SCENA DZIEWIĄTA
Pod dębem w ogrodzie.
HRABIA i HRABINA RESPEKTOWIE, DIANA, MAJOR, FANTAZY i RZECZNICKI.
DIANA
nalewając w filiżanki.
Pan Major herbaty?
MAJOR
Dawno ja takie widział jasne kwiaty
I takie drzewa!
HRABINA
Bez kultury rosną.
MAJOR
Wasz kraj ogrodem zdaje się i wiosną
Temu, kto stoi w śniegach garnizonem.
Nie dziw, że tęskno wam do waszej ziemi,
Że wy wzdychali do niej pełnem łonem.
Ja to czuł dobrze!
HRABINA
do Fantazego będącego w zamyśleniu.
Z uszkami złotemi
Ta filiżanka grotesque się należy
Panu Hrabiemu. Panie Hrabio, proszę
RZECZNICKI
Fantazy!
FANTAZY
Niechaj piorun mię uderzy!
Chociaż amulet koralowy noszę
Od złego oka, słyszałem za sobą
Szelest... i znany krok... czyśćcowej duszy!
HRABINA
Ta dusza miłą być musi osobą,
Że tak w Hrabiego sercu wszystko głuszy
I tak daleko od nas odprowadza
Myśli... i w taką nieprzytomność wtrąca!
FANTAZY
Przepraszam Panią — to mi nie przeszkadza
Być tu — jak światło bladego miesiąca
Nie szkodzi lampom.
HRABINA
Więc Pan Hrabia z nami?
FANTAZY
Duszą i ciałem, sercem i oczyma!
HRABINA
I nie zostało nic teraz z duchami?
FANTAZY
Ani włos jeden!
DIANA
podając filiżankę nieprzytomnemu Fantazemu.
Ale czy Pan trzyma?
Niechże Pan trzyma! Ach! Pan puszcza z ręki!
Filiżanka pada i tłucze się.
HRABINA
To nic! Dyjanko, nalej Panu drugą!
FANTAZY
Na Chrystusowe zaklinam się męki,
Że nie umyślnie! — Jestem Pani sługą
Najpokorniejszym — przepraszam Ją za to;
Ale w tej chwili... gdybyś była Pani
W oczy mi lała gorącą herbatą:
Byłbym nie poczuł.
Na stronie.
Sami tu szatani
Grają komedię ze mną najsmutniejszą.
HRABINA
Dianko, nalejże Panu Hrabiemu,
Ale herbatę daj mu jak najlżejszą.
Daj cień herbaty.
FANTAZY
Cień jej? a to czemu?
HRABINA
Szanuję nerwy Pana...
Widać za plecami Fantazego stojącą śród zarośli Idalię.
Co ja widzę?
FANTAZY
Co to jest? komuż ukłon ten, Hrabino?
Kłania głową.
HRABINA
Nic... Stelka widząc na jednej łodydze
Kwiat rzadki — za tą w gwiazdach georginią —
Gestem pytała, czy zerwać pozwolę,
A jam jej na to odkłoniła głową...
Dawno Pan z Rzymu przybył na Podole?
FANTAZY
Pół roku —
HRABINA
Któż tam z naszych?
FANTAZY
Daję słowo,
Że oprócz kilku wielkich dziwolągów
Suchych, co jeden za drugim się wleką,
Powysychani na kształt wodociągów
I wydają się ruinom opieką,
Jak mech i chwasty: nie ma w całym Rzymie,
Kogo bym wspomniał.
HRABINA
Przecież dla nas sielan
Wszystko ciekawe.
FANTAZY
Przy ruinach drzemie
Jeden katolik Polak — i szambelan
Cesarskiej Mości, wielki filharmonik:
Rogaty złotą lirą Apolina,
Śpiewa, ale tak, jak Egerii ponik
Mrucząc: niteczka głosu tylko sina
Z ust mu wypływa, młynów nie obróci,
A jednak ciurka wciąż włoską ruladą;
Milczenia anioł w nim siedzi i nuci;
Pitagor z całą swych uczni gromadą
Milczącą siedzi w nim; a rzec by można,
Że swojej szkolnej zasady nie łamie. —
HRABINA
Któż więcej?
