V

Niegdyś nam północ miecz podała w dłonie,

A potem chytra bezsilnych odbiegła22.

Widziałem walkę — widziałem to błonie,

Gdzie siła naszych rycerzy poległa.

Ja byłem dzieckiem i patrzałem z chaty...

Powietrze chmura proporców krajała,

W tureckich szykach lśnił księżyc bogaty,

Nad nim dym srebrny wyrzucały działa,

Stamtąd huk leciał, stamtąd ziemia grzmiała

I grad pocisków wyrzucały spiże;

A stąd, zachodnim złocone promieniem,

W ten dym ognisty szły błękitne krzyże

Z upornym, z głuchym rozpaczy milczeniem.

Potem je dymy spiżowe pożarły,

Mignęły w ogniu złote — i pobladły.

Przed nocą wszystkie szeregi wymarły

I wszystkie krzyże w szeregach upadły.