IV

Małe tu znajdę dla pieśni pokupy21,

Miłość ją kraju i rozpacz uprzędły.

Tu zżółkłe twarze — może serca zwiędły?

Miałem tu znaleźć ludzi — widzę trupy.

Niezdolni z życia wybić się skonaniem,

Wyście odważni — lecz na pół otrucia,

Wyście przywykli zabijać pół czucia

I zmartwychwstawać, lecz półzmartwychwstaniem,

Wiecznie okuci w żelazne ogniwa.

Pieśń często z kajdan iskry wydobywa;

Więc będę śpiewał i dążył do kresu;

Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce.

Tak Egipcjanin w liście z aloesu

Obwija zwiędłe umarłego serce;

Na liściu pisze zmartwychwstania słowa;

Chociaż w tym liściu serce nie ożyje,

Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa,

W proch nie rozsypie... Godzina wybije,

Kiedy myśl słowa tajemną odgadnie,

Wtenczas odpowiedź będzie w sercu — na dnie.

Myśl syna pieśni ciemna, niezgłębiona,

Jest jako fala umarłego morza;

Co jej powierzysz, wnet wyrzuca z łona,

Lecz barwą ciemnych głębi przyodzieje,

Da nieśmiertelność kamiennego łoża,

Kwiat w niej nie tracąc barwy kamienieje.

Lecz jeśli wieszczek nie znajdzie wyrazów,

W głąb jego serca słuchacz nie dosięga;

Często podobny sam do zimnych głazów,

Choć pieśń ognista w myśli się wylęga;

Często go słuchacz odbiegnie wesoły...

A pieśń, co ledwo dopłynie połowy,

Jak mórz zamarłych owoc rubinowy

Bezpłodne w sobie zamyka popioły.