List XLIV
Poniedziałek, jedenasta wieczór
Rozmawiałam właśnie o panu, o pańskich sprawach, z panem d’Alembert; otóż przyszło mi do głowy uczynić panu szaloną propozycję: i właśnie dlatego nie tracę nadziei, że się pan na nią zgodzi. Niech pan się wybierze jutro ze mną na wieś; przepełni pan szczęściem panią Le Droit, a wie pan, że to co mówię, to nie czcza forma. Jeżeli pan jest zajęty wieczór, wrócimy dość wcześnie, aby pan nie chybił ani swoim przyjemnościom, ani przyjemności osób, które pana oczekują. Słowem, niech się pan rozpatrzy, czy możesz się wyrwać swoim sprawom, kłopotom, rozrywkom, schadzkom, operze, wizytom, pustce, próżni, słowem temu mnóstwu ważnych rzeczy, którym poświęcasz życie. Zwłaszcza (bez wątpienia zbyteczne i zarozumiałe zastrzeżenie), niech pan dla mnie nie robi poświęceń; to ja, przeciwnie, gotowam uczynić wszystkie. Jeśli pan odmówi, zaręczam, iż nie zdziwię się, ani pogniewam. Jest zupełnie naturalne, iż w wigilię wyjazdu wszystkie pańskie chwile mogą być zajęte; ale przynajmniej nie trwoń tych, które miałeś zamiar mnie poświęcić. Zwracam panu jutrzejszy wieczór; położę się za powrotem. We środę przyrzekłam spędzić wieczór w Ménilmontant; jeśli nie będę nadto cierpiąca, pojadę. Wymówiłam się dziś po obiedzie, ponieważ byłam bardzo cierpiąca, pojmuje pan bowiem, że nie mogłam mieć nadziei widzenia pana. Bardzo uprzejmie z pana strony, iż darowałeś mi tych kilka chwil, nie spodziewałam się ich i dziękuję po tysiąc razy, z szczerego serca, upewniam. Jeżeli mi pan ofiaruje dzień jutrzejszy, trzeba być u mnie przed południem; jeżeli, przeciwnie, ja go panu ofiaruję, niech pan nie przychodzi wcale; wstaję późno, spieszyłabym się z ubieraniem i miałabym tylko żal, że nie mogę z panem rozmawiać; ale we środę będę szczęśliwsza, skoro pan nie wyjeżdża. Proszę bardzo o odpowiedź.