XI

Taką twarz noszą anieli przeklęci.

Na czole myśli biegające tłumem,

Nie powiązane czuciem i rozumem,

Zlały się w ciemną niepewność pamięci.

Niepomny zbrodni, którą był wykonał,

Sennymi słowy trzykroć pazia woła;

Paź jeszcze słyszał, podniósł nieco czoła,

Westchnął głęboko — chciał mówić i skonał.

Lambro spalony truciznami bladnie,

Potem się drzący przyczołgał do stoła,

Chwycił za czarę — w czarze znalazł na dnie

Męty napoju — wypił je i ożył;

I sen od powiek na chwilę oddalił,

Śmierci przyśpieszył — lecz marzeń przysporzył,

Jak lampa blaskiem ostatnim się palił.