SCENA TRZECIA

Państwo RESPEKTOWIE wchodzą z DIANĄ i STELLĄ.

HR. RESPEKT

Witaj mi, Rzecznicki! —

A cóż tu? mówią — chora!

RZECZNICKI

Tak, tą jazdą —

HR. RESPEKT

Cyt! cyt!... to jej dom — to kościół delficki!

Widzisz — przywiozłem całe moje gniazdo.

I Major z nami, ale go ukryłem

Poza kulisy; w sam czas wyprowadzę

Na perypecją... Ja z nim długo żyłem;

To prosty człowiek, dobry — —

HRABINA

Czy ma władzę

We wszystkich członkach?

RZECZNICKI

Co?

HRABINA

Czy ją oszczędzał?

RZECZNICKI

Tak, dosyć — —

HR. RESPEKT

Czy gdzie nie zawadził w lesie?

RZECZNICKI

Nie.

STELLA

Więc nie bardzo rumaka rozpędzał?

HR. RESPEKT

Dosyć — widzicie, iż stanął przy kresie.

To dosyć... lecz nas nabawił kłopotu:

Wszyscy w cierniowej jesteśmy koronie! —

Widzisz, Rzecznicki, takiego powrotu

Nikt by nie życzył swojej własnej żonie.

W głębi — taka rzecz jest niemałej wagi!...

Co to jest?!... krew się na to każda burzy.

RZECZNICKI

Gdzie jest Fantazy?

HR. RESPEKT

Brakło mu odwagi!

W ogrodzie chodzi — wena mu tam służy —

Coś komponuje...

Do żony.

Wypraw do ogrodu

Dianę, niech ze Stelką idą obie...

HRABINA

Czy położyli jej na głowę lodu?

RZECZNICKI

Tak, położyli.

HR. RESPEKT

Przywieźliśmy tobie

Kapelusz —

RZECZNICKI

Jak to?

HR. RESPEKT

Przestrzelony z łuka,

Strzałą rogaty — tak, strzałą rogaty!

Widzisz — był rozkaz dany dla Kałmuka,

Ażeby leciał jak Amor skrzydlaty,

A nie dał tobie odbić tej hrabiny —

Major mu to sam wyraźnie powielił.

Otóż on widząc twe rycerskie czyny,

Gdyś go dopadał: przymierzył i strzelił —

Jak gdyby na twój rycerski kartelusz

Odpowiadając — prosto tobie z łuka.

Szczęście, że trafił cię tylko w kapelusz!

Stelusiu, niech go Kajetan poszuka,

Niech tu przyniesie.

Stella wychodzi.

Pokazać ci chcemy,

Że twój rycerski czyn nie uszedł oka;

I ubierzemy ciebie, ubierzemy

W strzały — —

RZECZNICKI

Rzecz to jest zanadto wysoka,

Aby żartować...

HR. RESPEKT

No — ty jesteś skromny,

Ja wiem; ty skromny jesteś. Cały w locie —

Możeś był nawet sobie nieprzytomny,

Gdy cię ten Kałmuk — —

RZECZNICKI

przerywa.

Tak, Hrabio, w istocie!...

HR. RESPEKT

Gdy cię ten Kałmuk ubrał, ubrał w strzały —

Numida jakiś — —

RZECZNICKI

Więc Pan wie?

HR. RESPEKT

Numida,

Mówię ci, jeździec jesteś doskonały!

Widzisz — talent się taki zaraz wyda,

Mój ty kochany Rzecznicki!

RZECZNICKI

Co, Hrabio?

HR. RESPEKT

Daj, niech cię z serca uściskam!... Szałaput!

Jeżeli w tobie lata nie osłabią

Tej żyłki, to gdzieś zrobisz verte-caput.

Orlando! — gonił się jak za podradem!

Orlando!

RZECZNICKI

Hrabia się powtarza...

HR. RESPEKT

Drogi!

RZECZNICKI

do siebie.

Zemszczę się!

Głośno.

Czy Hrabia jadąc moim śladem

Nie znalazł... czy gdzie nie postawił nogi

Na tym papierze..? Otóż to przypadek!

Intercyza mi wypadła z kieszeni.

HR. RESPEKT

Cóż! ty sam stoisz jak układów świadek —

Rzecz małej wagi — papier się odmieni —

Lekka odmiana! Nową intercyzę

Przypieczętujesz litewską Pogonią.

Tak! Pogoń teraz weźmiesz za dewizę,

Pogoń ognistą — z uwieńczoną skronią..

Lecz widzę, że zły jesteś... a to zwykła

Rzecz w ludziach, co się heroizmu wstydzą —

Wstydzą i tak się czerwienią jak ćwikła,

Kiedy się nagle w laurach jasnych widzą,

A niby niemi gardzą... Moja żono,

Pójdźmy na ogród z dziećmi, nim Hrabina

Zgodzi się naszą postać zasmuconą

Oglądać.

Wychodzą.

RZECZNICKI

Piekło! piekło!... Starowina

Pod paznogcie mi w nogi wbija drzazgi!

Na mękach jestem!...

Wbiega FANTAZY.