SCENA PIERWSZA

Cmentarz — w głębi kaplica zamknięta. Miesięczna noc.

Wchodzą FANTAZY i IDALIA.

FANTAZY

Oto są Idy marcowe Cezara

Śmiertelne — bo ty jesteś moją Idą.

Cóż? dotrzymałem słowa... Godzin para

Ostatnich — z tobą! Gwiazdy nasze przyjdą,

Miesiąc nasz złoty już jest i dotrzymał

Słowa — na ucztę śmierci przyszedł pierwszy.

Świat mnie był w takie łańcuchy poimał,

Że teraz pewnie mój sen będzie szerszy,

Gdy oddam ducha. Tony moje drżące

Były boleścią ducha ostateczną. —

Siądź tu. W twych oczach widzę dwa miesiące

Błękitne: — będziesz mi harmonią wieczną,

A oczy wiecznem źródłem światła będą:

Wypiję wszystkie złote z nieb promienie.

IDALIA

Ten cmentarz zawsze był najmilszą grzędą

Mego ogrodu. — Patrz, jakie tam cienie

Czarne pod gęstwą lip! i głazów twarze

I na czarności krzyżów niewidzialnych

Głowice trupie..

FANTAZY

Ja ci tam pokażę

Tęczowe duchy, twarze bóstw fatalnych,

Które mi zawsze w nocy były blisko

I to zrobiły, żem tak głupio — marnie

Życie me rzucił.

IDALIA

Co tam za zjawisko?

FANTAZY

Nic! to są we mgle chodzące latarnie;

Pewnie szukają nas.

IDALIA

Daruj mi, Fanio,

Jeszcze raz spytam ciebie... spytam ciebie —

Bo wszakże życia nie można tak tanio

Oddawać ludziom! bo wszakże na niebie

My zapisani jesteśmy u Boga

I tu aż — przezeń tu przyprowadzeni. —

Słuchaj — zdejmuje mnie tu jakaś trwoga —

Tyś drgnął: jesteśmy oboje ruszeni

Skrzydłami śmierci... Przyszłość ta bez kształtu

Okropność swoję ma. Słuchaj mnie, Panie:

Ja nie doznałam tu żadnego gwałtu.

I ta przyczyna śmierci, to porwanie —

Tak los uczynił, że obelga cała

Spadła na inną zupełnie osobę.

Jam więc jest winna — winna, żem skłamała;

Jam winna, żem tu całą jedną dobę

Chciała aktorką być i podług świata

Fałszem dopomóc sobie na tej ziemi...

Owszem posłuchaj: ta śmierć, która lata

Jak nocny motyl, skrzydły kościanymi

Gruchocąc, marną jest — i nam urąga

Jak dzieciom głupim; — boś nie za mnie mścił się,

Ale za jakąś furią — dziwoląga —

Za Rzecznickiego, który podły krył się

Ze swą obelgą, ze swoją kuchcianą

Żoną, z łachmanem swoim przewietrzonym,

Który ja w domu dziś znalazłam rano

W wannie z rumianku, z fontaziem czerwonym

Na czepcu, z krzykiem i z twarzą koguta,

Na cały cichy dom krzyczącą: gwałtu!

FANTAZY

Cha! cha! cha! Pani Rzecznicka popsuta!

Cha! cha! cha! — Gdyby sam Rzecznicki stał tu

I o truciznę prosił, to nie dałbym

Łezki opiatu! — Cha! cha! żyj, Brutusie!

Cha! cha! cha! jeszcze raz z Rzecznickim chciałbym

Zejść się na ziemi i w tym famulusie

Mego Faustyzmu niewydrwioną stronę

Wydrwić, ażeby drwin posągiem stanął

Na moim grobie. Cha! cha! cha! utonę

We łzach serdecznych! — Cha! Kałmuk archanioł,

Porywający z ręku Jezuitom

Panią Rzecznicką — i w galop — i w galop!...

Cha! cha! cha! śmiech mój gwiazdom i błękitom.

Wiwat typ wszystkich dewotek i salop,

Pani Rzecznicka która była duchem,

W pielgrzymce!! Diabli! diabli! cha! cha! cha! cha!

IDALIA

Ten śmiech — —

FANTAZY

Uderzył po głowie obuchem

W posąg piękności — i w szarego stracha

Zamienił tę śmierć, która przy nas stała

Niby cudowna postać z alabastrów,

W gwiazdach, motylach i w miesiącach cała,

Z kobiercem maków, dziewanny i astrów

Pod cichą stopą. — Patrz, jakich komików

Wydaje Polska: aż do grobu śmieszą!

O! o koncercie śmiechu i słowików,

Graj!... Otoczona dziwolągów rzeszą,

Straszliwa, w czepcu — nowa Dejanira

Poprzedza orszak nasz, dwie nasze trumny,

I krzyczy: za mnie ginie syn Zefira

Z córką Aurory!!

