VI

Tak się zwycięstwa przeważyły szale...

Lambra tureckie ominęły gromy,

Wdarł się na skałę — całą noc na skale,

Patrzał na groby, na groby bez końca!

I tak nazajutrz jeszcze nieruchomy

Błyszczał w promieniach wschodzącego słońca...

A stamtąd poszedł błąkać się po świecie.

Lecz nie samotny — znalazł się ktoś drugi,

Co przy nim giermka podjął się usługi;

Kto to był taki? — może odgadniecie.

Po długich latach z krainy wygnania

Ujrzał, jak Grecy z wiatrem na wyścigi

Nieśli po górach hasło zmartwychwstania;

Pieśń grzmiała w dzwonach — była to pieśń Rygi23.

Ale niedługo Grek o szczęściu marzy,

Kolejno w siołach milkła pieśń i dzwony,

Gdzieniegdzie snuł się Kleft24 — lecz zakrwawiony,

I z krwią miał rozpacz przysechłą do twarzy.

Płacz, narzekanie wstrząsa Greków chaty,

Echami skał się rozpłakały łona.

„Jutro” — wołają — „na maszcie fregaty

Haniebną śmiercią młody Ryga skona”.