SCENA DZIESIĄTA
FANTAZY i DIANA sami.
DIANA
Chce Pan herbaty?
FANTAZY
Nie.
DIANA
Chce Pan odwiedzić
Moją ptaszkarnię?
FANTAZY
Nie — pozwól mi Pani
Przy samowarze tym, co zaczął cedzić
Ukrop — pozwól mi z Plutona otchłani
Wydobyć słowo, które na cmentarzu
Żywych jest, jako trupia głowa w kwiatach.
DIANA
Pan mówi?
FANTAZY
Prosto mówię — o mariażu.
DIANA
Ha!
FANTAZY
Czy mam klęknąć?
DIANA
W tych namiętnych światach,
W których Pan żyjesz, klękanie nie w modzie.
FANTAZY
Zaprawdę — trochę już się zestarzało.
DIANA
Więc...
FANTAZY
Więc, hrabianko?...
DIANA
W słowach tych na spodzie
Jest oświadczenie...
FANTAZY
Cukier...
DIANA
To za śmiało,
Mój Panie Hrabio! Wcale po kupiecku
Zbliżyłeś się Pan po towar. Gdzież łokieć?
I gdzie są szalki? — Szlacheckiemu dziecku
Bóg dał — patrz, hrabio — nawet ten paznokieć
U palca, jako rubin gdzieś obmyty
Krwią przodków, a gdzieś wzięty na Wezyrze!
Me łzy — patrz, są jak perły Amfitryty,
Bom obrażona we łzach. — W tym szafirze
Oka mojego znajdziesz niby mętne
Łzami rodowych myśli zdrojowisko.
Wszystko, co mogło w spadku dziecko smętne
Wziąć po umarłych: całe serc ognisko,
Z szlachetnościami wszystkimi — i całą
Myśli ich piękność — ja mam po nich w spadku;
A ten mój posag ich — to moje ciało!
Gdybym więc nawet kładła na ostatku
Duszę, i o niej nie mówiła wcale,
Traktując z tobą o siebie na funty: —
To jeszcze by mi ust jasne korale,
To jeszcze oczy te, co straszne bunty
Podnoszą, ogniem i łzami ciskając,
Kazały dumną być w targu i trudną. —
Jak to? — więc chciałeś, hrabio, nie klękając
Jak przed Madonną na stepie odludną
Rafaelową, zrumienić jej lice
I grubijaństwem cud otrzymać święty,
Że się łzami jej napełnią źrenice
Lub z płótna tryśnie krew? — Więc żeś ty wzięty,
Żeś w okolicy sławny, że się ludzka
Miłość za tobą goni, żeś pomięty
Jak dziwna jaka perła kałakucka,
Tem droższa, że ma kształt nieodgadnięty
I do perły jest niepodobna wcale,
Ale jest jako monstrum dziwne, drogie:
To już myślałeś, że ja się zapalę
Do tego dziwu, jak dziecko ubogie
Pierwszy raz brylant słoneczny widzące
Na twej koszuli? — Bo wyznasz mi, Hrabio,
Że Endymiona mirty i miesiące
Niepotrzebne ci były tu, gdzie grabią
Siano tak podłych, jak ja, pełne kwiatków!...
Dobrze więc! oto odpowiem ci szczerze,
Tem szczerzej, że tu jesteśmy bez świadków;
Ojciec mój daje mnie tobie, a bierze
Twoje pieniądze. Przebacz, że wyraźnie
Mówię... Mój ojciec ma ojcowskie długi,
A sam jest winien pół miliona w kaźnie,
A jutro wszystkim chłopom biorą pługi
I w każdej chacie stawiają żołnierza.
Więc jeśli chaty te jutro posłyszę,
Że krzyczą: Boże: a Bóg nie uderza
Piorunem; jeśli duch, co we mnie dysze,
Modlitwą o! tej wioski nie obroni;
Jeśli mnie chłopki okrążą i padną
Do nóg, jak gdybym z gwiazdami na skroni
Stała w niebiosach, a ja męką żadną
Nie będę mogła wyratować ludu;
Jeśli Bóg z mego jedynie nieszczęścia
Chce siły, która, podobna do cudu,
Ten lud obroni: — to się do zamęścia
Z Panem... przychylę.
Wychodzi.
FANTAZY
Co za duch! o Jezu!
RZECZNICKI
wychodząc z za drzew.
A cóż? — za drzewem stałem...
FANTAZY
Wichry! burze!
Jestem szalony!
RZECZNICKI
Napij się Xeresu.
FANTAZY
Rzecznicki! w mojej duchowej naturze
Wielka się stała, ogromna przemiana!
RZECZNICKI
Wiwat! — A cóż rzecz czy do skutku doszła?
Czy panna w tobie szczerze zakochana?
FANTAZY
Duchowi memu dała w pysk i poszła!
RZECZNICKI
Wiwat!...
FANTAZY
Lecz partia ta nierozegrana!
Wybiega.
RZECZNICKI
Poleciał; — dziwnie ten Fantazjusz żyje:
Z babami się jak na pałasze bije.