IDALIA

O! szał nierozumny!...

FANTAZY

Co? wybijam cię ze snu? — Masz! w tej lasce,

W tej złotej gałce jest snu na lat tysiąc...

IDALIA

Więc to trucizna?

FANTAZY

Tak! w cukrowej masce

Zamaskowana złość! można by przysiąc,

Że rzecz uczciwa.

IDALIA

I nie ma ratunku?

FANTAZY

Jest!..

IDALIA

A więc użyj go, żyj dla Ojczyzny!!

FANTAZY

Na to — o! na to trzeba by trafunku

Wielkiego.

IDALIA

Aby...?

FANTAZY

Aby na siwizny

Majora głowy, która jak Eolid

Harfa pod mojem policzkiem odjękła,

Spadł albo piorun albo aerolit

Przed... przed kwadransem!

IDALIA

Jak to?

FANTAZY

Aby pękła

Harfa, na której ja honoru strunę

Urwałem... Kontrakt — widzisz — jest wyraźny,

Że północ jednę dziś zapełni trunę —

Na stemplowanem papierze; do kaźny

Weszło pół rubla za ten papier, który

Poważnym kiedyś będzie dokumentem...

Daj laskę!

IDALIA

Wieszczu! do góry! do góry!

Śmierć jest okropnym, słuchaj, sakramentem.

Nie jedz trucizny z taką twarzą.

FANTAZY

Co to?

IDALIA

Po szatańsku się tobie twarz skrzywiła.

FANTAZY

Nieprawda... śmierć jest tą kolumną złotą

Powietrza. O! w tem powietrzu jest siła!...

O! to powietrze i ciepłe, i wonne,

O! to ramiony mymi ogarnięte,

Ma w sobie duchy piękne i niezgonne,

Jak ja, wyrwane z ciał, dawno poczęte,

Pełne miłości jak ja, niewidziane,

A kształtem swoim świat rozpierające.

Czekaj, przy tobie tak za chwilę stanę

Powietrzem...

IDALIA

Widzisz me piersi dyszące?!...

O! znajdź, znajdź jakie słowo większej mocy,

Aby mnie w ciemnej śmierci rozmiłować!

FANTAZY

Patrz — ta kaplica z krzyżem złotym, w nocy

Stojąca jak duch, zacznie tu panować

Ducha naszego siłą... i z kamieni

Miłością świata lać sakramentalnie!

Jutro ten kościół tak się w nas wpromieni,

Jak w smętne światło, i będzie fatalnie

Działał na smutne duchy, serca młode —

Jak pieśń, która nam dzieciom w piersiach dzwoni.

Chodź! do kaplicy cię tej ciemnej wiodę.

Astarte!... o ty, bez lauru na skroni

Nieznanego tu ducha Beatricze,

Którą porwałem i aniołom niosę,

Chodź, chodź! i w Madonn się wpatruj oblicze

I w zachwyceniu świętem daj pod kosę

Miesięczną śmierci cichej twoję głowę!

Co mówię? — na niej stań, jak na miesiącu,

A on skrzydlaty z nami w światy nowe

Uleci — i w słońc ognistych gorącu

Postawi czoła nasze na granicy

Ostatniej, kędy ludzki duch dolata...

Chodź! chodź! chodź do tej, o siostro, kaplicy!

Chodź ze mną! stamtąd nie wyjdziesz bez brata,

Ani bez siostry ja — chociaż oboje

Bez ciał wyjdziemy...

IDALIA

Duchu! w ręce twoje,

W twe usta ducha mego! —

FANTAZY

Z błyskawicy

Twe usta, duchu mój!

IDALIA

Chodź do kaplicy,

Niech świat za nami pędzi!

Słychać bliski strzał.

FANTAZY

Stój! co słyszę?

Strzelono...

IDALIA

Słuchaj! jęk —

GŁOS MAJORA

Pomiłuj Boże!

FANTAZY

Co to jest? kto śmie tę miesięczną ciszę...

GŁOS RZECZNICKIEGO

Ratunku!

IDALIA

Nie idź!

GŁOS RZECZNICKIEGO

Ohe!

FANTAZY

Na ugorze —

Blisko cmentarza...

GŁOS RZECZNICKIEGO

Kto tu w Boga wierzy,

Niech mi pomoże! — ho!...

FANTAZY

Rzecznicki krzyczy.

GŁOS HR. RESPEKTA

za sceną.

Strzelono!.. niechaj kto na cmentarz bieży!

Stamtąd strzał —

FANTAZY

Hrabia! — Zegarek mi liczy

Pięć minut życia... Miałyżby te chwile

Z gadułą starcem tym przeminąć marnie?