SCENA DZIESTĄTA

JAN i MAJOR.

JAN

Majorze!

MAJOR

A szto? obaczył się z panną?

JAN

Jedźmy w sybirskie nasze mgły i wiatry!

Major mi będziesz ojcem — tak jak dawniej —

I przyjacielem. — Ten świat to zagadka!

Gdybyś ty widział, jak tam najzabawniej,

Najwścieklej na mnie wrzeszczała ta matka:

— „Dzieckoś mi zabił! — idź precz! nie stój blisko,

Podły!... bo śmierdzisz tu prostym żołdakiem,

Bo cuchniesz, cuchniesz tak, jak lokaisko!

Bo cię czuć wódką prostą i tombakiem

Spleśniałym! precz mi z oczu!” — Tyle brudu,

Tyle znalazła przekleństw ta kobieta,

Że ja, com słyszał niegdyś wycie ludu

Wieszającego, ludu, co w jelita

Drgające ręce kładł...

Na takie krzyki

Córka omdlała podniosła powieki

I wzrok rzuciła na nią taki dziki,

A na mnie taki anielski, że wieki

Będę pamiętał, jakie są balsamy

W rozmiłowanych oczach u dziewczyny!

MAJOR

Nu, my w Sybirze tobie dziewcząt damy

Piękniejszych...

JAN

Jedźmy, jedźmy z tej krainy,

Która mi we snach była szczęścia rajem —

Matką! — a teraz jest taką macochą! —

Słuchaj: nazwała wygnańca lokajem

I w to bolesne me serce tak płocho

Wrzuciła ziarno gniewu...

MAJOR

Tak duj babu!

A ja pomogę... Wot, wot! — polskie grafy!

A kazał ty już Kałmukowi drabu,

Żeby zaprzęgał?

JAN

Już.

MAJOR

Nu, tak waksztafy

Zakurym w trubkach, taj na pożegnanie

Temu szlachectwu dym!

JAN

Jedźmy, Majorze!

Temu, kto wpadnie raz w nieszczęścia morze,

Trzeba iść na dno i dać falom głowę. —

Oczęta sine we łzach — bądźcie zdrowe!...