List XXXIV

Wtorek, luty 1776

Odprawiam pana de la Rochefoucauld, aby ci odpisać. Twoja dobroć, to żywe zainteresowanie wzrusza mnie niezmiernie, ale jeżeli uczucie, które masz dla mnie, jest ci przykre i bolesne, trzeba mi życzyć, aby ostygło, strasznym bowiem byłoby dla mnie wiedzieć, że cierpisz. Ha! obojgu nam trzeba mieć jeden i ten sam żal; dzień, który sprowadził nasze spotkanie, był to dzień bardzo złowrogi; czemuż nie umarłam w wilię!

Dzisiejszy dzień wypełniły mi boleści i, co bardziej niezwykłe, przygnębienie takie, jak nie wyobrażałam sobie, aby się mogło kojarzyć z równie żywym cierpieniem.

Jakąż bolesną przyjemność odczułam, oglądając panią Geoffrin! Jak mnie zasmuciła! Ujrzałam, iż jej koniec bliższy od mojego; nie byłam zdolna opanować łez. Ha! moje przywiązania są silniejsze, mają korzenie wprost w sercu. Zdawałoby się, że powinnam mieć już tylko jeden ból i jeden żal, a mimo to odnajduję często w duszy cały splot przywiązań i trosk, które mnie rozdzierają.

Mój Boże, jeżeli nadal będziesz się przejmował mymi cierpieniami, sprawisz, iż trwanie ich wyda mi się nie do zniesienia! Znam cię dobrze, mój przyjacielu; agonia moja będzie dla ciebie męczarnią, śmierć ulgą. Ruchliwość twoich myśli ręczy mi, iż jesteś na zawsze bezpieczny od wielkich nieszczęść. Och, mój Boże, tym lepiej, błogosławię niebo za ciebie.

Jutro twój czwartek, nie zapomnij. Nie wiem, co mówię, to dopiero środa. Przyjdź tedy, drogi mój, jeżeli masz odwagę i dobroć, trzeba ich bowiem, aby znieść widowisko cierpień i zniechęcenia.

Dobranoc. Położę się do łóżka, z którego bym powinna już nie wstać.