SCENA PIERWSZA
Salon, jak w Akcie pierwszym.
FANTAZY i RZECZNICKI.
FANTAZY
Rzecznicki! Dasia tu jest, albo była.
RZECZNICKI
A ba!
FANTAZY
Czułem ją po zapachu.
RZECZNICKI
A ba!
FANTAZY
Mówię ci, że się już nad emną mściła
Przez tego czarta golijata, draba,
Baszkira: — już jej wenecki sztylecik
Uczułem — i wiatr z jej ust pełny szpilek
Już mnie obleciał — już miałem pasztecik
Z jej kuchni — już, już ten zemsty motylek
Zrzucił poczwarkę swoję i tu lata,
Zrobiwszy traktak z ludźmi na mą zgubę.
RZECZNICKI
Mści się nad tobą?
FANTAZY
Tak jako harmata,
Nabita puszką ćwieków.
RZECZNICKI
Daj mi próbę,
Bo nie uwierzę.
FANTAZY
Ten Baszkir najęty,
Dziś właśnie połknąć mnie chce jak Jonasza.
Dziś właśnie, kiedy ranne dyjamenty,
Stały na kwiatach...
RZECZNICKI
Słuchaj: niech ta kasza
Z gwiazd, z dyjamentów, z kwiatów...
FANTAZY
Jesteś gapem!
Otóż ci powiem prosto: dziś stoimy
Na ganku — Baszkir z ogromnym harapem,
W futrach, jak bożek gdzieś sybirskiej zimy,
Ujeżdża konie — panny z ganku patrzą,
Starosta swoje anegdoty plecie...
RZECZNICKI
Ty stoisz z twarzą od księżyca bladszą,
Jak Manfred...
FANTAZY
A ty, mój swat, przy bukiecie
Jak Gaweł...
RZECZNICKI
No! kończ —
FANTAZY
Wtem Baszkir niecnota
Naprzód mi konia prawie na pierś wsadza
Ogonem — zmykać przymusza, od błota
Spędza jak wróbla, pałaszem zawadza
I moje złote na piersiach binokle
O ciągnie —
RZECZNICKI
No! to wszystko jest przypadek.
Takie zdarzenie mieli Temistokle
Na olimpijskich grach. — Ustępuj z kładek,
Kiedy przez błoto konie idą kłusa.
Baszkir nie winien nic.
FANTAZY
Ale mi potem
Bestia mojego zabił Spartakusa!
RZECZNICKI
Jak to?
FANTAZY
Kiedy mnie już obrzucił błotem,
Diabeł podszepnął jakiś pannie Stelli,
Że do Majora przybiegła i prosi:
„Niechaj, Majorze, Baszkir z łuku strzeli!”
Ojciec tę prośbę natychmiast podnosi,
Prawi uczoną wielką dysertacją
O sławnem z łuku strzelaniu Baszkirów,
Dowodząc, że zna strzał przez elewacją.
Schodzą się panny, do niebios szafirów
Odprowadzają tę strzałę oczyma;
Ja sam aż w gwiazdy okiem idę za nią,
Widzę, jak srebrna się na niebie trzyma,
Maleńka — komar pod niebieską banią —
Potem przechyla — skręca — w ziemię mierzy
Główeczką srebrną, daje świdra, młyńca —
Spadła: patrzże, gdzie? — Mój Spartakus leży,
Mój wyżeł leży na środku dziedzińca,
Drgając łapami! — Czy ty byś uwierzył
Albo spodziewał się? — W niebiosa godził,
A szelma w mego Spartaka wymierzył!
RZECZNICKI
Rzecz prosta; Spartak po dziedzińcu chodził —
To los...
FANTAZY
Lecz psów tam — —
RZECZNICKI
przerywa.
Więc Baszkir miał racją,
Że najpiękniejszy wybrał cel — Fantazy,
Strzelając, widzisz, tak przez elewacją,
Trzeba mieć piękność celem...
FANTAZY
Po sto razy
Mówię ci, że w tem czuć rękę Idasi.
RZECZNICKI
Strzeliła z łuku?
FANTAZY
No! zgryzłem to w sobie.
Wtem Stelka, co się do każdego łasi,
A coś z diabełka on w swojej osobie,
Pyta Baszkira, jak się to przez barki
Ów kołczan wkłada? czy ciężki? czy z blachy?
RZECZNICKI
No? I ten Baszkir...?
FANTAZY
Syn jakiejś tatarki!
Zdjął kołczan i mnie — co jemu pod pachy,
Byłem, a właśnie wylazłem był z kąta
I stałem przy nim z maleńką dziewczynką —
Przez głowę rzuci nagle jak chomąta
Ten kołczan, pasy te żółtawą glinką
Pomalowane: i nagle przed okiem
Panien zniknąłem, jakby syn Latony,
Okryty białej kurzawy obłokiem —
RZECZNICKI
I obryzgany i ochomącony
Jak koń —
FANTAZY
I straszny wstał na ganku klamor,
A gdy opadł kurz, tom się przy łajdaku
Baszkirze — —
RZECZNICKI
Pannom pokazał, jak Amor
W kusym tużurku, w sążnistym sajdaku
I ożółcony pasem ładownicy!
A ba!
FANTAZY
Idalka więc w zmowie z tym chłopem!
Przysięgnę, że gdzieś stała w okolicy
Na wieży lub na dębie z teleskopem.
RZECZNICKI
A ba!
FANTAZY
Ty zawsze a! ba!