SCENA DRUGA

Wchodzi HRABIA RESPEKT.

HR. RESPEKT

Cóż, Panowie?!

Major nadzwyczaj smutny z tych wypadków

Z żołdakiem się tym obejdzie surowie.

Kochałeś może tego psa? bez świadków

Może i parę łez nad nim zroniłeś?

Niech cię pocieszy to, że moja żona,

Której ty dawno głowę zawróciłeś

Twymi listami, już jest zatrudniona

Obraniem miejsca pięknego w ogrodzie

Na grób dla twego psa i monumenta.

Gdybyście byli z moją córką w zgodzie

Lepszej: to może by jakie mementa

Znalazła w książce angielskiej i napis

Godny. — Lecz z moją córką coś ty, Hrabio

Chciałbym was widzieć jak lazuli-lapis

Błękitnych! chciałbym to, pod czwartą schabią

Zobaczyć, czy ty masz serce?... Masz serce —

Ale zobaczyć chciałbym, czy się wreszcie...?

Wiesz, Hrabio, ojcem jestem... a kobierce

Nagotowane...

FANTAZY

A my tu po kweście

Waszych serc...

HR. RESPEKT

Niechże pan Fantazy gada,

Jeżeli można, bez żadnych floresów

Choć chwilę!

FANTAZY

na Rzecznickiego wskazując.

Ten Pan mój podpis posiada.

HR. RESPEKT

Cha! cha! nie lubisz, widzę, interesów —

Dobrze — idź, same róże zrywaj, a my

Weźmiemy ciebie w siatkę — weźmiem w siatkę

I myśli twoje ładne pochwytamy

W piękne więzienie. — Masz ojca i matkę:

We mnie masz ojca, matkę — w mojej żonie;

Do Rzecznickiego.

A my, jak ludzie ziemi, chodźmy pisać.

Wychodzi z Rzecznickim.

FANTAZY

Czoło mi jeszcze całe wstydem płonie

Za tego starca. — Jak on się kołysać

Musiał — uśmiechać i na pół dowcipnie

A na pół serio rzucać mi na szyję

Tę córkę! — Krew tak czerwona nie lipnie

Do rąk zabójcy, ani modre żmije

Nie okręcają takimi uściski

Laokontowych ramion, jak on zięcia! —

To dziwna! — Jak on żebraka był bliski —

Jak cały drżący porwał mnie w objęcia —

Jak od psa zaczął, a skończył na sobie:

Niby wyraźnie mówiąc: nad psem płaczę —

Więc płacz nade mną! — Kiedy te łzy obie,

Co w oczach jego błysnęły, tłómaczę:

To mu odpuszczam uśmiech ów fałszywy,

Którym się zakrył przede mną jak maską.