List XXXIX
Wtorek
Rozstałam się z tobą wczoraj wieczór, ponieważ bałam się znużyć cię, mówiąc tak długo o sobie. Jesteś mi tak przytomny, iż dręczyło mnie wręcz to, że mi nie przerywasz. Ale słuchaj mnie dzisiaj, dziś chcę ci mówić o tobie. Przede wszystkim, wierzaj, proszę, nie mam zamiaru czynić ci wymówek: nie przyznaję sobie prawa do nich, za nic nie chciałabym zresztą zrazić cię do siebie. Żyję tak bardzo tobą, iż wskutek tego dręczę się tysiącem rzeczy, które dla ciebie nie mają znaczenia. Trzeba kochać, aby odczuwać zło wyrządzane tym, którzy nas kochają. Ale wstępy są nudne, przejdźmy do faktów. Mój przyjacielu, chciałeś ukryć przede mną swoją podróż; jeżeli przedmiotem jej był tylko obowiązek grzeczności, czemu lękałeś się mówić o niej? A jeżeli ta podróż ma zranić moje serce, czemu ją podejmujesz? Jeżeli nie masz obowiązku kochać mnie, masz wobec samego siebie obowiązek być uczciwym i nie oszukiwać. Nigdy nie czuję w tobie oddania i ufności: zdawałoby się, że to, co mi mówisz, wyrywa ci się na wpół mimo woli. Wyjechałeś wczoraj i nie mogłam się dowiedzieć, gdzie będziesz nocował; nie wiem, gdzie jesteś, nie znam ani ciebie, ani twoich postępków48. Powiedz, czy to jest postępowanie najprostszej przyjaźni? I czy sądzisz, że nie dotknęło mnie boleśnie to, iż mając mnie opuścić dziś na cztery miesiące, nie chciałeś mi poświęcić ostatniego wieczoru, który miałeś spędzić w Paryżu? Gdybyś mnie kochał, widziałbyś ból, który mi zadajesz, kiedy mi powiedziałeś w sobotę, iż nazajutrz wybierasz się do pani d’Arcambal. Nie umiałam odpowiedzieć słowa, ale cierpiałam.
To nie wszystko, chcę ci powiedzieć jeszcze, co mam na sercu; tobie to nie zada bólu, a mnie przyniesie ulgę... Stawiasz mi przed oczy — niby jakąś zasługę — wszystko, czego nie czynisz dla pani de Montsauge; powiedz, czy to sprawiedliwie? Zapomniałeś tedy, żeś mi powiedział po dwadzieścia razy w zeszłym roku, że wyrzucasz sobie wszystko, coś czynił dla niej, byłeś najbardziej zdecydowany zerwać z nią zupełnie, nie widywać jej? Przypominam sobie, iż zwalczałam to postanowienie, a wówczas wiesz dobrze, że nie oczekiwałam szczęścia od ciebie; wiesz także, iż mimo zmiany okoliczności nie zmieniłam mego stanowiska. Czy rzekłam kiedy słowo, aby cię odwrócić od tego stosunku? Czy starałam się oziębić cię, oddalić od niej? Bez wątpienia uczyniłam tylko to, com powinna, ale też czy nie jest brakiem delikatności żądać ode mnie wdzięczności za to, iż podział nie jest absolutnie równy? Mój przyjacielu, istnieje między nami ta różnica: ona cię kochała, a ja cię kocham. Wobec tego nie ma mowy o poświęcaniu.