczuć, poznałbyś wyrzuty. Ale jeżeli serce twoje nie może się ustalić, poświęć się bodaj swemu talentowi: zajmij się, pracuj; jeżeli bowiem będziesz trwał w tym rozproszonym, bezładnym życiu, lękam się, iż pewnego dnia będziesz zmuszony powiedzieć:

...głód sławy wyczerpał mą duszę.

Sobota wieczór

Dopiero dziś rano dostałam wiadomość od pana i nie wiem, którędy ani jak doszła do mnie, bo nie pocztą. Uważaj mnie, jeżeli chcesz, za szaloną, niesprawiedliwą, słowem, co się panu podoba; ale to nie przeszkodzi mi powiedzieć panu, iż nie sądzę, bym w życiu doznała bardziej przykrego, poniżającego wrażenia niż owo, które sprawił na mnie twój list. Z tą samą szczerością powiem panu, że rodzaj cierpienia, które mi pan zadał, nie zasługuje, aby się nim interesować: zdaje mi się bowiem, że to moja miłość własna cierpiała, ale w sposób zupełnie dla mnie nowy. Uczułam się tak upokorzona, tak przybita, iż mogłam komuś dać straszliwe prawo mówienia mi tego, co przeczytałam, i to mówienia tak po prostu, iż musiałam stąd wyciągnąć wniosek, że pisząc, dałeś jedynie upust swej duszy, nie podejrzewając nawet, iż mnie śmiertelnie obrażasz. Och! jakżeś ty strasznie pomścił pana de Mora! jak okrutnie mnie karzesz za szał, za obłąkanie, które mnie pchnęły ku tobie! jakże się nimi brzydzę! Nie będę wchodziła w szczegóły; nie posiada pan na tyle dobroci ani delikatności, aby dusza moja mogła się zniżyć do skargi. Moje serce, ambicja, wszystko, co mnie ożywia, co daje mi czuć, myśleć, oddychać, słowem, wszystko, co jest we mnie, czuje się oburzone, zranione i dotknięte na zawsze. Wrócił mi pan dość siły, nie aby znieść swoje nieszczęście — wydaje mi się większe i bardziej miażdżące niż kiedykolwiek — ale aby mi dać pewność, iż nie mogę już zaznać męki ani nieszczęścia przez pana. Osądź i bezmiar mej zbrodni, i wielkość mej straty: czuję, i boleść moja nie zwodzi mnie, że gdyby pan de Mora żył i gdyby mógł czytać pański list, przebaczyłby mi, pocieszyłby mnie, a pana by zań znienawidził. Och! mój Boże, zostaw mi pan swoje wyrzuty, są mi tysiąc razy droższe niż to, co pan nazywa swoim uczuciem: jest mi wstrętne; wyraz jego równy jest wzgardzie, a dusza moja odtrąca je z taką grozą, iż to mnie upewnia, że jeszcze jest godna cnoty.

W jaki sposób pan śmiał, w jaki sposób mogłeś się zdobyć na skreślenie tych liter, które gdyby podpadły innym oczom, zniesławiłyby mnie i zgubiły na zawsze! Jeżeli to jest wyraz tego, co o mnie myślisz i co dla mnie czujesz, bądź przynajmniej pewny, że nie będę na tyle podłą, aby się usprawiedliwiać i błagać łaski; gdybyś nawet miał myśleć, że wymierzyłeś mi jedynie sprawiedliwość, wolę raczej zostawić panu to mniemanie, niż wdawać się w wyjaśnienia. Zatem rzecz postanowiona; bądź ze mną takim, jakim możesz, jak zechcesz; co do mnie, będę taką, jaką powinnam była zawsze być, i gdybyś nie zostawił wyrzutów w mej duszy, miałabym nadzieję rychło pana zapomnieć. Czuję to, rany miłości własnej oziębiają duszę. Nie byłam przyzwyczajona do takiego obejścia, do takiego połączenia okrucieństwa z lekceważeniem; prawda też, iż nie byłam występną: przypomnienie to sprawia, iż wydaje mi się pan mniej winny, ale nie zyskujesz tym samym na szlachetności.

Nie wiem, czemu pozwoliłam panu odczytać wszystko to, co napisałam do pana przed otrzymaniem jego listu; ujrzysz w tym całą mą słabość, ale nie dopatrzysz się całego nieszczęścia. Nie spodziewałam się od pana niczego, nie chciałam pociechy; po cóż się tedy skarżyć? Ha! po co? Dlatego, że chory, mimo iż skazany na śmierć, oczekuje jeszcze lekarza, oczy jego wpijają się jeszcze w jego oczy, aby w nich szukać pociechy; dlatego, że ostatnim wybuchem duszy jest krzyk. Oto wytłumaczenie mej niekonsekwencji, szaleństwa, słabości. Jakże jestem ukarana! Gdyby mi się zdarzyło powziąć myśl zdolną obrazić uczucie, które miał dla mnie pan de Mora, odczytałabym pański list; upokorzenie stałoby się pokutą mej zbrodni. Zwróć mi pan to pismo i miej na tyle honoru, aby wziąć sobie za zasadę wiersz z Fedry, który przytoczyłam.