FANTAZY
Jedna hrabina pobożna,
Której spadają loki aż na ramię,
A w każdym włosa pierścieniu ukryty
Albo kanonik, albo Monsignore.
HRABINA
Dewotka. — Jakież są więcej kobiety?
FANTAZY
Najwięcej blade są i bardzo chore,
Ruiny kobiet, resztki Karlisbadu,
Wód stalaktyty, zgasłe Wezuwiusze.
HRABINA
Zacytuj mi Pan jedną dla przykładu!
FANTAZY
Ach! jest tam, chora do głębi na duszę,
Znajoma Pani — Hrabina Idalia,
Rodzaj Pani Staël — machina parowa
pisząca listy...
HRABINA
Czy ładna?
FANTAZY
Jej talia
Jest do połowy z mgły, druga połowa
Bez kości, sprężyn, samą siłą skrętu
Idąca naprzód — zresztą w oczach cała...
HRABINA
Piękne?
FANTAZY
Dwie czarne plamy atramentu
Na prześcieradle białem...
HRABINA
Taka biała?!
FANTAZY
Jak prześcieradło.
HRABINA
I takie ma oczy?
FANTAZY
Jakby atrament.
HRABINA
Widzę ją przed sobą!
FANTAZY
Kto prześcieradło to sztyletem zbroczy:
Popełni — wielką poezję... z osobą,
Która by dała dziś dziesięć lat życia
Za jaką scenę głodną i tragiczną. —
Jej trzeba rany, usta ma do picia
Trucizny; — byłaby osobą śliczną,
Mając rozdarte serce lub sumienie,
Do miesięcznego modląca się blasku.
Nieszczęściem — takie biednej przeznaczenie —
Że jako okręt rozbity na piasku
Siedzi i czeka; lecz żądane burze
Nigdy ją z ziemi zabrać nie przychodzą.
Gdym przybył, chciała mnie poznać: ja służę
Chętnie kobietom, ale się nie godzę
Być Danaidy beczką, w którą leją
Wszystkie serc swoich rdzawych niedokwasy. —
Przychodzę: — była zajęta ideą,
Że miłość wszędy i po wszystkie czasy
Była święconą, bo w treści jest wiarą
I jedynie się zasadza na wierze. —
Na to krzyknąłem bardzo wielkie „haro!”
I powiedziałem mojej Pani szczerze,
Że miłość nie jest taką narkotyczną,
Niedowiedzioną istotą; — że trzeba,
Aby tę gwiazdę zobaczyła śliczną
Przez alabastry płci jakiego Feba
Świecącą, w oczu sterze i na koralu
Ust gorączkowych... Gdym to rzekł, westchnienie
Z burnusowego wyrwało się szalu,
A ten szal — amiant — owinął płomienie
I przepalony, srebrniał w moich oczach,
Amiant prawdziwy! — Tu rzekłem, że widzę
Na jej błękitno kruczanych warkoczach
Gwiazdę nieszczęścia. — Myślała, że szydzę,
Z początku; ale widząc, że ja na tem
Stanąłem, jako okręt na kotwicy,
Rzekła: — Ach! Pan mi będziesz duszą bratem!
Pan jeden — w jednej czucia błyskawicy
Pojąłeś, co ja cierpię, co ja czuję,
Na jaką jestem samotność wskazana...
Rzekłem, że sercem się nad nią lituję,
Że mi potrzebna jest dusza siostrzana,
Jak rękawiczce nieparzystej druga
Z tej samej pary i z tego numeru.
HRABINA
Przepraszam Pana — Stelka na mnie mruga.
Wychodzi ku Idalii i odchodzi z nią razem. Respekt bierze Majora pod ramię i odchodzą w inną stronę ogrodu.
RZECZNICKI
na stronie do Fantazego.
Teraz, Fantazy, z drugiego krateru
Sypnij Dianie w oczy!
FANTAZY
Idź do diabła!...
RZECZNICKI
do Diany.
Zapewne Mamie Pani co się stało —
Może tam w domu Stelunia zasłabła:
Pójdę zobaczę.
Do Fantazego.
Przypuść szturm, a śmiało!
Odchodzi.