VII

Na dzikich brzegach skalistej Ipsary

Wznosi się klasztor wysoko nad morze;

Krzyż jego pierwszy wita ranne zorze,

Ostatnie słońcem złocą się filary.

Koło klasztoru bez czoła kolumny

Stoją jak palmy pozbawione liści.

Tam mnich pracuje koło własnej trumny,

Tam od tureckiej uciekł nienawiści...

Ów dzwon, co dzisiaj ogłasza pacierze,

Nieraz do broni powoła Majnotę;

Nieraz od Turków okrążone wieże

Czoła dział srebrnym uwieńczają dymem,

Z tych okien błyszczą spiżu paszcze złote

I mnich pokorny staje się olbrzymem.

Nieraz rozpaczy naglony potrzebą

Rozwala miną poświęcone ściany;

Rzekłbyś, że mnich ten chce zdobywać niebo

Skał odłamami jak dawne Tytany.

Na niższych skałach cmentarz muzułmanów,

Czarowny, cichy, pełny drzew i kwiatów,

I dłutowanych w marmurze turbanów,

Jak odłam z rajskich oderwany światów

I przesadzony na skalne urwiska.

Tam byłem wczora... Słońce zachodziło...

Za marmurowe skryty grobowiska,

Widziałem dwoje ludzi nad mogiłą;

Widziałem Klefta i Greczynkę młodą.

Ona — do Peri podobna urodą,

Jak była piękną, wyraz nie okryśli25!

Gdy długo, długo patrzałem w jej lica,

Kiedy się potem obudziłem z myśli,

Tak byłem tęskny — rozmarzony — smutny,

Jak gdybym długo patrzał w twarz księżyca.

Snadź, że jej życie był to czas pokutny

Za całą przeszłość szczęścia pogrzebaną;

Miała na twarzy smutek — lecz nie żałość,

Barwę koralu łzą nie opłukaną;

Rumieniec tonął w bezpromienną białość,

I w białych szatach stała między drzewa,

Wpół przeświecona blaskami zachodu,

Podobna srebrnej fontannie ogrodu,

Z której wiatr mgliste warkocze odwiewa.

Kleft, znać z ubioru, był kiedyś rycerzem

I wierne rysom członków nosił szaty,

Piersi jedwabnym zamknięte pancerzem,

Co się od słońca w różne barwy łamie,

Wypukło w złote wyszywany kwiaty;

I miał kapotę rzuconą na ramię,

Białą jak śniegi — i pas złotolity,

Nogę złoconym wiązaną rzemieniem,

Małą misiurkę26, której aksamity

Pod kruczych włosów tonęły pierścieniem,

Na niej w misternie ułożonej zwici27

Węzeł w złociste rozpadał się nici.

Choć stłumionymi przemawiali słowy,

Mogłem dosłyszeć ułamków rozmowy.